konkurs: Wygraj książki i...

Oto jedyny w swoim rodzaju zespół konkursowy, stworzony specjalnie dla Was, składający się z dwóch olsztyńskich blogerek, jednej fantastycznej zabrzańskiej księgarni oraz interesujących nagród.



Prosto z rąk uśmiechniętych zabrzańskichksięgareczek powędrują do Was cudne książki i nie tylko…

Co jest do wygrania?

NAGRODA nr 1: „W butach Valerii



NAGRODA nr 2: „Hiszpański smyczek





NAGRODA SPECJALNA (dodatek do którejś z książek) – książkowy breloczek




Co trzeba zrobić, by wygrać książki?

Wybierz, o którą książkę chcesz grać i wpisz jej numer w komentarzu tuż przed odpowiedzią na pytanie konkursowe wraz z uzasadnieniem (komentarz możesz zostawić pod tym postem lub TU - na Facebook/Pełen zlew):

Jaka książka zmieniła Twoje życie?


Jeśli marzy Ci się książkowy gadżet (cudna zakładka), uzasadniając odpowiedź postaraj się jak umiesz najlepiej, bo to właśnie do Autorki/Autora najciekawszego uzasadnienia powędruje nagroda specjalna.

Do kiedy należy to zrobić?

Czas macie od teraz (czas start!) aż do końca 22 kwietnia bieżącego roku.

Zwycięzcę wybiorę czysto subiektywnie i zdecydowanie nie losowo.

Dobre rady:

- Zajrzyjcie na bloga Wiktorii Przeczytaj mnie – to właśnie ona jest drugą blogerką, która też ma trzy książek i coś jeszcze...
- Wejdzie też na fanpaga facebookowiego księgarni Victoria – to właśnie ona zafundowała te piękne nagrody, a może okaże się, że zechcecie go polubić ;)
- Uśmiechajcie się często!
- I bądźcie czujni, to nie koniec niespodzianek z okazji Światowego Dnia Książki.

Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 23 kwietnia – w święto książki!

19 komentarzy:

  1. Gram o nagrodę nr2
    Jaka książka zmieniła Moje życie? Hm... Wiele książek przeczytałam. Ale czy któraś zmieniła moje życie? W pewnym sensie każda książka to robi. Jeśli już muszę wybrać postawię dziś na "Wiedźmina" Andrzeja Sapkowskiego. Czyli sagę o białowłosym zabójcy potworów przez, którego zostałam wciągnięta w świat fantastyki i już w nim pozostałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gram o książkę nr 1.

    Dla osoby, która miłość do książek wyssała z mlekiem matki, która nie wyobraża sobie wyjścia z domu bez co najmniej dwóch książek w torebce (jednej aktualnie czytanej, a drugiej na zapas...bo gdyby ta pierwsza nagle się "doczytała" o zgrozo!)..Dla takiej osoby określenie, która z książek odmieniła jej życie, jest potwornie trudne. Zaryzykowałabym jednak stwierdzenie, że książką taką była ta pierwsza, samodzielnie przeze mnie przeczytana w wieku lat 5. Były to "Dzieci z Bullerbyn" autorstwa Astrid Lindgren. Do tej pory (a lat mam już na karku dwadzieścia i osiem) pamiętam jak wielką radość sprawiało mi składanie literek w słowa, słów w zdania, zdań w całą, przepiękną skądinąd historię o radosnych dzieciakach. Od tamtej pory nieprzerwanie towarzyszy mi miłość do książek wszelakich. Na książki wydaję fortunę, zapełniam skrzętnie półki w domowej przestrzeni, z bibliotek wychodzę obładowana niczym egipski wielbłąd. Nie potrafię wyobrazić sobie, by nie ukraść choć chwili każdego dnia (a często i nocy) aby poczytać. O książkach, które miały duży wpływ na moje życie mogłabym zapewne pisać w nieskończoność, ale z szacunku do Autorki tego bloga pozostanę przy krótkim uzasadnieniu :) Ale właściwie....nie mogłabym nie wspomnieć o ukochanej książce, do której wracam bardzo często i która zapoczątkowała moją miłość do magii, rzeczy tajemnych, niewyjaśnionych, a także groteskowych i niezrozumiałych. Jest to "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa. Kot, diabeł wcielony, wielka miłość i płaszcz z podbiciem koloru krwawnika. Czy trzeba dodawać coś więcej?

