między nami: Wiecznie piórem zapisywane myśli

Jeden z pięknych notesów w kolekcji mojej dzisiejszej rozmówczyni :)
/foto ze zbiorów Agnieszki
Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Olsztyna miałam zaledwie kilka lat. Dla dziewczynki, której światem była mała wioseczka pod Piszem, Olsztyn zdawał się być metropolią. Na-wet teraz, gdy myślę o tamtej chwili, czuję w sobie dziecięcy, czysty zachwyt. Przyjeżdżałam tu do cioci. Niestety, mogłam z różnych przyczyn odwiedzać ją rzadko, ale tęskniłam każdego dnia. Dzięki niej to miasto stało się dla mnie azylem, a jej ciepłe spojrzenie i mądre słowa do tej pory są mi drogowskazami. Obowiązkowym punktem na trasie naszych wycieczek olsztyńskimi ulicami była księgarnia. Moja Ukochana Ciocia zabierała mnie do niej za każdym razem, a ja za każdym razem mogłam wybierać sobie zeszyt, który stawał się naszym sekretem. Pamiętam do dziś każdą okładkę. I pamiętam, jak wiele te zeszyty zmieniły w moim życiu. Jak bardzo mi pomogły. Ale… to zupełnie inna opowieść.

W każdy razie, tak właśnie zapłonęła we mnie miłość nie tylko do Olsztyna, ale też do notesów. Z czasem moje wybory były coraz bardziej świadome. Z każdym kolejnym zeszytem, notesem poznawałam lepiej swoje upodobania, uczyłam się podejmować decyzje, formułować myśli i chęci. Niby nic takiego. Ot, zwykła świadomość,  że najlepiej pisze mi się w liniach, bo kratki jakoś mnie więziły, a jednak dla tamtej dziewczyny, to był kolejny ważny krok do bycia tym, kim jest kobieta pisząca te słowa. Trudno to wyjaśnić, ale wierz-cie mi, tak właśnie było. 

Nie zdziwi Was zapewne, że pośród setek książek na mojej półce ważne miejsce zajmują więc notesy. I jak się niedawno okazało, wśród moich blogowych znajomych jest jeszcze ktoś, kto również podziela moją miłość. 


Jeśli już trafiliście na Dowolnik, to na pewno wiecie, że Agnieszka, autorka publikowanych tam tekstów ma w swojej kolekcji mnóstwo pięknych notesów i wiele niezwykłych piór. Postanowiłam wypytać ją, skąd w niej ta pasja i jak to się wszystko zaczęło? 

Agnieszka: Swój pierwszy zeszyt, TEN PIERWSZY ZESZYT, nie licząc szkolnych, z obowiązku, znalazłam na strychu. To był to zeszyt do stenografii, ze specjalną liniaturą. Co prawda cały był zapisany przez mojego wujka, ale jakoś mi nie przeszkadzały te delikatne znaczki robione ołówkiem. Wykorzystałam go jako pamiętnik. Miałam wtedy jakieś dziesięć lat. Do dziś go trzymam. 

Ja: A pierwszy notes?

A pierwszy notes kupiłam sobie sama. To było trochę przed którymiś wakacjami. Spędzaliśmy je nad morzem. Na wakacje zabrałam stosik książek, a po przeczytaniu każdej od razu notowałam wrażenia. To było jakieś osiem- dziewięć lat temu. To był zwykły herlitzowski brulion w kratkę. 

A teraz ile masz notesów?

Zapisanych mam 10, czystych 31. O rany, razem ponad czterdzieści!? No ładnie, rozbestwiłam się. Dobrze, że zapytałaś, do tej pory tylko gromadziłam, a nie liczyłam, choć powinno dać mi do myślenia to, że zaczynam je ustawiać w dwóch rzędach na półce (bo mają oddzielną półkę na regale). I wcale nie idę na ilość, właściwie za każdym razem mówię sobie, że to już ostatni, bo mam zapas na lata. Do następnego razu, kiedy to pojawi się znów jakaś perełka.

Skąd ja to znam… Doskonale Cię rozumiem, oj, doskonale… A jakie cechy powinien mieć notes, by stać się Twoim wymarzonym? 

