notatki z czytania: Książki, które dają mi schronienie


Kiedy mnie nie ma w Sieci, bądź bywam w niej z rzadka, kiedy nie bywam na wernisażach, nie wychodzę na kawy, herbaty, piwa i spacery, kiedy nie odbieram telefonów i nie odpisuje na maile, zwykle zapadam w baśnie. A to znaczy, że albo opanowuję świat, albo odwrotnie, nie radzę sobie zupełnie z rzeczywistością. W każdej z tych sytuacji wpadam w abstynencję czytelniczą. Nie jestem w stanie zagłębić się w żadnej nowej fabule. Szukam wtedy tego, co znane, co bezpieczne. Przy nieprzewidywalności każdej przyszłej godziny, w obliczu stresu, strachu lub smutku, książki, które już kiedyś czytałam, stają się azylem. Potrafię tygodniami zaczytywać się w Muminkach, przemierzać po raz setny Stumilowy Las, skradać się i kryć, pożyczać z Ariettą, płakać przy rozstaniu z lisem… A Andersem i bracia Grimm stają się moimi najlepszymi przyjaciółmi.

I choć męczą wyrzutami stosy nieprzeczytanych nowości, gani pustka na blogu, to pocieszam się wtedy słowami, które jakiś czas temu przytoczyła moja przyjaciółka za pewnym profesorem, który skradł je jeszcze komuś innemu i wykorzystał do zilustrowania jakieś uczonej tezy na zajęciach. Nie wiem, kto je wypowiedział, bo nawet jeśli ów profesor zaznaczył autora, to przyjaciółka nie zdążyła wynotować tej informacji, ale choć słowa te bezimienne, to dały mi wiele do myślenia: ci, którzy nie czytają ponownie, zmuszeni są wciąż czytać to samo.

O zbawiennym wpływie literatury na chwilami mroczną rzeczywistość nikogo, kto czyta te słowa pewnie nie muszę przekonywać. Skoro tu jesteście, wierzę, że łączy nas wiara w moc czytania. Pewnie też sami macie swoje książki-azyle. Pozwólcie więc, że opowiem Wam o kilku moich. 


Oczywiście... „Kometa nad Doliną Muminków“, „Dolina Muminków w listopadzie“, „Tatuś Muminka i morze“, „Pamiętniki Tatusia Muminka“ i wszystkie pozostałe części… Muminkowe mądrości, subtelny dowcip i wieloznaczność, urok krainy, w której jest dokładnie tak, jak być powinno nawet, jeśli światu zagraża zagłada. W nieskończoność mogłabym wracać do tych książek. Znam je już tak dobrze, że wystarczy mi kilka zdań, by w mojej głowie ożył barwny świat, a historia ruszyła swoim tempem. 




Kiedy więc czas, by wyjść, by stawić czoło temu, co poza magiczną, spokojną Doliną Muminków, łykam po kilka stron, biorę głęboki oddech i jestem gotowa, bo mieszkają we mnie: rezolutna Mała Mi, niepokorny Włóczykij, radosny Muminek, strachliwy Ryjek, zawsze przygotowana i troskliwa Mamusia Muminka… Bez nich nie wiem, jak dałabym sobie czasem radę. 

A gdy przychodzi czas, że przewracam się z boku na bok, nie mogę zasnąć kolejną noc, w głowie tłoczą się myśli, kiedy słyszę nagłe skrzypienie drewnianej podłogi, coś spada z hukiem, a koty i pies śpią przecież obok mnie, kiedy okazuje się, że znów nie mogę czegoś znaleźć, wtedy na myśl przychodzą mi Pożyczalscy.