    Serdecznie pozdrawiam!

    Zakochana w książkach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chciałabym wygrać "Hiszpański smyczek" - nagrodę numer 2.

    Czy książka potrafi zmienić życie? Trudno powiedzieć, na pewno może zainspirować do zmian. Zmian, które mogą "uratować" od złych wyborów. Dzisiaj mam 21 lat, w wieku 9 czy 10 moją lekturą szkolną była powieść "Tajemniczy ogród" autorstwa Frances Hodgson Burnett, książka, która pomogła mi otworzyć się na innych ludzi, wyjść ze świata ludzi dorosłych, uwolnić się od ich problemów, które, może niechcący, zabierały moją dziecięcą beztroskę. Po przeczytaniu tej książki uwierzyłam, że też mogę znaleźć furtkę, przekroczyć próg, wejść w "inny wymiar", uwierzyć w siebie, i w to, że nawet jak będzie mi źle, będę chciała skryć się przed światem, to powinnam wyjść i zrobić coś wspaniałego, zasiać kwiaty, które wiosną rozkwitną, a wiadomo, wyobraźnia dziecka nie zna granic. "Hiszpański smyczek" ma w swej treści wątek muzyczny, i to właśnie muzyka stała się furtką w moim życiu, kiedy zaczęłam śpiewać i grać na instrumencie, wszystko inne przestało mieć znaczenie, przestał się liczyć, bo znajdowałam się we własnym świecie pełnym dźwięków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gram o ksiazke nr 2.
    Strasznie trudno wybrac te jedna jedynä.
    Jednak po głebszym zastanowieniu jest taka jedna która,zmieniła me życie. Długo miałam problem z czytaniem, z wyraźnym mówieniem. Nauczyciele w podstawówce sukcesywnie zniechęcali mnie do książek. I długo nie czytałam nic. Az wspomniana " Zapałka Na zakręcie". To od chwili jej przexzyrania stałam się porzeraczem książek. To ta książka DIAMETRALNIE zmieniła moje życie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym otrzymać książkę nr 2 - "Hiszpański smyczek"

    Miałam kilkanaście lat, gdy do mojego życia wkroczył Mały Książę, tytułowy bohater książki, której autorem jest Antoine de Saint-Exupéry. Gdy po raz pierwszy przeczytałam tę piękną książkę, zauroczyła mnie ona, oczarowała i ujęła tym, że pozornie jest to zwyczajna baśń dla dzieci, lecz pod tą baśniową otoczką kryją się ważne, mądre, uniwersalne, zawsze aktualne prawdy życiowe, o których nie zawsze na co dzień się pamięta. Książka „Mały Książę” zmieniła moje życie w ten sposób, że stała się dla mnie prawdziwym drogowskazem, który pokazywał mi, jak powinnam postępować, podkreślał, co jest w życiu naprawdę ważne. Dzięki niej przypomniałam sobie, że „dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Uświadomiłam sobie, iż „miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku”. Dowiedziałam się, że „gwiazdy są piękne, ponieważ na jednej z nich istnieje kwiat, którego nie widać”. Mały Książę zdradził mi też, że „gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca”. Powiedział też do mnie: „Pozostajesz na zawsze odpowiedzialna za to, co oswoiłaś”.
    Te i inne prawdy, które przekazał mi Mały Książę, od razu trafiły do mojego serca i są tam do dzisiaj. Nic zresztą dziwnego, bowiem od tamtego momentu, gdy przeczytałam tę książkę, darzę ją ogromnym sentymentem, a nawet miłością, i wracam do niej co jakiś czas, szczególnie, gdy jest mi ciężko, kiedy potrzebuję pociechy. Taką pociechę odnajduję w słowach Małego Księcia. Dzięki nim inaczej patrzę na samą siebie, na innych ludzi, na świat, nabieram dystansu do rzeczywistości. Ta niewielkich rozmiarów książeczka jest prawdziwym skarbcem, bogatym w mądrości życiowe – dlatego i dla mnie jest skarbem, który chowam w sercu i na półeczce mojej domowej biblioteczki.

