Będzie dobrze kotku, Wioletta Sawicka


Muszę się Wam do czegoś przyznać. Nie cierpię Miry. Szczerze. Nie cierpię tej nadopiekuńczej, podstarzałej emocjonalnie mamuśki, która świata poza swoim synalkiem, pożal się Boże, nie widzi (choć czasem miewa chwile olśnienia, więc sądzę w swej naiwności, że jest jeszcze dla niej szansa). W sumie, synusia też nie cierpię. Prawda jest taka, że Patryk (wzięty chirurg… uuu, klękajcie narody!) zwyczajnie mnie irytuje. Z kolei Anną, jego żoną, czasem chciałabym potrząsnąć i krzyknąć: hej, kobieto, ocknij się! Ale ją – dla odmiany – lubię.


Gdybym była na jej miejscu… chociaż, co ja piszę, nie byłabym nigdy na jej miejscu, nie mam w sobie takich pokładów cierpliwości! W każdym razie możecie być pewni, że gdybym jednak była na jej miejscu żadnego ślubu (z poprzedniej powieści Wioletty Sawickiej pt. „Wyjdziesz za mnie kotku?“) by nie było! Żadnego! Choć z drugiej strony, gdyby nie było ślubu, to i pana Pawła by nie było w życiu Anny, a żal, bo to niezwykle mądry człowiek. Aż dziw bierze, że jest ojcem takiego ignoranta jak Patryk…

No i Majki… no tak, Majki, córki Patryka, też byłoby mi żal (na miejscu Anny) nie poznać. Zuch dziewczyna z tej Majki, nie jedno w życiu już przeszła, nie zazdroszczę, a przy tym silna jest, mądra. Wielu na jej miejscu dawno by się załamało i poprowadziliby swoje życie na niebezpieczne, ciemne tory, które prowadzą donikąd. Ale, po kolei…

Kto czytał „Wyjdziesz za mnie kotku“ ten wie, kim są wszyscy, o których pisałam wyżej. Kto nie czytał, niech nadrobi, a później sięgnie po „Będzie dobrze kotku“, czyli drugą powieść Wioletty Sawickiej, która już 10 marca trafi do księgarń w całej Polsce.
Po przeczytaniu pierwszej części, nie ukrywam, miałam żal do Wydawnictwa, że taki, a nie inny tytuł dało tej powieści. Przy drugiej książce konwencja słodkiego tytułu i kobiecej okładki została podtrzymana. Niby mniej mnie już to raziło, w końcu byłam przygotowana, ale wciąż nieprzyjemnie uwierało. Po zastanowieniu jednak, muszę z pokorą stwierdzić, że zmieniam zdanie.

Może to moja nadinterpretacja, ale wciąż, z nią mi lepiej… Otóż, sądzę, że to jednak dobrze dobrane tytuły i dobrze dobrana konwencja okładek.  Dlaczego? Ano dlatego, że dzięki nim, dzięki tej słodkiej, kuszącej obietnicy, którą mamią, że to będzie lekka opowiastka o współczesnym Kopciuszku (czy jakaś inna urocza bajeczka, która też oczywiście ważna jest, pomocna jest, czasem wręcz potrzebna w czytelniczym żywocie), dostajemy od tego tekstu coś jeszcze... Zamiast „i żyli długo i szczęśliwie“ dostajemy siłę i poczucie, że można coś zmienić, że warto podejmować nawet te trudne decyzje i że nigdy nie wiadomo, co też zgotuje dla nas życie, więc mądrzej powstrzymać się czasem od pochopnych wniosków i zbyt szybkiego oceniania na podstawie ledwie pozorów. Bo życie może nas zaskoczyć. Tak, jak zaskakuje bohaterów „Będzie dobrze kotku“…


