#codzienność: Cichutko


Od pewnego czasu układają się we mnie różne myśli do snu. Myśli zmęczone, do tej pory wiecznie zabiegane, myśli roztargnione, które w pędzie nie umiały się w pełni wypowiedzieć, bo tchu im było brak i własnego we mnie miejsca. Od pewnego czasu, czasu trudnego, ale wartościowego, takiego czasu, którego nie da się uniknąć, ciszej mi jeszcze we mnie, choć świat zdaje mi się coraz głośniejszym. 

Mijały dni, a ja nie umiałam napisać ni zdania, które byłoby w mojej ocenie na tyle ważne, by Wam je pokazać, by je sobie zatrzymać. Nie skupiała mojej uwagi żadna z czekających na recenzję książek, które piętrzą się już w złowieszczych stosach i kartkami zdają się szeleścić: już jesteś spóźniona...

I tylko te dawne opowieści, te sprzed lat, do których nagle poczułam potrzebę powrotu tak silną, że aż nie do opisania, w stanie były zatrzymać mojej myśli na dłużej. Tak więc zaczytuję się ostatnio w „Alicji w Krainie Czarów“, „Muminkach“, „Tajemniczym ogrodzie“, „Białej Księżnej“, baśniach. Po raz nie wiem już który czytam legendy mazurskie, warmińskie. I mieszkam sobie w tym złudnym świecie, w tym świecie sprzed dwudziestu paru lat, w małej wioseczce nad bagnem, pośród lasów zielonych, łąk chabrowych, rozpływam w rechocie żab. 

A jednocześnie, choć pewnie zabrzmi to dziwnie, dobrze mi tu, gdzie jestem. Daleką przeszłam drogę od tamtych chwil wypełnionych cykaniem świerszczy, od tego świata daleko stąd, w którym wcale nie było tak sielsko, anielsko, oj nie było, aż do tego miejsca, w którym dziś, właśnie w tej chwili wystukuję palcami na klawiaturze tych kilka słów do Was.

Wiecie, byłam pojętną uczennicą niestety. I kiedyś uczono mnie cichutko kroczyć jedyną słuszną ścieżką obowiązków, właściwego zachowania i posłuszeństwa, ścieżką, jaką kroczyć winny grzeczne dziewczynki pokornie pochylając głowy. Ścieżką, na której moje potrzeby i marzenia powinnam złożyć w ofierze, by spełnić oczekiwania innych. Przekonana, że jest to jedyna właściwa droga, próbowałam oszukać swoją roztargnioną naturę, która nijak nie przystawała do jedynego właściwego schematu, a już na pewno nie wyglądała odpowiednio na barwnym obrazku pragnień tych, którzy wiedzieli lepiej jaka jestem i co powinnam w życiu robić, naprawdę starałam się nauczyć swoją niewłaściwą naturę tych trików przetrwania, które miały mi zapewnić spokój.

Okazało się jednak, że w tym przypadku uczennica ze mnie mierna...

Na szczęście pośród tych, którzy wiedzieli lepiej, było też kilku takich, którzy widzieli mnie we mnie i cenili za to, że po prostu byłam. I choć było tych ludzi zdecydowanie mniej, to jednak ich głosy brzmiały we mnie wyraźniej i stały mi się nicią, po której wyszłam z labiryntu. Czy może wciąż wychodzę. 

Tak więc znów krok po kroku uczyłam się chodzić, tym razem w swoim rytmie, po tym dziwnym świecie wokół. 

Piszę to wszystko, bo czuję w sobie znów ten czas pełen zmian i przemyśleń. Nie jestem dobra w planowaniu. Kto miał okazję umawiać ze mną spotkanie, ten wie, że działam na zasadach tu i teraz. Za tydzień o tej samej porze to termin zbyt odległy, bym mogła przyobiecać, że się pojawię. Za tydzień o tej samej porze może nie być mnie albo świata. Jeśli nie w sensie ogólnym, to w choćby tym szczególnym, wewnętrznym. Wystarczy kilka sekund, by wszystko się zmieniło. Na gorsze, na lepsze, na inne.  