Ten niezwykły świat w świecie i tajemnica, o którą każdy z nas się otarł chociaż raz. Nie uwierzę, że nie zastanawialiście się nigdy, gdzie podziewają się agrafki, guziki, końcówki ołówków. Przecież są rzeczy, o których przysięglibyście, że chwilę temu, wieczór wcześniej, zupełnie niedawno jeszcze leżały w miejscu, w którym teraz nie ma ich z pewnością. Pożyczalscy meblują sobie mieszkania pod podłogą, w ścianie, za zegarem, a może w starym klawesynie, którego już nikt nie używa od lat… 

Nie jest łatwo Pożyczalskim. Muszą być stale czujni, roztropni, uważni. Niewielu ich już zostało. Cóż, czasy się zmieniają. Ale też rośnie nowe pokolenie Pożyczalskich. Arietta to bohaterka, którą powinna poznać każda dziewczynka. Dzielna, mądra, odważna. Jestem pewna, że wyrośnie z niej wspaniała kobieta! Kiedy jej towarzyszę, udziela mi się zachwyt nad każdą drobiną świata. Już nie kwiaty widzę, a poszczególne płatki, nie cały chleb, a tysiące jego okruszków. Te pięć tomów o Pożyczalskich, to książki, dzięki którym z fascynacją można odkrywać codzienność w wymiarze makro.


A kiedy przychodzi czas rozstania, gdy muszę coś stracić, pogodzić się ze smutkiem, wtedy zawsze odwiedzam Małego Księcia. Lubię sobie z nim czasem pomilczeć, albo posłuchać o jego Róży. Częściej jednak rozmawiam z Lisem. Godzinami dyskutujemy o rzeczach ostatecznych. Ma swoją norkę w moim sercu. A gdy znika, nieraz na długie tygodnie, zostawia mi u wejścia do nory kamyki. Jeśli więc go potrzebuję, a nie zastaję, to i tak wiem, gdy je znajduję, że gdziekolwiek jest w owej chwili, myśli o mnie, pamięta. I to mi wystarcza. To mi pomaga.



Ktoś może powiedzieć: nic odkrywczego – przecież wielu kocha Muminki, Małego Księcia czy Pożyczalskich. I będzie to prawda. To będzie prawda na szczęście!

19 komentarzy:

  1. Za muminkami nie za bardzo przepadam... ;D Ale całkiem fajny post ;)
    Pozdrawiam cieplutko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś sądziłam, że nie przepadam, a później przepadłam :) A masz jakieś książki, do których często wracasz?

      Usuń
  2. Cudny post. Też tak mam. Identycznie. Światy baśniowe są idealnym azylem. Czytałam sobie, córkom, które teraz są już prawie dorosłe. Czytam ponownie młodszym dzieciom (lat 7 i 5). I znów sobie, nawet jak już maluchy zasną, to z przyjemnością czytam dalej. Dorzucę jeszcze Opowieści z Narnii, baśnie i legendy celtyckie, które czytane na irlandzkich wzgórzach nabierają nowego znaczenia oraz pięcioro dzieci i "coś". Uwielbiam! Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, baśniowe światy są idealnym azylem :) Rzeczywiście - "Opowieści z Narnii" niezapomniane! Teraz je akurat pożyczyłam pewnemu wspaniałemu chłopcu, który się w nich zaczytuje, ale tak, masz rację! I ach, jak chciałabym kiedyś poczytać na irlandzkich wzgórzach!

      Usuń
  3. Ale tutaj przyjemnie ... aż chce się wracać :) Przyjemnie się czyta... sennie.. donikąd się nie śpiesząc... Dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mi tak było spokojnie i sennie, jak pisałam ów post. W ogóle staram się zostawiać tu tylko spokojne, dobre myśli, a nawet jeśli czasem smutne, to z pierwiastkiem siły :) Cieszę się, że chce Ci się do mnie wracać :) Dziękuję :D

      Usuń
  4. Ulko.
    Często sięgam do "Księgi niepokoju" Fernando Pesoa. Mam wrażenie, że nasze myśli spotykają się w innych wymiarach (on już martwy, a jakby stał obok mnie). Oczywiście od dzieciństwa prześladuje mnie "Alicja w Krainie Czarów" i "Alicja po drugiej stronie lustra". Muminki i Kubusia Puchatka wspominam bardzo mile ale częściej powtarzam Baśnie Andersena.
    Lubię też "Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, Droga Alicjo, że nie czytałam "Mgieł Avalonu"... może kiedyś po nie sięgnę. Co jakiś czas los mi o tej książce przypomina.