Hahaha, i tu mnie masz! Rzeczywiście już zdążył mi się skrystalizować gust. Idealny notatnik ma wymiar A5 lub zbliżony, twardą okładkę, zamykanie na magnes lub gumkę, szlufkę na pióro, kieszonkę na luźne kartki, tasiemkową zakładkę (lub dwie), miejsce na spis treści, numerowane strony i być w linie. Oraz, co najważniejsze, ma mieć papier przyjazny wiecznym piórom.

O właśnie, skoro już przy tym jesteśmy – jak rozumiem, Ty też lubisz pisać ręcznie? Czym piszesz?

Tak, piszę piórem. Zaczynałam od długopisu, takiego zwykłego. Potem używałam długopisów żelowych, aż wreszcie, z okazji nabycia cudnego notesu Paperblanks, wyciągnęłam pióro, które kiedyś, dawno, oj dawno temu, dostałam w prezencie od męża. Parker Jotter. To była dobrana para! Potem, szukając informacji o notesach i rodzajach papieru, trafiłam na forum pióromaniaków. To przez nich kupiłam następne pióro. I następne, i jeszcze następne... I atramenty... i kolejne notesy... Kupowałam, dostawałam w prezencie. Kupiłam też pióro mojej mamie, bo pięknie moja mama pisze, oj pięknie. Teraz długopisu używam niechętnie, nie lubię po prostu.

/foto ze zbiorów Agnieszki
Zwracasz na coś szczególnego uwagę przy wyborze piór? 

Tak. Muszą mieć jedną podstawową cechę - mają pisać! (Śmiech) No dobrze, to nie wszystko, oczywiście. Lubię zmiany, dlatego mam więcej niż jedno pióro i więcej niż jeden kolor atramentu. Lubię różnorodność i tego szukam w piórach. Nie mam jednak pióra, o którym marzę i śnię – może ono dopiero mi się objawi? Marzę jednak o czymś związanym z piórami: chcę nauczyć się kaligrafii. Mam już na półce lidlowy zestaw, ale rzadko go wyciągam (dzieci chcą bawić się atramentem, niby nie powinnam mieć nic przeciwko temu, ale plamy jednak trudno się usuwa…). Za to w kwietniu idę na warsztaty do Ewy Landowskiej, organizowane z okazji Pen Show Poland. Już się cieszę!

To fantastycznie! Brzmi rzeczywiście świetnie. Przyznam, że kiedyś też mnie kusiło, by posiąść takie umiejętności, ale… Słyszałam też, że jesteś zdolna posunąć się daleko, by zdobyć wymarzony notes…

No tak… do czego zdolny jest maniak, żeby zdobyć wymarzony notes to rzeczywiście wiem. Zdarzyło się kiedyś, że na swoim profilu facebookowym sklep Radość Pisania ogłosił konkurs, gdzie można było zdobyć kalendarze Paperblanks. Poszczęściło mi się, dostałam śliczny kalendarz, ucieszyłam się, a zaraz potem – bo przecież za dużo tego szczęścia - zobaczyłam zdjęcie kalendarza z tego samego konkursu… Kalendarz wygrał wygrał mój kolega. Ale nie byle jaki kalendarz, tylko model Silver! Model, do które-go wzdycham od lat, bo jest piękny, cudowny i prześliczny i och, i ach! Zaproponowałam wymianę. Kolega przystał, ale… no właśnie, nie ma łatwi, chciał się wymienić za książki. I podał konkretne tytuły. Nie miałam tych książek oczywiście, popędziłam więc na fintę, znalazłam je, ubłagałam koleżankę o pożyczkę punktów, zamówiłam z wysyłką do kolegi. A teraz oglądam półki i wystawiam książki, żeby spłacić pożyczkę... Ale Silver jest mój! 

***

A teraz, tradycyjnie, lista pytań do Was! Może nurtuje Was jakieś ciekawe pytanie, zastanawia zagadnienie, coś zwraca Waszą uwagę? A może chcielibyście dowiedzieć się czegoś o mnie/ode mnie? Jeśli tak, piszcie w komentarzach albo na pelenzlew@gmail.com  

I oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie spytała... a Wy piszecie jeszcze ręcznie? Korzystacie z notatników? Wolicie pióra czy długopisy? A może piszecie ołówkami? 

PS Pamiętam z dzieciństwa, że bardzo się pilnowałam, by nie zapisywać swojego imienia i nazwiska ołówkiem, bo to mogło przynieść przedwczesną śmierć. Nie umiem sobie przypomnieć, skąd się ten przesąd wziął i jak wielu w to wierzyło, ale pamiętam pewną historię z nim związaną… W każdym razie, na koniec chciałam się Was podpytać, czy znacie takie przesądy, opowieści? Coś Wam przychodzi do głowy? A może macie ochotę posłuchać tej, którą pamiętam z dzieciństwa?  

