konkurs: Awantura w lesie


Oto Klocek i Florek.
Klocek to ten duży, leniwy, a Florek - ten mały, co zawsze znajdzie sobie zajęcie. Są Zającami. Taj jak ich rodzice, dziadkowie i pradziadkowie.
Wszyscy w rodzinie mieli długie uszy, mieszkali w lesie i obgryzali kapustę rosnącą na okolicznych polach.
Ale Klocek i Florek mieli już dość kapusty.
Przejadła im się.
Tak rozpoczyna się "Awantura w lesie" Magdaleny Tulli, książka dla dużych dzieci albo dla dorosłych, którzy jeszcze pamiętają o dzieciach, którymi byli. Dlatego to właśnie do Was, kochane, rezolutne, rozmarzone, zaczytane Duże Dzieci kieruję swoje zadanie...

[KONKURS ZAKOŃCZONY >>> WYNIKI]

Jeśli marzy Ci się "Awantura w lesie" z autografem Magdaleny Tulli, napisz proszę w komentarzu pod tym wpisem, jaka książka z dzieciństwa mieszka w Tobie do dziś i dlaczego?
Na opowieści o Waszych wyjątkowych książkach czekam do niedzieli 20.12.2015 do 16:00. Osoba, której komentarz mnie urzeknie, otrzyma książkę z autografem, a trzy inne, których odpowiedzi mi się spodobają, zaskoczą mnie bądź rozbawią, otrzymają ode mnie drobne niespodzianki.


Wiecie zapewne mojego blogowego profilu Facebook/Pełen Zlew, że mam jeszcze trzy inne książki-nagrody. Na swoją kolej czekają:
"Szafa" Olgi Tokarczuk 
"Terminal" Marka Bieńczyka
"Warunek" Eustachego Rylskiego

Jeśli więc któraś z nich Was kusi, to wypatrujcie konkursów!

I na sam koniec jeszcze niespodzianka dodatkowa. Każda z tych czterech książek do swoich nowych opiekunów powędruje opatulona w piękne opakowanie Poczty Książkowej! Na zachętę na zdjęciu próbka ich możliwości...


10 komentarzy:

  1. "Tajemniczy Ogród" Frances Hodgson Burnett. Dlaczego? Pewnie dlatego, że byłam nie małą łobuziarą,a moi rodzice mieli ze mną siedem światów. Dzieckiem byłam raczej samotnym przez swój nieco dziwaczny charakter, a właśnie ta książka uzmysłowiła małej zlęknionej dziewczynce, że najważniejsze to być sobą i walczyć o to co jest dla nas najważniejsze. I teraz w wieku 24 lat jestem właśnie tą osobą, którą chciałam być mając te 7-8 lat, po prostu gdzieś w środku zawadiacka Marry znów odżyła i powiedziała "A czemu by nie spróbować?" I spróbowałam od dwóch lat jestem SWOIM marzeniem i jestem teraz bardzo szczęśliwa. Mam swoje wydanie tej książki, często do niej wracam szczególnie gdy coś nie idzie po mojej myśli. Książki leczą, przynajmniej ja tak skromnie myślę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Seria "Harrego Pottera" to magiczne książki, które ubarwiły moje dzieciństwo. Całkiem przypadkiem natrafiłam na pierwszy tom w gazetkach chyba Świata Książki, które kiedyś prenumerowała moja mama - do dzisiaj zastanawiam się dlaczego, bo ona przecież nie znosi czytać. Miałam wtedy 9 lat. Po przeczytaniu krótkiego opisu zapragnęłam ją mieć! Czekałam jak na szpilkach, aby w końcu przyszła i będę mogła ją mieć w swoich łapkach. Kiedy w końcu nadszedł ten dzień nic się dla mnie nie liczyło, jak zaklęta czytałam i z wielkim zaciekawianiem poznawałam życie Harry'ego. Wtedy pamiętam też dowiedziałam się, że mój tata w moim wieku był taki sam - książkomaniak - i tak jest do dzisiaj. Widać to dziedziczne. Cieszę się, że razem ze mną śledził losy młodego czarodzieja i ścigaliśmy się kto pierwszy przeczyta następną część. Uwielbiam wspominać te czasy i to jak później gnaliśmy do kina na ekranizację. :) I fakt, magiczny Hogwart tak zapadł mi w serce, że dalej ze mną pozostaje. Najbardziej dlatego, że mogłam go poznawać razem z moim tatą. Także dlatego, że siedzi we mnie duże dziecko i nawet teraz, powracając od czasu do czasu do Harry'ego i jego przyjaciół pojawiam się w ogóle innym świecie - magii, dzieciństwa i beztroski. :)

