Uprawa roślin południowych metodą Miczurina, Weronika Murek

"Trudno było ocenić, ile ma lat: nie nosiła wieku na sobie, rysy miała rozmyte, ukradkowe, a skórę białą, jak wymyta ługiem. Tylko na skroniach widać było okrągłą, bordową plamę, oparzelinę jakby, ale ładnie zagojoną; w jego stronach nazywano takie ślady diablim mięsem."


W JEGO, czyli chłopca od chleba, co to "bochen ułożony twarzą do dołu, kołyszący się miarowo, nieustannie" przywiózł na wózeczku do domu zmarłej. Tak na wsiach chleba nie wożono, tak nie kładziono, bo strach, bo podobne czyni podobne. 

A ona, która nie nosiła wieku na sobie, ONA, czyli Maria, "o tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia." Ona, czyli Maria, która nie chciała przyjąć do wiadomości, że umarła, nie chciała się – mimo nalegania matki – zdefiniować i nie chciała się bratać z innymi zmarłymi. Maria, której się i żyć chyba nie chciało za bardzo. No więc tak sobie jest gdzieś między tym a tamtym. Ani od tamtego nie odwykła, ani do tego nie przywykła i tylko ci wszyscy wokół wiedzą lepiej, co jej wolno, a czego nie… Przecież, to oczywiste, że… 

"– Jeśli nie żyjesz, nie powinnaś jeździć autobusem – powiedziała dziewczyna.
– Wiem – odparła Maria, zaczerwieniła się. – Na następnym wysiądę. Nie pomyślałam. Trudno się odzwyczaić.
– Koniec świata – odpowiedział ktoś, kto siedział przed nimi. – Proszę tylko pomyśleć, co by było, gdybyście wszyscy tak sobie jeździli z przyzwyczajenia! Gdzie by żywy usiadł?
I wychylając się w kierunku kierowcy, krzyknął:
– Proszę pana, ta pani jest martwa, niechże pan coś z tym zrobi!"

I nawet chlebowych kulek kręcić jej nie wolno, bo zaraz się sąsiadka obrusza: 
"– Nie jest pani pierwszą osobą zmarłą, która znam, ale z pewnością najbardziej bezczelną."

A to przecież dla niej chleb, o niej z myślą tu tak przywieziony, tak położony. Nic to, niech sobie Maria się nie chce zdefiniować, ale ciało trzeba obmyć, oporządzić, a toaletnik cackać się nie będzie, ze znawstwem do sprawy podchodzi, a i swoje upodobania zawodowe ma, w końcu to profesjonalista!  

"– Szyje – powiedział toaletnik – lubię szczególnie. Na nich się skupiam. Jeśli się uda zachować szyję w stanie nietkniętym, dobra nasza. Po szyi najłatwiej poznać fuszerkę.
Zbliżył się do ciała i objaśniał, wskazując.
– Więcej lodu teraz nie mam – powiedziała matka, postawiła na stole wiadro. – Bym wodę grzać musiała, potem studzić, kroić.
– Tyle starczy już – rzekł tamten. – To przecież i tak tylko w brzuch.
Rozchylił znowu klatkę piersiową, otwierała się podług żeber: jak drzwiczki. Napchał lodu, z reklamówki wyciągnął flaszkę wódki, włożył do środka, zamknął.
– Niech się chłodzi – powiedział – na wieczór będzie jak znalazł."

Grunt to praktyczne podejście do tematu. Inna sprawa, że szkoda trochę matki, biudula się zamartwia, nikt po córce płakać nie chce, prosić musi… 


"No, szkoda. Szkoda, żeś się z ludźmi więcej nie zadawała. Przyjemnie mieć potem ładny pogrzeb, ale za życia trzeba się tym interesować, że tak powiem. Twoja mama mówiła – dodał – że cię dzisiaj widzieli pod kościołem. Skarżą się podobno, że ich przerażasz. Ktoś mówił, że drażniłaś patykiem święte figury." (s. 47) A to nie grzecznie tak figury patykiem. Nie ładnie. 