    Dorota P.
    april.dp1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nagroda nr 1
    Niestety nie mam takiej książki. Dwie, które najbardziej zapadły mi w pamięć, i które przeniosły mnie w inne dzieciece światy, nie dawały spokoju, przyniosły kilka nieprzespanych nocy to "Godzina pąsowej róży" i "Lew,czarownica i stara szafa". Było po nich jeszcze wiele cudnych książek, poważniejszych, bardziej dorosłych, ale to dzięki tym dwóm poczułam głód czytania, który do tej pory nie minął. Co za cudowne uczucie... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nagroda nr 1
    Niestety nie mam takiej książki. Dwie, które najbardziej zapadły mi w pamięć, i które przeniosły mnie w inne dzieciece światy, nie dawały spokoju, przyniosły kilka nieprzespanych nocy to "Godzina pąsowej róży" i "Lew,czarownica i stara szafa". Było po nich jeszcze wiele cudnych książek, poważniejszych, bardziej dorosłych, ale to dzięki tym dwóm poczułam głód czytania, który do tej pory nie minął. Co za cudowne uczucie... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałabym powalczyć o książkę 1.

    Wiele książek wpłynęło na moje życie, jednak pierwszą, która to zrobiła najbardziej intensywnie to 'Sto lat samotności' Marqueza. Na pozór prosta, opowiadająca o losach rodu Buendia historia, ma niejedno dno, które odkrywamy wraz z każdą stronicą. Na początku trudne do spamiętania losy trudnych do spamiętania bohaterów, które z czasem odnosimy do siebie i odnajdujemy w nich uniwersalne prawdy. Najdotkliwsza samotność dopada nas wśród ludzi....to, co pisze los jest nieuniknione... ludzka natura jest nieodgadniona... Czy watro ulegać słabościom? Czy walka z przeznaczeniem ma jakiś sens?
    Wiele trudnych pytań, które przynoszą inną odpowiedź w zależności od tego, na jakim etapie życia właśnie jesteśmy.
    Książka wiele lat temu wskazała mi kierunek, którym już dziś nie podążam, ale wówczas wydawał mi się najwłaściwszy. Dziś nie żałuję tamtych decyzji i wciąż pamiętam odczucia, jakie mi towarzyszyły. Teraz stoję na rozstaju i znów przede mną trudne wybory ... czy Marquez pomoże mi po raz kolejny? Nie wiem, ale spróbuję znów po niego sięgnąć :)

    Pozdrowienia!
    Ewelina Śpiewak

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystkie nagrody wspaniałe, chciałabym grać o każdą, ale wybieram 1. Odpowiedź będzie krótka - "Ania z Zielonego Wzgórza", bo znalazłam w niej przyjaźń, miłość, dumę, dążenie do celu, dowcip, smutek, krajobrazy Kanady i suknie z bufiasti rękawami... :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gram o nagrodę nr 3.

