#codzienność: Lato KarmeLove i bałagan


No tak, to prawda - mamy trzy koty. I to była świadoma decyzja. Mówicie, co chcecie, my już kochamy. Nie odstanie się. 

A jak się stało? No cóż, ta opowieść ma swój początek wiele lat temu… Jeszcze nim poznałam Damiana, jeszcze nim zamieszkałam z nim w Kamienicy z Wieżyczką, pewnej nocy wybrałam się na spacer. I znalazłam czarnego. Niby jeszcze nie dorosły był z niego kocur, ale jednak też już nie kociaczek. Szwendał się po ulicy przestraszony, wychudzony. I jeszcze atakowały go dwa wielkie uliczne kocury. Żal było patrzeć. Ewidentnie sobie nie radził. Później szukałam jego właścicieli, bo stwierdziłam, że taki fajny kot musi mieć człowieka do kochania, ale to zupełnie inna, mniej radosna opowieść… W każdym razie zamieszkał u mnie. Raczej nie był towarzyski, bywał wręcz agresywny, ale mnie nigdy krzywdy nie zrobił. Uważam, że bał się po prostu, że znów go ktoś porzuci. Sąsiedzi wołali na niego Zdzisław. Ja też tak czasem mówię, ale czy jest to jego imię… trudno powiedzieć. Prawdę mówiąc, nim się pojawił, nawet nie chciałam mieć kota. A co dopiero dwóch… 

Ale biała właściwie znalazła mnie, a nie ja ją, więc to się chyba nie liczy do rachunku. Pewnego sobotniego poranka po prostu zaczęła  miauczeć przeraźliwie prawie pod moimi drzwiami (a że na dworze było jakieś – 50, a ja mieszkanie miałam na trzecim piętrze, to ani zostawić nie mogłam, ani nadziwić się, jak ona tam weszła, na to moje trzecie piętro przez drzwi z domofonem…  dopiero jakieś dwa tygodnie później poznałam jej historię). Kicia też już miała za sobą trochę przygód – taka, wiecie, kocica z przeszłością mi się trafiła. A ponieważ nie słyszy, zasypiała w nieracjonalnych miejscach, na przykład na płycie grzewczej, która piszczała okrutnie, a później cała w przestrachu przy najdrobniejszym ruchu powietrza zrywała się ze snu, że aż mnie serce drżało… no i darła się tak głośno, że mówiliśmy na nią „decybel“. 

Wiecie, ona jest moim spełnieniem wychowawczym, taka moją dumą małą, bo z przestraszonej istoty stała się panią na włościach i teraz nie tylko nie zrywa się z miaukiem na pyszczku, ale jeszcze trudno ją dobudzić! W każdym razie z imieniem kici też była draka, bo skoro nie słyszy, uznałam, że hipokryzją z mojej strony byłoby jej nadawać imię wyłącznie dla własnej uciechy, imię, którego brzmienia nigdy nawet nie pozna. A więc mówimy do niej na migi, a o niej mówię „biała“, „kicia“, „kocinka“.   

Muszę Wam przyznać, że nie było łatwo pogodzić te dwa charakterne stworzenia i bywały chwile, kiedy traciłam nadzieję, ale w końcu się udało. Może się nie kochają, jednak tolerują, a czasem zdarzy im się nawet położyć koło siebie i jedzą z jednej miski, ale zdecydowanie każde z nich chodzi własnymi drogami.  

Później pojawił się w moim życiu Damian. Gdy się okazało, że czarny nie nasikał mu do butów, wiedziałam od razu, że to będzie miłość na całe życie. Za jakiś czas do stada dołączyła Nefer. Nigdy nie planowałam psa – jestem typową kociarą – nasze początki nie były więc łatwe, ale teraz nie wyobrażam sobie, że Nefy mogłoby z nami nie być. I to tyle, stado pełne. Więcej nas już nie będzie. Ja mam swoje koty, Damian wymarzonego psa. Tak przynajmniej nam się zdawało.