Taka proza jest potrzebna. Taka popularna proza. Taka, w której pod kołderką z pozoru przyjemnego romansu, czytadła na leniwy weekend, sączy się ważna myśl gdzieś między słowami. Gdyby ta książka miała inny tytuł, inną okładkę, takie, jakie wydawały mi się wcześniej bardziej odpowiednie, gdyby na okładce wypisano dumnie: powieść obyczajowa, powieść o przemocy psychicznej… o świecie, w którym rządy niepodzielnie sprawuje mężczyzna, a świat ten jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki, w sąsiedztwie, a może i bliżej? Jeśli tak to by wyglądało, to owszem  sięgnęliby po tę książkę (te książki) czytelnicy już określeni innymi cechami, być może naznaczeni świadomością w tym temacie, może tacy, którzy coś podobnego przeżyli i są na tyle odważni, by dać sobie radę z tą świadomością. A że książka Wioletty Sawickiej nosi tytuł „Będzie dobrze kotku“, że ma subtelną okładkę, że nota na tyle brzmi jak zapowiedź romansu, że w powieści mowa jest jedynie o chorobliwej zazdrości Patryka, o tajemnicy rodzinnej… to czujemy się bezpieczni czytając.

Aż do czasu, kiedy po lekturze nagle zdajemy sobie sprawę, co przeczytaliśmy, o czym tak naprawdę jest to opowieści. I wtedy przypomina nam się, że...

"- Z zazdrością bywa jak z plamką na jabłku. Najpierw jest mała, nieszkodliwa, a potem nie wiadomo kiedy rozrasta się i owoc gnije. Nawet najsłodszy.
- Jaka na to rada?
- Wykroić plamkę." („Będzie dobrze kotku“, Wioletta Sawicka, s.132-133)

    A kiedy zdaje nam się, że jest naprawdę źle, że brak nam już sił i zupełnie nie wiemy, co zrobić, jak się zachować, przychodzi niespodziewanie wsparcie. Tylko trzeba je dostrzec. Otworzyć się na to, co wokół nas i czerpać z mądrości życiowej również tych, których los stawia na naszej drodze. Bo fakt, że jest się wziętym chirurgiem, czy odnoszącą sukcesy dyrektor programową topowego radia nie znaczy, że nie może się okazać, iż o życiu wie więcej niż my pewna siedemnastolatka... Grunt to komunikacja, to umiejętność słuchania, to dostrzeganie siebie nawzajem. I tym, w mojej ocenie różnią się od siebie Anna i Patryk...

„W jej spojrzeniu Anna dostrzegła zdecydowanie i pewność. Dziewczyna cofnęła głowę i odezwała się z taką samą pewnością w głosie, jaką miała w oczach.

– Zanim zaczniesz na mnie krzyczeć albo dasz mi kolejny szlaban, albo nawet mi przylejesz, chcę ci coś powiedzieć. Tak jak kazałeś, przemyślałam parę spraw – mówiła powoli, wyraźnie oddzielając słowa. Spokój, który bił z jej głosu, dodał Annie otuchy. – Bardzo cię kocham, tato. Naprawdę. Ale jeśli się nie zmienisz, nie wytrzymam z tobą dłużej. Za niecałe pół roku skończę osiemnaście lat i wyprowadzę się stąd. Dobrze wiesz, że dam sobie radę. Radziłam sobie sama już wcześniej. Bo to moje życie i to ja chcę o nim decydować. Nie wybieram się na medycynę, żadnych kursów dla mnie nie szukaj. Jeszcze nie wiem, co chcę robić po maturze. Jeśli chodzi o Marcina, to zamierzam się z nim spotykać, bo go lubię. Może nawet bardziej niż… lubię. Ja też mam prawo do uczuć i prywatności. To wszystko, co ci chciałam powiedzieć. A teraz, jak chcesz, możesz mi wlepić nową karę.“ („Będzie dobrze kotku“, Wioletta Sawicka, s. 313-314)

O czym powieść jest w wersji fabularnej możecie przeczytać na przykład TU. A i ja, jeśli zechcecie, mogę Wam w kilku słowach o tym opowiedzieć – tylko napiszcie, że chcecie, a spełnię z przyjemnością Wasze życzenie. Póki co jednak wydaje mi się, że to kto z kim i dlaczego... w tym przypadku jest nieco mniej ważne. Dużo ważniejsze jest to, byście w trakcie lektury byli zniecierpliwieni biernością Anny, byście byli zirytowani zachowaniem Patryka, byście dopingowali Witkowi, współczuli Małgosi, byście rozumieli... Starali się zrozumieć. Byście cenili pana Pawła, mieli ochotę potrząsnąć Mirą (a w duchu pomyśleli: bylebym ja nie była nigdy TAKĄ teściową) i byście w końcu poczuli, że choć to już koniec drugiej (opasłej) powieści, to w życiu jej bohaterów dopiero dochodzimy do początku. Dla mnie obie te książki, to książki o dojrzewaniu. Napisane przystępnym językiem, opowiedziane z humorem i po ludzku. Taki książki do przeczytania, które nie będą się Wam narzucały, ale sprawią, że coś ważnego w Was zostanie. 

