w podróży: Targi Książki

Gazetka z programem niedawnych Warszawskich Targów Książki wymazana jest zakreślaczem i niezgrabnymi notatkami, poczynionymi na kolanie. Ma naderwany róg ostatniej strony i okładkę zalaną kawą. Zupełnie pomięte kartki nie wyglądają najlepiej. Właśnie dlatego trzymam ją, jak jej podobne z poprzednich Targów. 



Mieszkają tam wspomnienia moich ścieżek i myśli. Te wszystkie zaznaczenia to szlak sympatii, często nawet przyjaźni, którym wędruję nie po to, by upolować autograf, ale by spotkać tych, których nie widziałam od dawna, a którzy w tym czasie, czasie specjalnym, dla mnie wręcz magicznym, wypełniają moje myśli bez reszty.

Pamiętam swoje pierwsze Targi. Kilka lat temu z obłędem w oczach (i duszy) biegałam między stoiskami zachłystując się powietrzem ze szczęścia. Ten pierwszy raz był jak spełnione młodzieńcze marzenie. Takie naiwne, kiedy wiesz, że pragniesz, by się udało wbrew wszystkiemu, choć do końca nie wiesz, czemu aż tak ci zależy. A gdy już stanie się, spełni, to tak naprawdę nie potrafisz z całego tego szczęścia wykorzystać nawet połowy, choć zdaje ci się, że unosisz się lekko nad ziemią i że więcej już tego słodkiego nektaru wycisnąć się nie da ni kropelki. 

A później emocje opadają i myślisz sobie, jak wiele szans straciłeś, gnając na oślep za pierwszym lepszym motylem szczęścia przez co zupełnie ci umknęło, że przebiegasz łąką pełną barwnych kwiatów, a na każdym z nich siedzi co najmniej jeden motyl stokroć piękniejszy niż to sobie wyobrażałeś, a już na pewno wspanialszy niż ten, za którym goniłeś. 

W każdym razie, te pierwsze Targi były jak owo spełnione naiwne marzenie. Na szczęście są takie motyle, które w łaskawości swojej nie wyprowadzą na manowce, ale przysiądą w końcu, więc i ty biec przestajesz i kiedy już napatrzysz się i nawzdychasz, zaczynasz dostrzegać świat wokół. Takie właśnie były moje drugie Targi. A później, z każdym rokiem, widziałam coraz więcej. Teraz zaś, po tylu latach targowych przygód wiem już, że gdyby ktoś mnie zapytał, czym są dla mnie Targi Książki w jednym słowie, odpowiedziałabym: zmianami. I we mnie i wokół mnie. A przynajmniej ja je tak właśnie czytam. 

Spacery (częściej jednak gonitwy) między stoiskami są teraz dla mnie (paradoksalnie) jak wędrówki palcem po mapie, która pokazuje rozkład siły na rynku książki. Czas targowy, to czas analizy. 

Które wydawnictwa już się nie pojawiają i od kiedy? Które mają stoiska samodzielne, a które połączone, z kim i z jakich przyczyn? Które prezentują się okazale, a które nikną z roku na rok?Lubię śledzić jacy autorzy się pojawiają, gdzie i jak wygląda ich obecność na Targach? Którzy krążą w tłumie, a którzy zadzierają nosa, którzy są oblegani, a którzy nie? Lubię spotkania targowe – te spontaniczne i te umówione. Lubię możliwości, jakie daje ten czas i fakt, że tak nas tam wielu, każdy inny, a przecież wszyscy połączeni miłością do książek. I lubię te wszystkie myśli w sobie, to ich nagromadzenie, które sprawia, że wiele się we mnie kształtuje nowych pomysłów. Lubię obserwować te zmiany i doszukiwać się przyczyn oraz rezultatów.