Ale rozum swoje, a serce swoje. I oto jesteśmy o jednego kota dalej. Rude to, małe, psotne. Karmel ma na imię. No nie odmówicie mu uroku. Jak tu się nie zakochać… 




Na dodatek, w tym całym rozgardiaszu znalazła sobie niedawno kawałek podłogi pewna Wiosenna Czarownica, która postanowiła wakacje spędzić w Mchu, odwiedził nas też Pan Ziemniak


I zostawił po sobie nie tylko miłe wspomnienia, ale jeszcze ziemniakowe rysuneczki!





A nie dalej jak wczoraj kawę na pełnozlewowym balkonie piła Szufladopółka, a wieczorem kawę wypiłyśmy też w Mchu.


Innymi słowy Pełen Zlew się zaludnił, zakocił i zapsocił. A i sama się czasem czuję, jakby wypełniały mnie MikroElementyChaosu… 

Bo znów kupiłam książkę, którą już mam, tylko dlatego, że to Virginia Woolf, że wznowienie, że okładka taka piękna… Taki to już widać mój los, że sobie żyję ukryta w tym bałaganie, bo na szczęście są pewne rzeczy, które się nie zmieniają, a są takie, które każdego dnia wydają się zupełnie nowe. 

17 komentarzy:

  1. Uważaj, bo będę przyjeżdżać częściej ;)
    /Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc, na to liczę - ileśmy czasu miały? Tyle, co kot napłakał! A ja wiem doskonale, ile koty płaczą! Tyle, co nic!

      Usuń
  2. Kochani, tworzycie niezwykle zgraną paczkę - wszyscy razem do kupy :)
    Ściskam Was gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Alicjo kochana, dziękuję - dziękujemy, bo myślę, że i za stado mogę podziękować - po prostu dobrze nam razem ;) Uściski!

      Usuń
  3. maminko najukochańsza, jakie to słodziutkie, sama chciałam mieć rudzielca, ale trafił się czarno - biały gałgan i cóż począć? Dużo zdrówka dla całej ferajny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, kochana, powalający to urok tkwi w jego oczętach! Nam się najpierw potrafiały, a to czarny, a to biały, ale to była, że tak powiem, świadoma adopcja :P

      Usuń
  4. Protestuję! Tylko jeden, króciutki akapit o Nefer! No nie-e! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj już bez marudzenia! Ty to tylko Nefcia i Nefcia, a kocinki? Te puchate stworki, tulaśne, mruczące? Poza tym, jak Nefcia kocha kocinkę, to Ty też powinnaś :P O!

      Usuń
  5. Mogłabym tak czytać i czytać... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 A ja o moich stworach pisać i pisać, a najbardziej, to na nie patrzeć i patrzeć, aż do zapatrzenia, że aż oczy bolą, a i tak się patrzy, nie śpi się i wsłuchuje się w mruczenie.

      Usuń
  6. "Zaludnił, zakocił, zapsocił" - <3 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Ano tak dokładnie! Jeszcze może zabałaganił już tak zapałaganił, że wręcz zaburdelił, bo są miejsca, w których nie widać podłogi :P

      Usuń
  7. Rozumiem Cię doskonale. My mieszkamy w domu zapełnionym tysiącami książek, z trzema pieskami i kotem. Jest cudnie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ulciu, mogłabym tak Cię czytać i czytać, bo pięknie piszesz i wtedy w mojej duszy pojawiała się takie uczucia ciepła i spokoju. Działasz kojąco na smuteczki. I wiesz, strasznie Ci zazdroszczę tego kocio-psio-ludzkiego świata i spokoju, który od Was bije, i te zgody na to, co niesie życie. Życzę Wam byście dalej tak pięknie żyli kochani! I koniecznie podrap za uszkami całe stadko :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A propos karmelu i wizyty w Olsztynie. Jadałam z Olą takie pyszne lody słony karmel. Mniam, mniam!

    OdpowiedzUsuń