Zapraszam Was też serdecznie na pełnozlewowy profil facebookowy - do zobaczenia/przeczytania! 

21 komentarzy:

  1. Ale mi się buzia śmieje :D
    Uwielbiam pisać odręcznie! Kocham! Też mam mnóstwo notesów, notesików i zeszytów. Powoli robię z nich użytek, bo nie mogą przecież tak leżeć puste. Pierwszy, który podarował mi mój chłopak/obecnie mąż/ zapisany jest cały moimi wierszami. Ale to było dawno! :)
    Nie używałam od długiego czasu pióra, ale jak przeniosłam biurko, znów je znalazłam, muszę jednak kupić następne...
    Ach... piękny wywiad i tyle wspomnień moich powróciło.
    Dziękuję Ula i Agnieszka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi, że kiedyś też pisałam wiersze :) Gdzieś je chyba jeszcze mam... Ale to było tak dawno temu.

      Usuń
    2. Magdalena :) też uwielbiam pisać odręcznie i każda duszyczka, która to jeszcze lubi cieszy mnie ogromnie :) Fajny ten chłopak/obecnie mąż/, że notes dał w prezencie - a jeszcze fajniej, że zapełniłaś go wierszami! Wciąż piszesz? Przesyłam serdeczności :D

      Usuń
    3. Agnes - a wiesz, że ja też :) Chyba wielu z nas/wiele?/ ma w swoim życiu taki epizod, że świat się ubiera w słowa. A jak znajdziesz, dasz poczytać? :D

      Usuń
    4. Jak znajdę, to oczywiście :)

      Usuń
  2. Ja też uwielbiam notesy i dokładnie takie jakie są prezentowane na zdjęciach :). Kilka lat temu dostałam od męża pióro Sheaffer. Jest idealne. Osobiście lubię te cienko piszące, z grafitowym tuszem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Jakoś podskórnie czułam, że miłość do książek ma coś wspólnego z innymi fiksacjami :P hahahaha Ja mam aktualnie 5 piór, ale chyba jednak wolę grubszą kreskę :) A co zapisujesz w swoich notesach?

      Usuń
  3. Kochana, ja bez notesu nie istnieję! Tylko trzeba odróżnić kilka odmian:
    1. Notes-pamiętnik- różnie z nim bywa. Prowadzę pamiętnik od ponad dwudziestu lat i mam różne notesy, w zależności od humoru. Są więc zwykłe zeszyty w kratkę, notesy na papierze czerpanym, ale teraz mam parcie na czysty. Nigdy nie miałam notesu w linie i nigdy mieć nie będę, bo między mną a liniami nie iskrzy.
    2. Notesy na notatki z lektury- zawsze jak czytam, to zapisuję tytuły i luźne refleksje, które są później przydatne do receznji. Obecnie mam zwykły zeszyt w kratkę, stukartkowy. Niezwykła jest okładka na ten zeszyt, bo została zrobiona przez moją przyjaciółkę i jest materiałowa z wyhaftowanymi motylkami.
    3. Notes podręczny- taki, który noszę w torebce i tam jest już wszystko. Adresy, myśli, relacje ze spotkań literackich, WSZYSTKO.
    W ogóle fajny wywiad i fajny temat, do tej pory nawet sobie nie uświadamiałam,jak ważną rolę odgrywają notesy w moim życiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, a między mną a linią płonie ogień namiętny i wieczny! :) I rzeczywiście, masz rację - notes notesowi nie równy... Do zapisywania luźnych spostrzeżeń i cytatów jeszcze dążę, to mój nieosiągnięty ideał :P A ten podręczny u mnie jest dziennikowy, więc taki mam w nim mały chaos... w sumie - trudno się dziwić, jak się wie, jak żyję :P Uściski! PS Jak tam, Olsztyn masz już na trasie swoich podróży? Bo my tu wiesz, czekamy ;)

      Usuń
  4. Mieć taką kolekcję notesów? Coś cudownego! Tylko ja nie mogłabym się zdecydować, co w danym notesie zapisywać - i bałabym się, że po prostu je zniszczę swoim niestarannym pismem;)