    Książka, która zmieniła moje życie to "Festung Breslau" Marka Krajewskiego, dzięki której rozpoczęła się moja prawdziwa miłość do powieści kryminalnych i zdeterminowała kilka moich wyborów życiowych.
    Ale od początku...już w szkole podstawowej lepiej szło mi czytanie niż pisanie, więc czytałam wszystko... od lektur poprzez etykiety na produktach aż po książki, do których nikt nie sięgał. W gimnazjum zdarzało mi się ukradkiem we własnym pokoju czytać Harrego Pottera "aż skończę ostatnią stronę lub zabraknie mi sił". Raz ocknęłam się, że jest już 5:15 rano i właśnie dzwoni budzik w pokoju mojego taty. Mniej więcej w tym samym czasie odkryłam Marka Krajewskiego i jego retrokryminały - do dziś uwielbiam Wrocław, jego historię i, jak się okazało, powieści kryminalne jako takie. Ostatecznie nawet na prezentacji maturalnej trafił mi się temat o Wrocławiu w powieściach Krajewskiego...
    Na fali miłości do kryminałów zaczęłam czytać powieści niemieckie (i ćwiczyć niemiecki, żeby móc je czytać w oryginale) i szwedzkie (i uczyć się szwedzkiego).
    Tak, powieści kryminalne zdeterminowały moje życie do tego stopnia, że czasem się zastanawiam, jak w konkretnej sytuacji zareagowaliby bohaterowie moich ulubionych książek, co pozwala mi zachować dystans w wielu gorszych momentach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ania Roszkowska21 kwietnia 2015 12:10

    gram o ksiazke nr 3 lub 1
    ważna dla mnie książka to...od 5 lat czytam tylko ksiązki na studiach - kodeksy i inne ustawy, brakuje mi jakiejs odskoczni, jak w czasach liceum, kiedy czytało się wszystko - Tokarczuk, Hłasko, Vonneguta, Grassa, Marqueza, Carolla, to były czasy..nie mogę wybrać 1 ksiazki sposród wszystkich, bo kazda na swój sposób zostawiła we mnie ślad

    OdpowiedzUsuń
  12. Gram o książkę nr 2 (i cudowny brelok!).
    Książka, która zmieniła moje życie i zdeterminowała miejsce, w którym się aktualnie znajduje to niepozorna gabarytowo "Śmierć pięknych saren" Ota Pavla. Rozpoczęła lawinę bohemistycznych przygód. Najpierw był przeczytany stos książek czeskich autorów i polskich autorów o Czechach. Potem nauka języka. I bam - praca w wydawnictwie wydającym czeską literaturę, potem praca w kolejnym o podobnym profilu wydawniczym. A teraz możecie mnie spotkać na większych targach książki sprzedającą książki... właśnie czeskich autorów :) Do zobaczenia na najbliższych targach - w Białymstoku :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gram o książkę nr 3
    Książką, a w zasadzie serią, która zmieniła moje życie jest siedem tomów Harry'ego Pottera. Jakbym miała wybrać jedną książkę to zapewne byłby to po prostu pierwszy tom, który zachęcił mnie do czytania kolejnych.
    Jako dziecko nienawidziłam czytania książek. Z jedną dość cienką potrafiłam się męczyć tygodniami, a i tak nie doczytywałam. Nie było to za grosz interesujące i czułam, że nigdy nie polubię czytania, zatem trzymałam się od tego z daleka (w szkole nieco zmuszano mnie wtedy do czytania konkretnych książek, stąd pewnie niechęć). Ale raz sąsiadka pożyczyła mi pierwsze trzy tomy Harry'ego Pottera. A kiedy zaczęłam je czytać... nagle minął niespełna tydzień i książki zostały przeze mnie wręcz wchłonięte. Dla dziecka, które w zasadzie kompletnie nie czytało książek, tak ciekawa seria była małym szokiem ;) Od tej pory czytam regularnie, ale tylko to co sama lubię i preferuję (lektur szkolnych nie tknęłam). A lubię fantastykę, naukę, czasem jakąś przygodówkę, no i oczywiście książki o kotach ;)
    A wszystko zaczęło się od małego czarodzieja.

    OdpowiedzUsuń
  14. Numer 1 na celowniku!

