#naszemieszkanie: kamienica z wieżyczką

W Moim Mieszkaniu od miesięcy zasypiają inni, a mnie się już nawet światło w oknie wydaje dziwnie odległe, gdy przechodzę w jego pobliżu. Przyszło się nam pożegnać jakiś czas temu, ale wciąż mam je w myślach i kiedy nikt nie widzi, nie słyszy, przechodzę przez próg mojej wyobraźni i znów na kilka chwil jesteśmy tylko ja i ono. A jednak, nie żałuję, bo są takie chwile, kiedy należy podjąć decyzję. 


Tak więc zamknęłam za sobą jedne drzwi, by móc otworzyć kolejne. I tym sposobem trafiłam tu, do Naszego Mieszkania. Czasu tu wciąż jest za mało, przestrzeni za dużo, a mnie się marzy, by powymiatać ze wszystkich kątów wspomnienia, jak to na wiosnę przystało, i w słońcu wczesnowiosennym obejrzeć każde, a później zdecydować, które zatrzymać, które zaś puścić na wiatr, by odleciały.


Muszę przyznać, że Nasze Mieszkanie oddycha zupełnie inaczej niż tamto i dużo trudniej mi z nim rozmawiać. Zdaje mi się, że jeszcze nie do końca umie nam zawierzyć, chyba obawia się, że je opuścimy lub zrobimy krzywdę. Nie ma co się mu dziwić, pewnie jeszcze pamięta, jak przez wiele lat jego piękne rzeźbione drzwi wejściowe dogorywały w uwięzi… obito je skóropodobnym tworzywem, a wewnątrz napchano brutalnie gąbką, by bardziej były podobne do tych pozostałych, tych innych drzwi, które mają wszyscy. 

Pewnie pamięta ból operacji bez znieczulenia, kiedy to dokładano kolejne warstwy podłogi – gdzieś na samym dnie dusiły się deski stłamszone starymi dywanami i wykładziną… po latach scalone brudem i wilgocią z drewnem. A na tym wszystkim, dla ukrycia śladów zbrodni, pyszniły się panele. Wierzcie mi, deski gniły w męczarniach… 

Pewnie wstydzi się Nasze Mieszkanie tak jawnie, tak szeroko otwartych dwuskrzydłych drzwi między salonem a sypialnią. Wcześniej kazano mu ukryć tajemnicę ich istnienia za szafą i dwiema płytami wiórowymi… najprawdopodobniej wmówiono, że to nie przystoi tak się otwierać na świat… 

Nasze Mieszkanie zdaje się, nie wierzy, że może nam się podobać takie, jakie jest, tak po prostu. Po tylu latach udawania, też byłabym nieufna. Ale z każdym dniem budujemy w nim poczucie własnej wartości i uczymy, jak kochać i akceptować siebie. Jak znów zaufać. I, przede wszystkim, komu. Uczymy, jak dać sobie prawo do szczęścia. To nie są łatwe lekcje, nikt jednak nie mówił, że będzie łatwo. A Nasze Mieszkanie jest tego warte, by budować je w dobrym słowie, cieple ognia, mruczeniu kotów, śmiechu. Nasze Mieszkanie jest tego warte, by odkryło, jak cenne jest dla nas, że daje nam dach nad głową i otula ścianami, jest nam azylem, byśmy mogli wtulić się w siebie i usnąć po długim dniu. 



31 komentarzy:

  1. Wspaniałe słowa...trafiłam tu przypadkiem...i oby mi nie uciekło....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu kochana, mam nadzieję, że nie ucieknie i że będziesz do mnie zaglądała :) Dziękuję za dobre słowo i przesyłam serdeczności z mojego małego olsztyńskiego świata :) Ula :)

      Usuń
  2. Budować zaufanie również w śpiewie suni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Miśka, Ty to byś chyba musiała nagrać i tu załączyć ten "śpiew suni", jak to ładnie określiłeś, żeby wszyscy mieli obraz tego, jak bardzo musimy się kochać w naszym stadzie, skoro się zachwycamy tymi dźwiękami... :P

      Usuń
    2. Bo ktoś uwierzy, że brzydkie. Całkiem inne one są, a mieszkanku mogą pasować :-)

      Usuń
    3. Tam zaraz brzydkie... raczej, nooo, powiedziałabym... oryginalne :P

      Usuń
  3. jak ja lubię koty, proszę o więcej. pozdrowienia z Ustki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Kotów Ci u nas dostatek :) A więcej naszych kocin na pełnozlewowym profilu FB :) ślicznie zapraszam >>> https://www.facebook.com/PelenZlew?fref=ts

      Usuń
  4. Kooocham to Mieszkanie. Oba mieszkania. Twoje i Wasze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano wiem, to akurat wiem :P One Ciebie też ;) A lodówka, to już zwłaszcza ;)

      Usuń
  5. Z jaką przyjemnością czytało mi się ten wpis przy porannym piciu herbaty ...
    Przemiłego dnia życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy jesteś z tych bardziej herbacianych niż kawowych? :) Ja się waham :) I za dobre słowo dziękuję, bo powoli w tym moim blogowaniu odważam się na nieco więcej i każdy taki komentarz daje mi mnóstwo energii :) I oczywiście Tobie również przemiłego dnia! :)