I lubię obserwować jak ja się zmieniam na tej targowej scenie, jak zmienia się moje życie od Targów do Targów. Tych kilka dni co jakiś czas daje mi też przestrzeń, by zerknąć i na siebie z większym dystansem i zastanowić się, czy obraz jaki oglądam, satysfakcjonuje mnie. 

Trudno to wyjaśnić, a już na pewno nie zdołam szczegół po szczególe Wam o tym opowiedzieć, ale mogę podać Wam mały przykład takiej mojej opowieści o szczęściu z Targami w tle…

Moje pierwsze Targi były szczęściem samym w sobie i w tamtej chwili nawet nie przyszło by mi do głowy zdać sobie sprawy z tego, że przecież tak naprawdę byłam po prostu sama i zagubiona. Nie zrozumiecie mnie źle, to też była ogromna wartość tamtego czasu. Dzięki temu wszystko się zaczęło! To pierwsze obłędne poczucie szczęścia jest jednocześnie uzależniające. I chwała mu za to, bo pozostawiło niedosyt. Tęsknotę tak wielką i nieokreśloną, że zaczęłam się zastanawiać... 

Rejmak jest pierwszą osobą, która już chyba na zawsze przychodzi mi
na myśl, gdy pomyślę: Warszawa :) A już nawet tam nie mieszka!
Szybko odkryłam, czego i kogo było mi brak. Postanowiłam następnym razem lepiej się przygotować. Po pewnym czasie pojawili się pierwsi znajomi, z czasem przyjaciele. Stolica już kojarzyła mi się z konkretnymi ludźmi, a nie przestrzenią targową. Choć przyjeżdżałam sama, to zaraz po zejściu na warszawską ziemię pojawiali się bliscy mi ludzie. Z czasem Targi stały się moim obowiązkiem służbowym. Dzięki temu wydłużyła się lista wystawców, z którymi z radością się spotykam. Aż pojawiła się Wiktoria. Od tamtej chwili Targi już nie były moje, a nasze. Zdawało mi się, że bardziej szczęśliwa być nie mogę. Długo się jednak nie miałyśmy cieszyć wspólnymi przygodami, bo nastał rok, w którym na Targi nie pojechałam – jak to się ładnie mówi, z przyczyn ode mnie nie zależnych. 

No tak... Wiktoria... no właśnie, było sobie życie :P

I to był rok, który wszystko zmienił. To zbyt długa historia, by Wam ją teraz opowiadać. W każdym razie działo się wiele i wszystko stanęło na głowie, i chociaż z początku było trudno, to teraz wiem, że decyzje, które wtedy podjęłam były najlepszymi decyzjami jakie podjąć mogłam. A kiedy kurz bitewny już opadł, nastał czas na nowe wyzwania i Targi znów o sobie przypomniały. 

Kiedy po tym pełnym zmian czasie pojawiła się we mnie pierwsza o nich myśl, jeszcze nie wiedziałam, że będą każdego roku utwierdzały mnie w przekonaniu, jakie mam szczęście. Zaangażowałam się w nowe projekty, zaczęłam współpracę z Pocztą Książkową, dzięki której w tym roku mogłam przeżyć Targi zupełnie inaczej niż z zawsze, bo z perspektywy wystawcy. 


A wcześniej pojawił się Damian. Wierzcie mi, widzieć w oczach mężczyzny życia tę samą iskrę na widok książek, to wręcz bezcenne. Fakt, że mam w nim towarzysza swojej pasji jest największym darem od losu jaki mogłam sobie wymarzyć. Teraz więc na Targi jeździmy ekipą. A i Was, Kochani, na swojej drodze spotykam coraz więcej, Was roześmianych, zakochanych w książkach, pełnych niezwykłości. Was-Czytelników, Was-Blogerów, Was-Wydawców, Was-Autorów, Was… I każde takie spotkanie wnosi kolejną drobinkę tej magii, którą świat nazywa radością. 