    Zdarza się, że mam wymienić kilka tytułów, które wywarły na mnie ogromne wrażenie i robię to bez problemu, natomiast zawsze dodaję, że jest pewna powieść, która ODMIENIŁA MOJE ŻYCIE. Z tego właśnie powodu uważam, że powinnam wziąć udział w tym konkursie, gdyż zbieżność jest nieprzypadkowa :D
    Co tu dużo mówić - "Nędznicy" Victora Hugo to utwór, który sprawił, że obecnie jest zupełnie innym człowiekiem, niż jeszcze rok temu. Czytałam, czytałam, zaczytywałam się z tomu na tom, aż w końcu okazało się, że cały mój światopogląd uległ diametralnej zmianie, a najdziwniejsze jest to, że nie potrafię podać żadnego racjonalnego argumentu, dlaczego tak się stało. Od lektury tego dzieła zupełnie inaczej patrzę na świat, a co najważniejsze - zupełnie inaczej czytam książki. Wnikliwiej, sięgam głębiej i.... żadna kolejna powieść nie dorównała jeszcze "Nędznikom" :)

    Magda Emsi Karnowska

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka nr 2.

    Obawiam się, że nie do końca odpowiem na pytanie konkursowe... po prostu nie potrafię wskazać jednej, konkretnej książki, która zmieniła moje życie. Za to mogę podzielić się refleksją, że książki (i moja miłość do nich) mają ogromny wpływ na to, jak to moje życie wygląda;) To z książkami spędzam większość wolnych chwil, w nich często szukam lekarstwa na smutki, to one (a może raczej fascynacja nimi) sprawiły, że skończyłam takie, a nie inne studia (informacja naukowa i bibliotekoznawstwo) i pokochałam pracę w bibliotece...
    Nie ma jednej książki, która zmieniła moje życie. Raczej wszystkie przeczytane przeze mnie lektury przyczyniły się do tego, że jestem akurat taką, a nie inną osobą. I... dobrze mi z tym;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Książka nr 2
    Książką, która miała ogromny wpływ na moje życie były "Baśnie z dalekich wysp i lądów" autorek Wandy Markowskiej i Anny Milskiej. Pamiętam, jak wdrapywałam się na kolana mojego nieżyjącego już dziadka i słuchałam jak czytał mi opowieści o sułtankach i sułtanach, i mówiących gazelach. W książce każda opowieść zaczynała się wielką zdobioną literą, a ja siedząc na dziadkowych kolanach śledziłam te dziwne znaczki i dopasowywałam je do tego, co on czytał. Pamiętam jego głos mówiący "Dawno, dawno temu...." I ja dziś mogę tak powiedzieć, że dawno, dawno temu, gdy miałam 6 lat, dzięki tej książce i mojemu dziadkowi nauczyłam się czytać. Beata

    OdpowiedzUsuń
  17. Poproszę książkę nr 2.

