O tym, jak się karmi kamień


Od kilku dni pada i wieje, aż drzewa gnie, a mnie się marzy ukryć. Na dachu budynku, który widzę z okna, ptaszyska. Obsiadły aż czarno. Zrobiłabym im zdjęcie, ale zdaje mi się, że jakoś w oku lepiej im dziś niż w obiektywie. 

„Pracą smutku jest przyjść i być. Nic więcej. Reszta należy do człowieka – jeśli go podejmie, smutek się utuczy jak toczona śnieżka. Oblepi każdą myśl.“ – napisała Bronka Nowicka w „Nakarmić kamień“, a mnie te słowa znów kołaczą w głowie.

Zawsze byłam dobra w podejmowaniu gości – myślę z niepokojem.  

Czytam więc po wtóry „Nakarmić kamień“, już nie od pierwszej do ostatniej strony, a fragmentami. I za każdym razem znajduję tam coś nowego, a znanego, bliskiego, choć bolesnego. To coś mieszka pod słowem i w duszy. Mam wrażenie, że znam tę dziewczynkę, że czasem nią jestem, że znam to dziecko, czasem jest we mnie. 

Wychodzę więc z psem na spacer, zakładam czerwone kalosze, rozkładam parasolkę w grochy i wędrujemy. Smutek nie lubi przestrzeni i kochanych psów. Już czuję, że się wierci. Lepiej niech mu we mnie nie będzie za wygodnie.  

Chciałabym, żeby i ona miała ukochanego psa-strażnika i zaczarowane czerwone kalosze. I żeby wiedziała, że jej wierzę, że widziała pana głupka, który dyrygował światem za pomocą patyka. I rozumiem jej pragnienie zachowania niewypranego swetra ku pamięci po dziadku czy potajemne odejmowanie guzików z babcinej puli, by nie starczyło ich na zapłatę za śmierć. I smak kolan też znam, nie tylko z dzieciństwa. I żal mi ogromnie, że płakała do środka i że nikt jej wcześniej nie nauczył, jak płakać normalnie. I że chciałabym jej jakoś pomóc, odwdzięczyć, za to, że ona pomogła mnie. 

***

"Dziecko przystawiało kamień do wielu rzeczy, ale żadnej nie ubywało. A skoro miały siebie ciągle tyle samo, znaczyło to, że nie są dla niego jadalne.

Wtedy dziecko znalazło wgłębienie pod językiem, włożyło tam kamień i nie stało się przez to cięższe. Poczuło, że jest go mniej. Nie tak mniej, jak jest się mniej, bo się żyje i zużywa życie. Tak mniej, jak się coś z siebie daje.

Dziecko szło po ogrodzie i patrzyło na to, czym był. Kamień jadł ten widok razem z dzieckiem, które już wiedziało: wyżywi kamień czymkolwiek, co przejdzie przez zmysły. Nawet bryłą gliny, jeśli na nią popatrzy, zwykłą trawą - jeśli jej dotknie. Może nawet samym myśleniem o trawie." 

Bryła gliny [w:] Nakarmić kamień, Bronka Nowicka




***

5 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie, ale nie wiem, czy dałabym radę... Bo ten smutek się czai...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czai się, czai. Jest tak przerażająca jak piękna moim zdaniem. Długo ją czytałam, jeszcze dłużej o niej myślałam. Czasem lepiej poczekać na lepszy moment. Bardzo ciekawy artykuł czytałam kiedyś na jej temat na blogu, który odwiedzam, o tu: http://cocteauandco.pl/nakarmic-kamien-bronka-nowicka/

      Usuń
  2. Smutek ma to do siebie, że jak się rozgości, to żadne eksmisje nie pomogą. Ale można za to zaprosić Rozpraszacze, bo one zazwyczaj na przyjęcie przychodzą w parze z Frajdą, Satysfakcją, niektóre randkują nawet z Radością. Fakt, że tak tłumną imprezą trudno się potem zarządza i na krzywy ryj zawsze wprasza się Chaos i Pan Brak Czasu, ale ten Smutek zdaje się chować wtedy po kątach i jakoś to idzie... :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Na taką książkę, epatującą smutkiem, muszę mieć odpowiedni nastrój. Teraz staram się raczyć pogodnymi lekturami :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ula, Ty zawsze tak pięknie piszesz, że nawet jeśli nigdy nie czułam się podobnie, czuję czytając Ciebie. Tomik Bronki Nowickiej też czytałam, ale z pewnością nie tak wnikliwie i empatycznie jak Ty. Teraz jawi mi się jako zupełnie nowa opowieść, bardziej autentyczna, bo przeglądająca się w lustrze prawdziwych ludzkich doświadczeniach, kogoś kogo znam...
    Może naprawdę jesteście bratnimi duszami...

    Zastanawiam się też skąd akurat teraz - wiosną i latem - tyle w ludziach melancholii. U mnie to przychodzi cyklicznie, ale wiele osób, które znam, "zapadły" na nią po raz pierwszy i dziwią się, i nie wiedzą jak wyrwać z tego smutku i odrętwienia.

    P.S. Niektóre obrazy naprawdę lepiej wyglądają w oku. Aparat ich nie uchwyci ;)

    OdpowiedzUsuń