Ale spokojnie, to wszystko dopiero początek, kilka słów na przystawkę, żeby apatytu narobić. Taka pajda świeżego, jeszcze ciepłego chleba o pulchnym miękiszu i złocistej, chrupkiej skórce. Komu wystarczy, żeby się wgryźć głębiej? Po więcej zapraszam tu niedaleko, za okładką inspirowaną renesansowym obrazem Rogiera van der Weydena „Portret damy w czepku“. Jak tam dotrzeć? Bardzo prosto, wystarczy pójść trochę „W tył, w dół, w lewo“ i dojdziecie, gdzie chłopak od chleba doszedł, do domu Marii z pierwszego z opowiadań zebranych w zbiorze Weroniki Murek pod tytułem „Uprawa roślin południowych metoda Miczurina“ (Wydawnictwo Czarne).

A później, po podwieczorku zapoznawczym dla zmarłych i kilku innych przygodach (uprzedzam) traficie na boży obiadek, a podczas wizyty u Matki Boskiej istnieje niebezpieczeństwo, że uświadomicie sobie, iż tak właśnie czasem jest, tak być może i to wcale nie po śmierci… Nie, nie dosłownie, to znaczy, nie po staremu „dosłownie“, bo mam wrażenie, że w opowiadaniach Weroniki Murek „dosłownie“ ma inną definicję, niż ta, do której przywykliśmy… Ale, będzie dużo czasu, by się nad tym zastanawiać, bo przecież będzie jeszcze "tak przez wieczność całą".   

A kiedy już z Marią się pożegnacie, to zawsze możecie pomóc paniom przedszkolankom od zupy z rurą w "Organizacji snu w przedszkolu" i postarać się razem z nimi wytłumaczyć pozostałym dzieciom, że Piotruś jest z mięsa, owszem, ale to nie powód, żeby go wyśmiewać i poniżać. Aaa, że mu Jezusek pod łóżkiem siedzi i grozi, że kapcie zabierze – to już inna sprawa. 

A jeśli macie "Alergie na pióra pudrowe", to pewnie Was zainteresuje problem dziewczyny, która chciała wyjść, ale dziadek najpierw musiał umrzeć. Za mąż chciała wyjść, bo rozumiecie, Boluś czeka, a dziadek jakoś nie umiera, więc… 

W każdym razie długo jeszcze bym tak mogła Wam opowiadać a to o "Ołówku, siekierce, kijku", gdzie na początku dwie kobiety w białych sukienkach na polu w lusterka łapią spojrzenia pożądliwe mężczyzn i jak jaja na łyżce niosą, żeby donieść… o "Siwym koniu w plamy kare" i "Trzecim pochówku Sikorskiego z uwzględnieniem koca", aż po "(…) prawdopodobną śmierć polskiego kosmonauty"… JEDNAK

Cokolwiek napiszę, nie odda bogactwa jakie kryje się w tej hipnotyzującej, onirycznej, zwięzłej i niepokojącej książce. A może raczej bogactwa, które wypełniają za sprawą słów tak a nie inaczej przez Weronikę Murek ułożonych umysły czytających i inspirują do rozmyślań, otwierają na nowe podczas lektury. 

Mam jednocześnie przeczucie, że "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina" nie spodoba się tym konsekwentnym czytelnikom opowieści z początkami, rozwinięciami i końcami wedle nienaruszalnych zasad (choć i tak bardzo bym chciała, żeby mimo moich przeczuć i oni spróbowali, co z tej uprawy wykiełkuje), bo jeśli chodzi o zasady, to ta książka jest jak przejęzyczenie. Ja jestem nią zauroczona, bo tak się składa, że w przejęzyczeniach kocham się odkąd pamiętam.  