W każdym razie, Kochani, Wy tam, po drugiej stronie, Wy, którzy sprawiacie mi tyle radości swoją obecnością, bądźcie przygotowani na to, że i Pełen Zlew, ponieważ jest raczej we mnie niż obok, zapewne będzie się zmieniał. Jak? Nie jestem w stanie powiedzieć. 

Trochę już przeszłam, a droga była wymagająca, ale każdy krok był cenny. I teraz nastał czas na postawienie kolejnego. Tak przynajmniej czuję.


  

13 komentarzy:

  1. Nagle
    ni stąd ni zowąd
    uczucie pędzi jak płomień
    poematu zboczem
    jak górskim zboczem
    pędzi jesień

    Pióro rzuca się w cwał!
    przelatują światy
    turkoczą
    strona za stroną

    Ja przytrzymuję tylko
    czapkę
    żeby nie spaść
    ze stołu...

    Twój wpis nasunął mi na myśl poezję mego ulubionego "jesiennego" poety, Harasymowicza. Tchnie wpis nostalgią, jakąś tęsknotą ledwo wyczuwalną i delikatną jak nitki babiego lata. Kiedy jestem na rozdrożu również uciekam w przeszłość, wspomnienia książkowe, drogowskazy dzieciństwa.
    Zmiany są dobre, potrzebne. Czasem trudne i skomplikowane, przynoszą nieoczekiwany zwrot losu.
    Życzę Ci, Urszulo aby przyniosły tylko te dobre i potrzebne zwroty.

    Kasia Powiche

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny jest ten wiersz! Przepisałam go sobie :) Nie znałam wcześniej ani tego wiersza ani, prawdę mówiąc, tego poety, ale poznam. Zaintrygowałaś :) Dziękuję Ci za wiersz i za dobre słowo :) Tak, mam też taką właśnie nadzieję, że te zmiany przyniosą wiele dobrych zwrotów. Dzięki raz jeszcze Kasiu :)

      Usuń
  2. Dużo się u Ciebie ostatnio działo, nic dziwnego, że musiałaś odrobinę zwolnić i zająć się innymi sprawami :) A zmiany są dobre. Rozwijają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sądzę, że zmiany są dobre :) Na początku możemy nie zawsze dostrzec te pozytywne ich strony, ale jednak w ostatecznym rozrachunku, jak się mądrze podejdzie do tematu, wychodzi na plus ;) Dziękuję za wsparcie :* Do przeczytania! :)

      Usuń
  3. kochana moja, niech te kolejne kroki poprowadzą Cię właściwymi torami. Trzymam kciuki i z niecierpliwością czekam na zmiany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Mag! Jesteś kochana! A ja bym tak bardzo chciała odwiedzić Wrocław... nawet mi się śnił ostatnio, choć nie wiem, czy tak wygląda, ale wiem, że to był właśnie on :)

      Usuń
    2. o, to już jakiś kolejny drogowskaz dla Ciebie, ale wyruszysz w drogę, gdy będzie na to odpowiedni czas :) Ja też czekam na odpowiedni czas, by Was odwiedzić :)

      Usuń
  4. W każdym z nas tkwi potrzeba zmian i prędzej czy później się odzywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja święta! Bez zmian nie było by rozwoju ;)

      Usuń
  5. "Nasze jaźnie są scalone wielką galaretką kosmiczną". Oczywiście różową ;). To coś absurdalnego... zrobiłam chwilę temu swój post i teraz czytam Twój... niby dwa zupełnie inne a jednak o tym samym. Siostry <3. I obie damy radę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście różową <3 Damy radę, bo kto, jak nie my! Ana, nie ma takiej siły, która by nas pokonała! Dopóki mamy siebie, gdziekolwiek będziemy, nawet na dwóch krańcach świata, zawsze damy radę! :*

      Usuń
  6. Czekam na Nowe pełna ciekawości :-). Skoro czujesz, że nadchodzi na nie czas, to znaczy, że tak ma być. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj knuję, knuję... co wyknuję (a coraz mi lepiej to knucie idzie...) niedługo pokażę ;) Jeszcze tylko muszę dokończyć przyobiecane teksty, obczytać książki, które zalegają na stosiku "do recenzji" i powoli swój plan wdrażać w życie :)

      Usuń