Wspaniałe spotkanie blogerów książkowych! Bawiłam się świetnie i bardzo,
bardzo dziękuję, że mogłam wziąć w nim udział, bo spędzić z Wami wieczór
to niezapomniana przygoda! A gdybyście, moi kochani Czytelnicy, chcieli
odwiedzić blogi tych, z którymi bawiłam się w jeden z targowych wieczorów,
serdecznie zapraszam: Sardegna, MagIza, Beznadziejnie zacofany w lekturze,
Agnieszka, Magdalena, Pestka, Wiktoria, Aine...więcej grzechów nie pamiętam,
za zapomnienie przepraszam, emocje były zbyt wielkie, proszę, dopiszcie się,
jeśli kogoś pominęłam! To nie specjalnie, po prostu pamięć kaprysi...
Natalia z Kronik Kota Nakręcacza <3 Przefantastyczna, przesympatyczna
i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy miały okazję się spotkać!
Długo to trwało, ale udało nam się w końcu z Natalią spotkać! Po trzech
dniach szukania, wpadłyśmy na siebie przypadkowo... 
Nim siadłam do klawiatury, chciałam Wam napisać o tym, jak to jest być po drugiej stronie (świetnie to ujęła Wiktoria, zajrzyjcie, jeśli macie ochotę) i o tym, że nie dotarłam do większości osób, którym chciałam pomachać choć z daleka, bo bycie wystawcą to wypełniona niespodziankami gonitwa. Doszłam jednak do wniosku, że nie ma sensu, bym opowiadała Wam gdzie byłam, kogo spotkałam, a kogo spotkać mi się nie udało i co przywiozłam. Cokolwiek napiszę, to wciąż będzie zbyt mało. Przyjmijcie więc tę intymną opowieść o Targach w ogóle i w ramach zadośćuczynienia kilka zdjęć z tegorocznego warszawskiego czasu targowego. 

Aga z Dowolnika :)
Państwo Senderowie :P Jak mnie denerwuje, że Piotr już pisze kolejną książkę!
Ratuje go chyba tylko fakt, że ma fantastyczną żonę i nosi torbę z logo
Olsztyn czyta! ;) A poważnie, to w "Po drugiej stronie cienia" jestem zadurzona.
Niezastąpiona Renata Kosin i nowo poznana Kasia Bulicz-Kasprzak :)
Granice.pl - nie mogliśmy przejść obojętnie! <3
Jeden (właściwie jednak) z moich ulubionych wydawnictw! MG <3
Gosia z Zielonej Sowy :)
Pamiętacie mój zachwyt nad "Boginiami z z Žítkovej"?
Ta uśmiechnięta dziewczyna, Julia, to właśnie wydawca tej książki :) 
Maciej, no jakże bym mogła nie zrobić sobie zdjęcia z Maciejem! ;)
Niedawno skończyłam czytać "Więcej czerwieni" i zapragnęłam
poznać autorkę. Recenzja się piszę, a ja zapewniam, że zdecydowanie sięgnę
po inne książki Kasi Puzyńskiej!
Między innymi za sprawą tego oto pana światło dnia ujrzała nowa książka
Roberta Rienta, a niektórzy z pewnością pamiętaj, że zachwyciła mnie jego
powieść "Chodziło o miłość"
Tu komentarza chyba nie trzeba :P 
Na stoisku Zysk i S-ka, gdzie pakowałyśmy prezentowo książki z Wiktorią
spotkała nas Ewa z Biblioteki Analiz :) 
I udało się po dwóch latach poznać autora książki, która sprawiła, że pierwszy
raz odważyłam się napisać do autora, by podzielić się z nim wrażeniami po
lekturze. Jeszcze jestem przed lekturą "Świadka" ale na pewno opowiem Wam
o wrażeniach.
Tak, moja skromna osoba ma w tej książce kawałeczek miejsca!
I jestem z tego ogromnie dumna! 
Ilu osób dla mnie ważnych nie ma na zdjęciach, ile sytuacji pozostanie
nieopisanych - nie sposób zliczyć. Ale to wszystko, czego nie dam rady
opowiedzieć mieszka skryte w tych kilku słowach: byli tu :P