Fantastyczną w mojej ocenie okładkę zaprojektowała Iwona Chmielewska
***
Wszystkie cytaty pochodzą z książki: "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina", Weronika Murek, Wydawnictwo Czarne, ISBN 978-83-8049-024-6, s. 140

18 komentarzy:

  1. Kilka razy widziałam okładkę tej książki, intrygowała mnie, krążyłam wokół niczym sęp ale jakoś tak nie byłam przekonana, czy ją ugryźć...? Teraz już wiem, że warto! To książka dla mnie! Dziękuję za rozwianie wszelkich wątpliwości i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa, Droga Alicjo, Twojej opinii na jej temat :) Będę wdzięczna, jeśli szepniesz słówko po przeczytaniu ;)

      Usuń
  2. Koleżanka z pracy poległa na niej i teraz ma uraz do książki - choć mówiłam, że to nie dla niej. Ale ja kocham całym serduszkiem i nie pozwolę na nią wymyślać. To naprawdę świetny zbiór, tylko trzeba być gotowym na to, że wszystko tu zostanie wywrócone do góry nogami..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie! Ja też nie pozwolę na nią wymyślać! Owszem, to książka nie dla każdego, trzeba mieć specyficzne preferencje językowo-literackie, ale jak już się takowe ma, to jest po prostu świetna. Aż mi żal, że jej nie napisałam ;) Rację masz zdecydowanie - trzeba być gotowym na to, że wszystko zostanie wywrócone :)

      Usuń
  3. Ciekawe...bardzo ciekawe...O książce nie słyszałam, a szkoda..Być może mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzyj do niej w księgarni, jeśli pomyślisz, że mogłabyś ją z przyjemnością przeczytać, nie wahaj się. Ona jest niezwykła, ale też wymaga od czytelnika - czasu, przestrzeni, podejścia, nastroju - sama nie wiem czego, ale wymaga :) To ciekawa przygoda, przeczytanie jej :)

      Usuń
  4. Nigdy nie przepadałam za tego typu literaturą, ale już wiem, że po tę książkę sięgnę. Dzięki za ostateczne przekonanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba/spodobała - bo już minęło trochę czasu od Twojego komentarza, a ja za zawsze nieogarnięta odpisuję dopiero teraz... W każdym razie, jeśli po nią sięgniesz i będziesz miała ochotę podzielić się swoim zdaniem na jej temat, to z przyjemnością dowiem się, co o niej sądzisz :)

      Usuń
  5. Napisałaś to tak, że miałam ochotę wyskoczyć z autobusu i natychmiast szukać księgarni :-) ale znając siebie i Ciebie to wydaje mi się, że ja chyba nie przebrnę przez takie niepoukładane dziwadełka ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie skacz! Nie skacz absolutnie! Autobus prędzej czy później się zatrzyma, a tam, gdzie się zatrzyma, na pewno znajdziesz jakąś księgarnię ;) Taki żarcik. Wiem przecież, że już dawno ten autobus sobie pojechał :P bo odpisuję po dwóch tygodniach w swoim nieogarnięciu... A c co do książki, to czy ja wiem, a może akurat Cię urzeknie? Mogę Ci pożyczyć ;)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja uwielbiam takie książki, które są jak pajęcza nić, rozwijając przed czytelnikiem coraz to nowe, niepokojące przestrzenie... Mam na półce i już się zachwycam :) Magiczna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam takie właśnie książki! Cała w tym zabawa, żeby tropić, zapadać się w słowa, żeby szukać ukrytych sensów i dawać się zainspirować <3 Mam nadzieję, że ta książka sprawi Ci wiele przyjemności! Bardzo jestem ciekawa, jaka będzie Twoja opinia :)

      Usuń
  8. Tyle o niej czytałam, że po prostu muszę. Nie mam pojęcia jak na nią zareaguję, ale ciekawość mnie po prostu zżera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ogromnie ciekawa, jakie będzie Twoje zdanie o tej książce! :) Mnie skusił tytuł i pierwsze zdanie. Przepadłam :)

      Usuń
  9. Nominowałam Twój blog do nagrody LBA:
    http://karolki.blogspot.com/2015/08/miedzy-blogami-lba.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, oczywiście, że dopiero zobaczyłam komentarz... :P Przepraszam! Już zerkam do Ciebie i odnajduję się w sytuacji :)

      Usuń
  10. Jestem na ok 40 stronie. Książka bardzo dobra, choć trzeba przyznać, że wymagająca. Krótka, ale treściwa :)

    OdpowiedzUsuń