    Pierwszy raz słyszę o tego rodzaju przesądach...ale temat szalenie ciekawy!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że też tak kiedyś myślałam. prawdę mówiąc, nie tylko o notesach, a o wielu rzeczach. Że powinien być odpowiedni dzień, wyjątkowy, by rozpocząć, że pióro, atrament, że kaligrafia, że wyjście specjalne na tę a nie inną bluzeczkę, że deser zjem dopiero przy zachodzie słońca... a później odkryłam, że każda chwila jest idealna, że każdy bazgroł wyjątkowy, że zabrudzenia, zagięte rogi czy plamy na sukience to ślady życia i że jak będę odkładała wszystko na wyjątkową chwilkę lub zwlekała z podjęciem decyzji, to albo zabraknie mi czasu, albo ktoś te decyzję podejmie za mnie. To oczywiście tak abstrahując nieco od Twojego komentarza, ale naszła mnie refleksja i wspomnienie, gdy czytałam o tym niszczeniu niestarannym pismem :) Bo miałam z tym kiedyś duuuuży problem. A później odkryłam, że istnieje coś takiego - trudnego, ale cennego - jak akceptacja i teraz bazgrolę na kolanie, gdzie popadnie, po pięknych, czerpanych kartkach :P A co! :D A co do przesądu - no właśnie muszę się nieco więcej o nim dowiedzieć - może moja Wi będzie wiedziała, bo ona takie tajemne dziwności zna lepiej :P

      Usuń
  5. Jakoś zdałam sobie sprawę, że od czasów skończenia szkoly bardzo mało piszę ręcznie :D :))) Ale jeżeli chodzi o notesy, zeszyciki to lubie coś tam sobie zapisywać i taki z przed lat z wierszykami, słynne " Złote myśli" i pamiętniki mam zachowane:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, z kim nie rozmawiam, to wspomina właśnie takie zeszyty/notesy :) Ja z kolei piszę dużo. Jakoś inaczej mi się wtedy myśli. Ale wiesz, Ty wytwarzasz ręcznie różne rzeczy - śliczne stoliki kawowe na przykład ;) więc pewnie tę potrzebę manualną zaspokajasz w ten sposób. Dla mnie pisanie jest sensem życia. Ale zabrzmiało. Sprawia, że jestem szczęśliwa :)

      Usuń
  6. Dla mnie epoka notesów, zeszytów, brulionów, dzienników itd. skończyła się jakoś w liceum. Dużą wagę przykładałam do nich...uwaga!... w podstawówce. Pisałam dużo, więc i kochałam zeszyty. Oczywiście musiały być wyjątkowe, z odpowiednimi okładkami itp. ;) Chyba wszystkie przechodzimy ten etap. A potem na to wszystko prozaicznie.. brakuje miejsca. Bardzo jednak mnie cieszy, że są osoby, które nadal robią sobie takie ręczne zapiski, że całkiem nie skomputerowałyśmy się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez pisałam w podstawówce i liceum, ale wtedy te zeszyty były dla mnie terapią. Dzięki nim i temu, co tam zapisywałam, budowałam to, kim jestem teraz w dużej mierze. Pewnie dlatego, kiedy już przyszedł czas na dorosłe decyzje, w moich priorytetach zupełnie świadomie znalazły się notesy-dzienniki :) a pisanie ręczne pozwala mi zebrać myśli, bo rzeczywiście, trzeba mieć czas na to. A z czasem, jak wiadomo, bywa trudno. Ja w zasadzie stale jestem w pracy i wiecznie przy komputerze. Notes i ręczne pisanie to dla mnie azyl. Mój świat, w którym czas zwalnia.