18 komentarzy:

  1. Cóż ja mogę napisać - po prostu bardzo wielce zazdroszczę! Ja byłam jedynie na śniadaniu z Cecelią Ahern, i musiałam wracać do domu. Za rok muszę koniecznie być na targach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam u Ciebie o tym śniadaniu! Fantastyczna sprawa! Troszkę zazdroszczę, ale tak z sympatią :D Szkoda, że musiałaś wracać :( a wybierasz się do Krakowa?

      Usuń
  2. Trzy i pół dnia szukania i w niedziele o 12 się w końcu spotkalysmy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda! I to proszę, tak w zasadzie przez przypadek! Po prostu na siebie wpadłyśmy :)

      Usuń
  3. Ech.... czytam te relacje i czytam i zdjęcia oglądam i ech...gulę mam w gardle...Fajnie, że są takie miejsca, gdzie możemy się spotkać, fajnie, że wszystko krąży wokół książek i ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wręcz fantastycznie! :) I fajnie, że wtedy widać nas jakoś bardziej, nas w sensie, tych książkowych, czytających :) Bardzo się cieszę, że się spotkałyśmy! Wnosisz zawsze tyle energii, że później sobie z niej korzystam jeszcze długo :)

      Usuń
    2. ja? To ja od Was jak wampir spijam wszystko co pozytywne :)
      W ogóle fajne zdjęcie z Julią masz, ona nie tylko jest szefową Afery,ale też tłumaczy prawie wszystko, co wydaje. Świetna dziewczyna i do tego jeszcze zgarnęła nagrodę Literatury na świecie za działalność translatorską.

      Usuń
  4. Ciepła, intymna opowieść. Wyjątkowa. Czytam po raz kolejny i tak trochę zazdroszczę ;) Masz piękny grubaśny warkocz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, dziękuję :) i za miło słowo i za komplement :) Fakt, warkocz mi się udał :) A na Targach czuję się zawsze jakoś tak, czy ja wiem, magicznie :) A Ty bywasz?

      Usuń
    2. Bo Ty pięknie piszesz, więc ja tylko stwierdzam fakt ;) Warkocz jest cudowny, taki gruby, a i kolor piękny! Czemu moja mam nie przekazała mi swojego blondu :(
      Nie bywam, bo albo mam za daleko trochę, albo tak jak teraz miałam startować w regatach (takich o pietruszkę), ale zamiast targów i regat pracowałam. Może za rok dojadę do Warszawy na targi? Trochę bym nawet chciała, tylko o portfel się obawiam, zwłaszcza, że w listopadzie będzie lubelski Falkon, więc.... tam też są książki ;)

      Usuń
  5. Niesamowita historia... To zaszczyt, przeżywać Targi z Tobą :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe co nas czeka podczas kolejnych książkowych imprez ;) Jakaś Warszawa w czerwcu się może uda :P sasasa :) oj, będzie się działo!

      Usuń
  6. Szczygieł! Jedyny którego poznałam! :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, mogłam się domyślić ;) <3 Mój Ty Martynku kochany!

      Usuń
  7. Mam nadzieję bywać z Tobą jeszcze przez wiele lat na wielu Targach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Taki jest plan :) Opanujemy świat! :D

      Usuń
  8. W tej opowieści zawarłaś cały swój świat!!! spełniona i szczęśliwa Ula :) ... Plaster miodu na moje serce :) Damian, książki i cała reszta (albo książki i Damian - kolejność trudna do ustalenia) Ściskam!!
    ... no i Szczygieł-mój ulubiony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie cała, bo jeszcze jest bardzo ważna cząsteczka, ale tak ważna, że aż intymna, od ponad 20 lat w moim świecie, że o niej będzie zupełnie inna opowieść ;)

      Usuń