    Ewa F.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Robinson Crusoe" niezaprzeczalnie. Postać stworzona przez Daniela Defoe zaszczepiła we mnie miłość do przygody i wyzwoliła marzenia o odległych podróżach. Od dziecka uwielbiałem wycieczki do lasu z plecakiem odrobiną jedzenia i starałem się być jak najbardziej samodzielny, wzorem bohatera który był porzucony w tak rozpaczliwej sytuacji( oczywiście z różnym skutkiem ;) Dzięki tej lekturze przestałem się również zrażać do rzeczy które nie zawsze wychodzą lub tych których nie miałem ochoty robić wyobrażałem sobie że jestem Robinsonem i nie ma nikogo kto to zrobi za mnie, a od tego czy Mi się uda zależy moje życie, tak wiem skrajne podejście jak na siedmiolatka, ale jak podziałało. Cóż nie byłem też nigdy zbyt towarzyski a co za tym idzie marzyłem o swojej bezludnej wyspie którą bym miał tylko dla siebie. Tak się zrodziła miłość i szacunek do natury i tego co nam daje. Zamiłowanie do wędrówek, bushcraftu i surviwalu, które drzemią we mnie do dziś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z wiadomych względów książką siedzącą cały czas we mnie, od samego dzieciństwa, jest "Alicja w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla. Od samego początku oczarowała mnie, a miałam wtedy 9 lat! Zrozumiałam wtedy, że te wszystkie światy, które mieszkają we mnie, do których uciekam, kiedy jest mi smutno i źle, to Krainy Czarów. Książka rozbudowała moją wyobraźnię jeszcze mocniej i efektem tego zaczęłam pisać w wieku już 14 lat swoje pierwsze wiersze. Później przyszła kolej na prozę, esej, felieton. Moje Krainy Czarów pozwalają mi rozwijać swoje umiejętność a Alicja zawsze jest ze mną.
    Imię Alicja jest magiczne. Zwłaszcza w moim przypadku. Wiąże się z nim tragiczna historia z życia wzięta. Moja mama miała przyjaciółkę Alicję, kajakarkę z klubu sportowego. Któregoś dnia, podczas treningu na Warcie, Alicja wpadła do wody i została wciągnięta przez silny wir rzeczny. Nikomu nie udało się jej uratować. Po roku jej ciało rzeka oddała w Czerwonaku. To był koniec lat sześćdziesiątych XX wieku. Moja zrozpaczona mama obiecała wtedy, że gdy urodzi córkę, da jej imię po przyjaciółce. Urodziłam się trzy lata później, po ciężkiej ciąży o którą rodzice walczyli aż siedem razy, sprzeciwili się usunięciu płodu, jak sugerował lekarz, który miał na myśli życie mojej mamy. Rodzice nie wiedzieli, że walczą o córkę. Mieli już syna.
    Wierzę, że Alicji zawdzięczam życie, tej prawdziwej i tej literackiej, która miała swój odpowiednik w życiu prawdziwym pisarza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja pokochalam juz dawno oj temu pewna ksiazek - Dzieci z Bullerbyn - prosze sie nie smiac :) w szczegolnosci teraz kiedy nadchodza Swieta, ta ksiazka i jej opisy sa ze mna i z moja coreczka :) bo dawno, dawno temu... gdy w domach na święta nie uświadczyło się sztucznych choinek, a w telewizji ( o zgrozo ! ) mieliśmy tylko dwa kanały - w tych dziwnych czasach święta były najpiękniejsze. W mojej ( mocno wybiórczej ) pamięci Boże Narodzenie zawsze było białe, obsypane śniegiem i szczypiące mrożnym powietrzem jak w "Dzieciach z Bullerbyn" :

    " Już od początku grudnia Lasse co dzień powtarzał w drodze do szkoły :
    - Zobaczycie, że na święta nie będzie śniegu !
    Robiło mi się przykro za każdym razem, gdy tak mówił, gdyż bardzo pragnęłam, żeby był śnieg. Ale jeden dzień upływał za drugim, a nie spadł nawet najmniejszy płatek, Aż tu, wyobrażcie sobie, właśnie w samym tygodniu przedświątecznym, gdy siedzieliśmy w szkole i zajęci byliśmy rachunkami, Bosse krzyknął :
    - Spójrzcie! Śnieg pada !
    I rzeczywiście padał. Ucieszyliśmy się tak bardzo, że zaczęliśmy krzyczeć : hurra !"

    Najprzyjemniejszą częścią przygotowań, w których ochoczo brałam udział, było ubieranie choinki ( na szczęście większość szklanych bombek jeszcze się zachowało i również w tym roku wisi na choince ). A kiedy w końcu upłynęły dni przedświątecznej krzątaniny ( dla mnie przyjemne, dla mamy pracowite ) i wreszcie nadchodziła Wigilia - rozpoczynał się czas wyczekiwania na pierwszą gwiazdkę. Oj, dłużyło mi się owo oczekiwanie, dłużyło !