      Usuń
    2. Ulko, koniecznie przeczytaj! Naprawdę piękna powieść. Dodam jeszcze, że ostatnio zauroczyła mnie "Księga Diny" Herbjorg Wassmo. Do niej również będę wracać.

      Usuń
  5. Muminki to są...Muminki. Są dla dzieci i dla dorosłych,nie da się ich porównać z niczym. Mnie nadal towarzyszy Mała Księźniczka i Tajemniczy ogród.Ten drugi mam też teraz w realu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się! Też tak sądzę! Są jedyne w swoim rodzaju :) A rzeczywiście - "Mała Księżniczka" i "Tajemniczy ogród" - uwielbiam! Zapomniałam! Chyba je jeszcze raz przeczytam :D

      Usuń
  6. Dla mnie już zawsze Muminki będą kojarzyć się z Tobą. ♥ Uwielbiam Twoje muminkowe cytaty. Ja szukam zapomnienia w "Wichrowych Wzgórzach".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Dziękuję :) Muminki są w moim serduszku już chyba na stałe. A "Wichrowe Wzgórza" pamiętam jeszcze z podstawówki... to była ważna książka w moim życiu. Pewna fantastyczna nauczycielka polskiego mi ją pożyczyła, kiedy zachorowałam i musiałam długo leżeć w łóżku. To była książka, w której się zakochałam!

      Usuń
  7. Co prawda moje irlandzkie wzgórza często są "wichrowe", ale tym bardziej zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie omieszkam zaglądać :) Irlandzkie wzgórza kuszą nawet wichrowatością ;)

      Usuń
  8. Co prawda moje irlandzkie wzgórza często są "wichrowe", ale tym bardziej zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaczytałam się u Ciebie, kochana! I tak sobie myślę, że nie czytałam ani Muminków, ani Pożyczalskich. Że jak byłam mała zaczytywałam się na przemian w Baśniach braci Grimm, w tych niebieskich okładkach, w "Jesteś tylko diabłem" Joe Alexa i "Czeka na mnie Tina" Jonathana Trencha. Ten zestaw czytałam do upadłego, a miałam przecież niewiele lat. "Małego Księcia" pokochałam bardzo, ale nie umiałam czytać go powoli, połykałam a potem byłam zaskoczona, że już koniec. Kochałam strasznie "Anię z Zielonego Wzgórza", czytałam aż książka mi się rozpadła :) Nie potrafiłam docenić baśni, znaleźć własnych skrytek w książkach, zaczytywać się. Nie ma książek, do których wracam. Brakuje mi tego, bo czasem czuję się jakbym nie miała korzeni, swoich miejsc,w których mogę się schować. I czasem sobie myślę, że chciałabym poznać te piękne baśnie, których nie przeczytałam, które odkładałam na później, aż dorosłam. Ale zastanawiam się czy nie jestem już trochę za stara, czy odnajdę w nich siebie, czy nie będę się czuła głupio i czy poradzę sobie z tym, aby przestać tak gonić za tymi dziwnymi normami, które sobie narzuciłam, czy pozwolę sobie na to by być sobą? Spróbuję. Może zacznę od rozpadającej się "Ani..." :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale Ty pięknie, magicznie piszesz. :) Ja wczoraj wieczorem wróciłam do "Ani z Zielonego Wzgórza", może to nie baśń, ale dla mnie to właśnie taka książka-skrytka. Na równi z całą ośmiotomową serią o Ani, uwielbiam "Emilkę ze Srebrnego Nowiu". Czytając kolejny raz wybrane rozdziały z Ani odkryłam jak bardzo jest zabawna i potrafi podnieść na duchu. Gdy miałam naście lat, przede wszystkim zauważałam jej romantyczną część natury. Pozdrawiam serdecznie :) http://bukfinker.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo mocno Cię rozumiem :)
    akurat świat baśni jest mi obecnie dość odległy, ale miewam stany zastojów czytelniczych i wyrzuty mną targają, jednak wyznaję zasadę, że nic na siłę...
    każda z łypiących na mnie okładek kiedyś doczeka się swojego czasu.
    albo i się nie doczeka :)
    Muminki - zawsze!

    OdpowiedzUsuń