      Usuń
  7. Uwielbiam wszelkiej maści notesy, notesiki i pióra! Tylko ma problem z zapisywaniem, bo... boję się, że nie napiszę ładnie, że nie napiszę mądrze. W efekcie kupuję kolejny zeszyt i odkładam do szafki. Potem wybieram jeden i mam zamiar w nim pisać, zapisuję kilka stron, a potem wydaje mi się, że to nie to. I dokładam, zaczynam kolejny na pamiętnik i tak jakoś to się rozłazi... A marzy mi się taki zeszyt, w którym zapiszę swój dzień, ten zwyczajny i ten pracujący, taki w którym przepiszę wiersz, albo wkleję listek znaleziony na spacerze, albo zachwycę się książką i pierwszym sukcesem w pracy, albo napiszę, że pada deszcz a ja siedzę na mazurskim pomoście i jest mi smutno. Albo, że jestem szczęśliwa i wplotę w to złotą myśl, którą rano znalazłam na fejsbuku, albo nabazgrzę na kolanie to co właśnie myślę... A potem patrzę sobie na swój brulion b5, który wydawał mi się miłością mojego życia, na zapisane kartki i czuję, że to nie to, bo tu nie piszę tak jak sobie wymyśliłam, że piszę równo, ale bez polotu. Więc kupuję notes, który wydaje mi się idealny (tym razem - ciak duo), ale nie zapisuję go, bo przecież mam zaczęty b5....i takie dylematy sprawiają, że życie umyka, a ja niewiele zapisuję. Bo przecież mam zaczęty zeszyt b5 pamiętnikowy, wymyślony kalendarz 5-cio letni, gdzie spisuję pogodę każdego dnia, notes moleskina, w którym zaspisuję adresy internetowe, rozproszone myśli, urywki rzeczywistości i inspiracje do bycia pozytywnym, i kolejny b5, który miał być zeszytem radosnego rozwoju osobistego, ale przecież jest napisany jakoś tak nieładnie, i jeszcze zwykły a5 gdzie zbieram cytaty Osho czy Ruiza. Ah, no i exlibris, w którym zachwycam się książkami...I w tej plątaninie wszystkiego się gubię. I myślę czasem - może zostawić tylko jeden notes, ten najnowszy i pisać w nim....Bo przecież uwielbiam ręczne pisanie, uwielbiam zbierać urywki chwil. Tylko potem wstydzę się do nich zaglądać, ale może i do tego dorosnę, i może wypełni mnie akceptacja? ;)
    Wybacz za rozwlekłe dylematy notesowe, czasem marudzę, szukając podpowiedzi u ludzi, których podziwiam, a Ciebie właśnie podziwiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie porządkuj na siłę swoich notesów i zapisków. Widać, że one lubią, jak jest ich dużo, jak się przeplatają i uzupełniają. Pisz, jak ci ręka podpowiada i nie przejmuj się, ładnie, nieładnie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Dziękuję :)
      Akceptacja to uczucie - klucz w moim chaosie, tak sobie myślę, ćwiczę nad tym, by po prostu było tak jak wychodzi (i przestać się ganić za brak perfekcji), a potem znajdę drogę taką jaka jest mi najlepsza ;)
      Swoją drogą to dzięki Tobie przekonałam się, że notes notesowi nierówny i warto kupić coś droższego, ale dobrej jakości i z dobrym papierem, bardzo Ci za to dziękuję ;)

      Usuń
    3. Cieszę się, że się na coś przydałam. :)

      Usuń
    4. Lina, wiesz, ja kiedyś chyba miałam dość podobnie i z notesami i z książkami. A tak naprawdę z samą sobą trochę, bo to we mnie był właśnie ten brak akceptacji, o którym piszesz a nie w notesach czy książkach, ładnym czy brzydkim charakterze pisma, czy zagiętym rogu :P I też często zaczynam, później zostawiam, wracam, nie jestem zadowolona, później sobie myślę: ale o co Ci, Urszula chodzi, przecież i tak żyjesz w najlepszym momencie istnienia, to jest ten moment! Nie dramatyzuj, tylko się ciesz :) - No to jak już mnie tak to moje wewnętrzne dziecko skarci, to ja uszy po sobie i do przodu :) Bo tak właśnie jest - żyjemy w najlepszej z możliwych rzeczywistości :) Widać Twoje notesy lubią swój pozorny chaos. Taki ich już urok. A kiedy przyjdzie czas, to i ten wymarzony się znajdzie. Tak mi się przynajmniej wydaje :D

      Usuń
    5. Chyba właśnie największa trudność tkwi w samej sobie i akceptacji własnej niedoskonałości (chociaż może to jest doskonałość moja własna?). Może moje wewnętrzne dziecko za bardzo się ogląda na innych porównuje i dlatego tak wszystko wychodzi? Muszę nad nim popracować, by bardziej uwierzyło w siebie ;)))
      Też tak myślę, że kiedyś wyprostuję te wszystkie zeszyty i notesy, i będzie miejsce na nie i będę z nich dumna, już powoli zaczęłam nabierać więcej odwagi i mniej krytycyzmu. Dziękuję Wam pięknie, jesteś super dziewczyny :)

      Usuń