      Usuń
    2. Do grudnia piłam kawę litrami. Dziś dwa kubki kawy z mlekiem - na miesiąc w zupełności mi wystarczą :) Nie mam pojęcia jak to się stało :) Podobną sytuację miałam z sushi...na widok surowej ryby i owoców morza robiło mi się niedobrze, dziś uczta z sushi to dla mnie najsmaczniejsza nagroda :)....Eh kobieta zmienną jest :)
      Wszystkiego dobrego :)

      Usuń
  6. Mieszkanie powinno się cieszyć, że ma właśnie takich lokatorów;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że się cieszy :) Coraz nam lepiej razem, można powiedzieć, z każdym dniem ;) Tylko potrzeba jeszcze trochę czasu, żeby się na nas zupełnie otworzyło :)

      Usuń
  7. Nasze Mieszkanie zawładnęło nami od pierwszych chwil. Nagle czas się zatrzymał i przepadliśmy. Życzę Wam, aby Wasze Mieszkanie szybka Wam zaufało! :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam miałam, kiedy kupiłam swoje mieszkanko, to, dzięki któremu w ogóle zaczęłam prowadzić Pełen Zlew :) Tamto Moje Mieszkanie było od pierwszej chwili moje i w każdym milimetrze swojej przestrzeni. Pewnie dlatego z tym jest nieco trudniej. Prawdę mówiąc... trochę tęsknie...

      Usuń
  8. W Twoich słowach jest mnóstwo czułości. Zachwycam się opowieścią o Mieszkaniu z duszą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) W przyszłym roku kamienica, w której jest Nasze Mieszkanie będzie miała 110 urodziny, więc te mury duszę mają już dość starą i bardzo mi zależy, żeby przypadkiem jej czymś nie urazić ;) Dziękuję, że do mnie zaglądasz :)

      Usuń
  9. Pięknie napisane, aż szkoda mi było, gdy dotarłam do końca :) A samo mieszkanie wydaje się być miejscem ze wspaniałym klimatem. Osobiście wolę wnętrza z duszą, niż te wszystkie, obecnie modne, minimalistyczne i surowe. Serdeczne pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę takie :) Co prawda czasem podobają mi się mieszkania urządzone w nowoczesnym, lekkim stylu, ale kiedy spędzę tam nieco więcej czasu, to jakoś zaczynam czuć chłód. Jakby brakowało mi czegoś. Wolę jednak przestrzeń, która już ma w sobie wiele innych historii. I lubię rozmyślać o tym, czego świadkami były mury, w których się znajduję. Na pewno jeszcze będę pisała o Naszym Mieszkaniu - a przynajmniej takie mam wiosenne postanowienie ;) Zwłaszcza, że w sumie Pełen Zlew zaczęłam prowadzić dzięki mojemu mieszkaniu (stąd mieszkaniowe impresje) i trochę jeszcze się czuję rozdarta między tęsknotą za tamtym a kiełkująca miłością do tego...

      Usuń
  10. Czekam w takim razie na kolejne mieszkaniowe impresje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Będę o tym pamiętała :) To cudowne uczucie, kiedy się wie, że ktoś chce czytać :) Dziękuję!

      Usuń
  11. Wasze mieszkanie na razie skrywa swoją duszę, ale myślę, że niebawem się ośmieli ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo na to liczę, bo coś czuję, że nam ma wiele niezwykłych historii do opowiedzenia ;)

      Usuń
  12. Cudnie napisane. Oczami wyobraźni widzę to Wasze mieszkanie, a właściwie to w nim jestem i wyjść nie zamierzam. Tak mi dobrze :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Aż mi się łezka w oku zakręciła...

    OdpowiedzUsuń
  14. No wstyd się przyznać , bo myślałam, że przeczytałam i przemyślałam wszystkie Twoje wpisy, a tu taki psikus! On chyba czekał własnie na ten moment! Teraz ja jestem w tej sytuacji i naprawdę jest jakoś dziwnie opuszczać własne "gniazdko", żeby stworzyć te wspólne te NASZE. Trzeba się porzegnać z widokiem z okna, z promieniami słońca które budziły każdego lata jakby opuszczało się przyjaciela. Na tą jedną chwilę brakuje zawsze oddechu, wczoraj dałaś mi natchnienie swoim ostatnim postem na fb i faktycznie wykorzystałam ten 29 to ostatka. A dziś ten magiczny wpis, w ogóle ta magia kociozlewowa. Od baśni o dziewczynce wszędzie są Rudziki :) I znów dzięki Tobie, kociozlewowa czarownico :)

    OdpowiedzUsuń
  15. <3 No tak, i mamy 24 marca, a ja dopiero odkryłam nowe komentarze... Jeszcze, żeby chodziło o Twój - a co to jest prawie miesiąc!? Do wieczności? Chwilka jedynie! Ale z przerażeniem stwierdzam, że mam komentarze z 2015 (!), których nie widziałam wcześniej!!! Jestem beznadziejna w utrzymywaniu relacji... Ale tym bardziej z głębi serca Ci dziękuję, że mnie odwiedzasz! A ten moment, ten, o którym piszesz, znam tak dobrze, że aż łza się w oku kręci! Tak magiczny, jak trudny. I jakie to cudne określenie "kociozlewowa" <3 :D

    OdpowiedzUsuń