Krótka historia sztuki


Pierwsze poruszenie poczułam na 58 stronie, gdy czytałam o „Portrecie małżonków Arnolfinich“ pędzla Jana van Eycka.
Znałam ten obraz.


Nie widziałam go oczywiście na żywo, ale zdarzyło mi się trafić na jego reprodukcje w jednej czy drugiej książce poświęconej malarstwu. Choć za każdym razem robił na mnie wrażenie, nie zapadło mi w pamięć nazwisko malarza i nie szukałam informacji o jego genezie. Poruszały mnie barwy, kompozycja, dopisywałam w głowie opowieści, jakie mogły towarzyszyć tym tajemniczym postaciom… I zawsze byłam pewna, że kobieta w zielonej sukni jest w ciąży.

A Constanza Trent, żona Giovanniego de Nicolao Arnolfiniego (bo prawdopodobnie to ona jest damą w zieleni) nie została sportretowana w ciąży. Suknia, którą ma na sobie jest po prostu ciężka i pełna, i jest oznaką bogactwa.

Że w namalowanym pokoju jest lustro, widziałam, ale odbicie w lustrze wcześniej umknęło mojej uwadze. Być może w książkach, w których przyglądałam się obrazowi, nie było wyraźnie widać tych szczegółów, bo przyznać trzeba, że w porównaniu z „Krótką historią sztuki“ papier miały raczej wątły, a jakość druku pozostawiała wiele do życzenia. Choć oczywiście mogłam być zwyczajnie za mało uważna. W każdym razie w lustrze odbicie dostrzec można, a poza gospodarzami, odbijają się tam dwie inne postaci, które prawdopodobnie stoją na progu rzeczonego pokoju i przypuszczalnie jedną z nich jest sam autor obrazu, Jan van Eyck.

Zapewne jeszcze przez długi czas bym o tym wszystkim nie wiedziała, gdybym nie sięgnęła po książkę Susie Hodge.


I muszę przyznać, iż zachwyca mnie, że teraz patrząc na obraz, widzę o tych kilka szczegółów więcej. A to nie jedyne takie zaskoczenie jakie spotkało mnie w trakcie lektury.  

Bo tak na przykład oczywiście znałam Mona Lisę. Wiedziałam, że namalował ją Leonardo da Vinci. Trudno tego nie wiedzieć - tak źle ze mną nie jest, bez przesady. Ale że Mona Lisa nie ma rzęs i brwi nie dostrzegłam jakoś nigdy wcześniej… A nie ma!

Znałam też „Zuzannę i starców“ i „Judytę zabijającą Holofernesa“, ale ze wstydem wyznam, że nie zdawałam sobie dotąd sprawy, że Artemisia Gentileschi była kobietą.
A tak się składa, że „była córką toskańskiego malarza i znajdowała się pod silnym wpływem Caravaggia. W wieku 18 lat została zgwałcona przez innego malarza i w trakcie jego procesu wydobywano z niej zeznania torturami. Jej ekspresyjny, naturalistyczny styl zyskał jej opinię jednej z najważniejszych florenckich artystów, a na pewno najbardziej prominentnej artystki renesansu“.* (s. 82)

Oczywiście, ilość zaskoczeń zależy od wyjściowego poziomu wiedzy – pewnie absolwenta wydziału sztuk pięknych ta książka po prostu znudzi. Warto pamiętać, że „Krótka historia sztuki.Kieszonkowy przewodnik po kierunkach, dziełach, tematach i technikach“, jak sama nazwa wskazuje jest bardziej wstępem, ledwie wskazaniem tego, co najważniejsze, najciekawsze, najbardziej znaczące (według wyboru autorki) niż kompendium wiedzy.

Właściwie większość z opisanych w książce dzieł kojarzyłam i sądzę, że w tym kojarzeniu nie będę odosobniona. To raczej ogólnie rozpoznawalne dzieła sztuk. Z kilkoma tylko spotkałam się po raz pierwszy. Ale, co cenne, o każdym dowiedziałam się czegoś, czego nie wiedziałam.


Mam wrażenie, że książka Susie Hodge uchyla drzwi do dawno zapomnianego miejsca, w którym czeka wiele przygód, jeśli tylko ma się odwagę, by nieco szerzej je otworzyć.

Bogato ilustrowana, została tak pomyślana, by w przejrzysty i przyjazny sposób opowiedzieć o tym, co kluczowe i zachęcić do zadawania kolejnych pytań, rozpoczęcia własnych poszukiwań. Przy czym staranność wydania, a przede wszystkim świetnej jakości papier, na którym przytaczane reprodukcje wyglądają naprawdę zachwycająco, dodają przyjemności obcowania z tą pozycją.  

Na koniec tylko dodam, że tak się składa, że z nas dwojga to raczej Damian pierwsze swoje kroki w nowym mieście kieruje zwykle ku galerii sztuki czy muzeum. Towarzyszę mu w tych wędrówkach nie bez przyjemności, jednak dla mnie to raczej dopiero drugi lub trzeci punkt na liście poznawania nowego miejsca.

Jego interesuje przeszłość, mnie intryguje teraźniejszość. Smaki, zapachy, gwar ulicy wpadający o poranku przez uchylone okno, spacer przez zatłoczony plac targowy, śniadanie w kawiarni przy stoliku wychodzącym na deptak.

On mi pokazuje zachwycające fasady budynków i opowiada o okresach, w których prawdopodobnie powstały, ja jemu zaniedbane bramy prowadzące w podwórza, gdzie kryją się zmyślane przeze mnie historie.
  
Ale nawet jego udało mi się zaskoczyć dzięki niektórym informacjom wyczytanym w „Krótkiej historii sztuki“.

5 komentarzy:

  1. No i co teraz? Kolejna książka, którą muszę mieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Niesamowite! Nie miałam pojęcia, że Mona Lisa nie ma brwi i rzęs! Nie zwróciłam nigdy na to uwagi :D Szok! To musi być fajna książka :D / Z tej strony Marta - nie wiem, czemu nie chce mi się opublikować z konta Google :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Też znam te obrazy i nie wiedziałam tych samych rzeczy! Miałabym ochotę poczytać więcej :)

    OdpowiedzUsuń