Jeśli masz ochotę, napisz do autorki tego tekstu:
pelenzlew@gmail.com


12 komentarzy:

  1. Do tej pory jakoś patrzyłam z przymrużeniem oka na obie książki, mając na uwadze, że to lektura lekka i przyjemna. Dzięki Twojej recenzji zobaczyłam głębię przekazu, która mnie zainteresowała. Na pewno będę miała na uwadze oba tytuły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, właśnie... gdyby nie koleżanka, która jest koleżanką autorki, która... i tak dalej, to i ja pewnie bym nie zwróciła za bardzo uwagi na te książki. A przynajmniej nie na pierwszą z nich, bo jakoś tytuły sugerujące ślub nie bardzo mnie kręcą. Ale... że wyszło jak wyszło, książkę postanowiłam przeczytać i bardzo mnie zaskoczyła, pozytywnie zaskoczyła. Drugi tom podobał mi się bardziej :)To książka po prostu do poczytania, taka obyczajowa, popularna, ale ma w sobie to coś, co wzbudza emocje i skłania do zastanowienia się nad pewnymi kwestiami.

      Usuń
  2. Chyba nie moja tematyka. Nie lubię się irytować bohaterami. Muszą mnie w sobie rozkochać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majka i Pan Paweł, no i w sumie Anna też, bo fajna z niej dziewczyna, a że zakochana... no wiemy, jak jest, klapki na oczy, te sprawy... w każdym razie, te postaci rozkochają (jakby co) :) A że jakieś czarne charaktery być muszą w opowieści, to już inna sprawa ;) Ale jeśli nie czujesz sympatii do książki, to rzeczywiście, lepiej nie sięgać. Ja tak miałam z "Cieniem wiatru" - o rety, chyba z rok leżał na półce i jakoś mi nie bardzo po drodze z nim było... a później, w jedną noc przeczytałam!

      Usuń
  3. Zaintrygowałaś mnie Urszulo. Dziś książka do nas dojechała. zignorowałam. Ja i takie książki?
    A jeśli chodzi o irytację bohaterami - jestem specjalistą. Jak mną ktoś porządnie nie wstrząśnie to nie docenię. Książki, które przechodzą u mnie bez wstrząsających emocji w końcu zapominam. Oj, chyba się skuszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że zupełnie mi się to fajnie czytało, "poemocjowałam" się, odpoczęłam, coś mi w głowie zostało - zadanie książki uważam za wykonane ;) I zdecydowanie jestem ciekawa Twojej opinii :)

      Usuń
  4. Odniosę się trochę do pierwszego komentarza, że jeśli lektura jest lekka, łatwa i przyjemna to podchodzimy do niej jakby z dystansem. Ja ostatnio przeczytałam "Ulicę Pogodną", książka na pewno z gatunku: lekka, łatwa i przyjemna. A jednak tam też był przekaz. W sumie całkiem głęboki. Problem chyba tylko w tym, czy chcemy uznać ten przekaz, a nie zaszeregować go do kategorii lektury niższego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę "Ulicę Pogodną", Wiktoria ją czytała i podczas lektury opowiadała mi nieco o tej książce. Rzeczywiście, była na tyle ciekawa w przesłaniu, że spędziłyśmy trochę czasu na ważnych dyskusjach, a tak, jak piszesz - niby łatwa, lekka i przyjemna. Kiedy czytam takie książki, o których można powiedzieć "czytadła" zawsze szukam tej ważnej iskierki, która sprawia, że czas poświęcony danej książce, procentuje.

      Usuń
  5. Bardzo lubię kiedy piszesz z emocjami, kiedy pod nimi ukrywasz drugie dni. Lubię. Bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwaga - komunikacja międzymyślowa, która w należyty sposób zrozumie tylko Wiktoria - Naprawdę?! :P

      Usuń
    2. -.-
      A teraz dam Ci przykład odpowiedzi idealnej na to pytanie!

      - Tak, kochana moja! Niunia Ty!

      O! :P

      Usuń