    " A potem nie pozostawało nam już nic innego jak CZEKAĆ ! Lasse powiedział, że te godziny po południu w dzień wigilijny, gdy się tylko chodzi i czeka, i czeka, to jest coś takiego, od czego ludzie siwieją. "
    " W końcu jednak nadszedł wieczór wigilijny i jedliśmy kolację przy rozsuwanym świątecznym stole w kuchni. "

    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś już pisałam Ci, że moją ukochaną książką dzieciństwa są Muminki. Chociaż można właściwie powiedzieć, że jest to książka (choć należy uściślić - książki, całe mnóstwo opowiadań) całego mojego dotychczasowego życia.
    Jednak skoro pytanie dotyczy książki z dzieciństwa, która wciąż mieszka we mnie, to opowiem ci Ulu krótką historię o tym, jak postanowiłam zostać czarownicą...
    Kiedy byłam zupełnie mała nie rozumiałam dokładnie dlaczego moja mama i babcia mają takie niezwykłe, tajemnicze błyski w oczach. Czemu znajomi (a także nieznajomi!) przychodzą do nich po radę i pomoc w różnych, niezrozumiałych dla mnie sprawach. Kiedy trochę podrosłam, zaczęłam pytać. I okazało się, że obie są czarownicami. I pomagają innym w odczynianiu uroków, pomagają wyleczyć różne dziwne przypadłości, zalecają zioła lub inne, tajemne ingrediencje mające pomóc. Spodobało mi się, ach jakże mi się to spodobało! Kiedy zakomunikowałam mojej rodzicielce, że także zamierzam zostać czarownicą, uśmiechnęła się wyrozumiale i puściła wspaniałe perskie oko. A kilka dni później wręczyła mi moją pierwszą "czarownicową" książeczkę. Była to "Czarownica Tekla i jej przyjaciele" autorstwa Jennifer Jordan. Wyobraź sobie proszę Ulu, cóż to była za radość dla takiego pięcioletniego adepta magii! Pierwsza czarownicowa książeczka! Przeczytałam ją w kilka dni. Chociaż "połknęłam" to bardziej trafne określenie. I zaczęłam żyć w świecie magii gdzie czarodziejski czajnik wybiera się nad morze, a tytułowa Tekla leci w podróż na dziurawym dachu. A i tak najbardziej podobało mi się uprzątanie podwórka chrapaniem owej czarownicy! Mama doskonale wiedziała, że ofiarowując mi tą książeczkę zaszczepiła we mnie miłość nie tylko do magii i spraw tajemnych ale przede wszystkim także do czytania. I jestem jej za to ogromnie wdzięczna.
    Jak łatwo się domyślić, książeczka ta rozświetliła mi dzieciństwo. Sięgałam do niej również wiele, wiele razy. Ostatni był nawet całkiem niedawno. I może nie noszę czarnej sukni, koty mam cztery ale żadnego całkiem czarnego, a mój dom nie ma dziurawego dachu ale jestem taką właśnie współczesną Teklą, a na pewno całkiem niezłą czarownicą. Ale sza, sza! Wprawdzie stosy już nie płoną, ale hiszpańskiej inkwizycji też nikt się nie spodziewał podobno.

    Czary mary, diabeł stary!
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  7. "Ronja, córka zbójnika" Astrid Lindgren to moja ukochana książka z dzieciństwa. Uwielbiałam Ronję i byłam gotowa obciąć długie włosy i nastroszyć je, żeby choć trochę przypominać tę rezolutną dziewczynkę. Marzyły mi się leśne przygody i przyjaciel na dobre i na złe. Nie mam pojęcia, ile razy przeczytałam tę książkę. Nadal do niej wracam i całkiem niedawno stwierdziłam, że nie chcę biegać po nią do biblioteki i sprawiłam sobie własny egzemplarz. Ronja jest moją rówieśniczką, książkę wydano po raz pierwszy w 1981 r., więc w 2016 roku będziemy obchodziły urodziny i kto wie, czy wreszcie tych moich długich kudłów nie zetnę, bo ta myśl wraca do mnie, jak bumerang! Cóż, kocham Ronję i jej świat całym sercem i wciąż odkrywam tę lekturę na nowo. Zupełnie się tego nie wstydzę, powroty do lektur z dzieciństwa to bardzo sympatyczne momenty, a bohaterowie pozwalają nam znowu poczuć się dziećmi i to jest najpiękniejsze! Pozdrawiam serdecznie wszystkie dorosłe dziewczynki!
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
  8. Biały Kieł Jack London
    Po prostu mnie zafascynowała i zaszczepiła miłość do psowatych, która trwa do dziś. Nadal fascynują mnie wilki i psy pierwotne. Dzisiaj mam swoją szkołę dla psów, psa niufka ale nadejdzie kiedyś ten dzień i mój wymarzony "wilk" Biały Kieł zamieszka ze mną.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe czy wyniki juz są :) Lukaszek sprawdzal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie ma wyników, ale planuję, że się pojawią dziś wieczorem :)

      Usuń