    Dawno temu przeczytałam książkę, którą na pewno każdy zna, ale ja ją pokochałam na zabój - o rudowłosej dziewczynce, która potrafiła każdego rozbawić swym optymizmem...chodzi o "Anię z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery...od tamtej pory minęło wiele lat i niejedną książką się zachwyciłam, ale nadal pozostaję wierna Ani swą dziecięcą miłością i o niej mówię "ulubiona". Nauczyła mnie, aby nigdy nie tracić nadziei, myśleć pozytywnie i nie bać się okazywania uczuć, bo to żaden wstyd publicznie płakać czy głośno cieszyć, gdy jest ku temu powód. I tak reagowałam podczas czytania :)
    Płakałam razem z bohaterką, gdy ona czuła się samotna, niechciana, bezradna…
    Śmiałam się w głos, gdy szczęśliwa biegała po ukochanym Zielonym Wzgórzu, wdzięczna losowi za to, że trafiła do Mateusza i Maryli.
    Oczy mi płonęły ekscytacją, gdy Gilbert kolejny raz pociągnął ją za rude warkocze, a ona dąsała się i złościła, choć w głębi serca rodziło się już głębokie młodzieńcze uczucie.
    Zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdyby to mi włosy przybrały kolor zielony po nieudanej próbie ich pofarbowania.
    Krzyczałam: „Nie rób tego, to się źle skończy!”, gdy Ania kolejny raz pakowała się w tarapaty.
    Drżałam z obawy o nią, gdy ciemną nocą szła przez las, aby nieść pomoc chorej na krup siostrze przyjaciółki. I tak przeżywałam każdą stronę, każdą przygodę dziewczynki…Chciałam być taka jak ona! Co z tego, że ciągle pakowała się w tarapaty, przecież zawsze potrafiła wyjść z nich obronną ręką, budząc tylko u mnie większą sympatię i podziw. Bo jak jej nie pokochać, gdy czytamy:
    „– Czyż to nie cudownie, Marylo, że jutro następuje nowy dzień, w którym nie uczyniłam jeszcze żadnego głupstwa?
    – Jestem pewna, że popełnisz niejedno – rzekła Maryla. – Pod tym względem nikt ci nie dorówna.
    – Wiem o tym – przyznała Ania żałośnie. – Ale czy Maryla zauważyła u mnie ten pocieszający objaw? Nigdy dwukrotnie nie popełniam tego samego błędu!
    – Niewiele na tym zyskujesz, jeśli wymyślasz coraz to nowe.
    – Ależ Marylo. Chyba musi być granica dla błędów, jakie jedna osoba może uczynić, więc kiedy popełnię już wszystkie, musi przecież nastąpić koniec. Jest to stanowczo myśl bardzo pocieszająca.” ;D

    OdpowiedzUsuń
  18. Gram o nagrodę 2 lub 3 :)


    Mogę wyróżnić kilka książek, które zmieniły moje życie, ale chyba taką jedną jedyną, która miała na mnie największy wpływ, a która jednocześnie jest moją ukochaną jest "Przeminęło z wiatrem" Margaret Mitchell.
    To była jedna z tych klasycznych książek, które planowałam kiedyś tam przeczytać, ale nie śpieszyło mi się do tego. Aż któregoś dnia trafiłam na pewnego bloga książkowego i w czasie przeglądania postów trafiłam na recenzję "Przeminęło...". Do dziś nie wiem, co akurat w tej właśnie recenzji było, ale poczułam, że muszę teraz, natychmiast przeczytać tę książkę, więc zamówiłam i podczas tych dwóch dni oczekiwania chodziłam jak w transie. No i przyszła, a ja z jednej strony byłam szczęśliwa jak nigdy, a z drugiej już się obawiałam, że tak się podekscytowałam a się rozczaruję, że ciężko mi będzie przebrnąć... Niepotrzebnie, po stu stronach wpadłam w rozpacz że zostało tylko siedemset ;) Pamiętam właśnie to uczucie, którego nie doświadczyłam od dzieciństwa, takiej czystej radości z czytania, kiedy nie chce się kończyć a jednocześnie chce już się poznać zakończenie, kiedy po prostu chłonie się każde słowo; w tamtym okresie czytałam dosyć dużo, ale częściej "byle zaliczyć", mimo że to były świetne książki, a właśnie "Przeminęło..." obudziło we mnie na nowo taką cudowną miłość do czytania i tę ekscytację, jak to mnie wciągnęło, nie pamiętam żebym dla jakiejkolwiek innej książki wstawała o piątej rano, byle zdążyć trochę poczytać przed pójściem do szkoły ;) I pokochałam tę książkę, pokochałam bohaterów (po części ze względu na Melanię Wilkes wybrała to imię przy bierzmowaniu) z całego serca. A potem obejrzałam film i w ten sposób znalazłam sobie nową pasję - klasyczne kino, zaczęłam o tym czytać, oglądać, a Vivien Leigh została nie tylko moją ulubioną aktorką, ale też inspiracją i kimś z kim czuję się niejako związana i obecnie po prostu jest to część mojego życia, ta książka we mnie wrosła

    OdpowiedzUsuń