teatr: Zabawy z ogniem

Fot. Studium Aktorskie im. Aleksandra Sewruka w Olsztynie
Jeśli wybierzecie się na „Zabawy z ogniem“ do olsztyńskiego teatru, a zdecydowanie polecam, przygotujcie się na dawkę naprawdę mocnych wrażeń. I nie mam wcale na myśli scen pościgów czy wybuchów, a raczej to, co wydarzy się w was. Uważajcie. Zabawy z ogniem zwykle są niebezpieczne. Warto wiedzieć z czym i czym można się bawić. 

Spektakl, który dziś o 18:00 będzie miał swoją premierę, to mocny w przekazie, wartościowy obraz, a świetna gra młodych aktorów potęguje doznania. Studenci IV roku Studium, dla których jest to spektakl dyplomowy, podjęli się trudnego zadania. Nim opowiem Wam więcej, ważne, byście mieli świadomość, że pod tytułem przedstawienia kryją się właściwie dwie opowieści, poza tytułową jednoaktówką Augusta Strindberga jest jeszcze druga - "Pelikan". Oba teksty poruszają tematy, o których często się milczy, a jeśli już mówi, to zwykle szeptem, aż do chwili, kiedy... Ale nie uprzedzajmy faktów.

Miałam możliwość uczestniczyć wczoraj w trzeciej próbie generalnej i z pokorą muszę przyznać, że ze spektaklu wychodzi się z głową pełną myśli i pytań. A zaczyna się tak...

Ona. Piękna, zrelaksowana. On. Obłędnie w nią wpatrzony. Zalana słońcem plaża, piękny dom gdzieś opodal. Chociaż, jeśli się nad tym zastanowić… nie widzimy przecież tego domu, więc nie wiemy, czy jest rzeczywiście piękny, dowiadujemy się jednak bardzo szybko, że to dom zdecydowanie niewygodny dla tych, którzy tam przebywają, a jednocześnie o wiele za mały, by pomieścić wszystkie emocje w nich ukryte... dom, w którym jest tak nudno, że aż strasznie i w którym unosi się nieprzyjemny swąd zgnilizny. Dom, w którym głównym mieszkańcem nie jest wcale Ojciec, ale brak. Nie, nie… nie zrozumcie mnie źle – nie tyle brak finansowy. Tu czuwa nad wszystkim tatuś. Chodziło mi raczej o brak szacunku, brak miłości, brak wartości. 

I w zasadzie o tym drugim domu, domu Matki z jednoaktówki „Pelikan“, w którym przeszło żyć Gerdzie i Frederickowi można powiedzieć mniej więcej to samo. Dorzuciłabym jeszcze brak ciepła, ciągły głód i kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa.

Ciekawe, że w obu jednoaktówkach splecionych ze sobą w jeden spektakl, brak w pokoleniu najstarszym jednego z rodziców. W przypadku „Zabawy z ogniem“ pojawia się jedynie ojciec Knuta (o którym wiemy, że jest jedynakiem), a w „Pelikanie“ Matka, chociaż… gdyby się nad tym zastanowić, tu nie do końca wiem, jak odpowiedzieć, bo o ile fizycznie istnieje wspomniana Matka i to jej zachowanie wpływało i wpływa na kształtowanie się dzieci oraz sytuacji, to gdybym miała mówić o obecności rodzica, wybrałabym jednak niematerialną obecność ojca. Ale to, zdaję się, temat na zupełnie inny artykuł...

W każdym razie, niech mi wolno będzie zaznaczyć, że w mojej ocenie dobór aktorów do ról jest bardzo udany. I mam tu na myśli również proporcje tych ról. Na scenie czuło się równowagę. Kto w pierwszym przedstawieniu miał okazję się wykazać, ten w drugim został nieco wyciszony, i odwrotnie. 

Ciekawie też było obserwować przemiany aktorów. To jak z dwudziestoletniej, pyskatej, sprytnej dziewczyny Sylwia Krawiec przemienia się w stateczną, dojrzałą kobietę, matkę dwójki dorosłych dzieci. Sylwia nadała postaci Matki charakter i mroczny cień szaleństwa. To wszystko połączone z perfekcyjną dykcją i magnetyzującym spojrzeniem aktorki oraz ogrom emocji na jej twarzy dało pełen napięcia i poruszający obraz postaci przez nią granej. 

To, jak Andrzej Popiel z nieprzewidywalnego malarz z szaleństwem w oku, zmienia się w wyrachowanego, zimnego mężczyznę. Ten pierwszy, czyli Knut, grany fantastycznie zresztą w mojej ocenie, jawi się jako postać niezwykle interesująca… Z jednej strony można o nim myśleć, jak o błaźnie, szalonym artyście, niewydarzonym malarzu, który rości sobie prawo do aktu tworzenie, z drugiej zaś… cóż, jego zachowanie zastanawia, a wraz z rozwojem akcji coraz bardziej intryguje. Z tej postaci emanuje obłęd przemieszany z wyrachowaniem – powiedziałabym, mieszkanka wręcz wybuchowa. Knut w ciele Andrzeja pełen jest dynamizmu! Wciąż w ruchu, stale podekscytowany, niezrównoważony, groźny... 

Jak Katarzyna Jędrychowska w roli Kristiny, jest wyrazista, posągowa wręcz i sprawuje (przynajmniej przez pewien czas) władzę nad sytuacją, gdy tymczasem w drugiej odsłonie, jako Gerda, kurczy się, zapada w sobie, brzydnie… staje się zastraszonym dzieckiem, które nie wie, jak ma dorosnąć, a przecież powinno… to już ten czas… 

Jak Szymon Kołodziejczyk z walczącego z samym sobą i uczuciami, których jednak nie do końca jest pewien, który boi się podjęcia decyzji i konsekwencji, a jednak kusi go pożądanie, może miłość... przemienia się w spokojnie acz stanowczo upominającego, udzielającego rad Pastora.

Z kolei Przemysław Niedzielski w pierwszej jednoaktówce jako Ojciec, niby z rzadka na scenie, niby niewiele mówiący, a jeśli się nad tym zastanowić, przyjrzeć subtelnościom gry Szymona, to może się okazać, że ta postać jest kluczem od całej opowieści, w drugiej wciela się w rolę Fredericka, w mojej ocenie sprawcę akcji. Syna, który poznaje prawdę, który zmusza wszystkich do wykonania ruchu i który, wreszcie, sam podejmuje działanie. 

Zabawy z ogniem niebezpieczne? Nie, nie! Przecież zupełnie nie ma czym się przejmować – no przecież zabawa nie jest niebezpieczna! Przekonajcie się sami… Jest wesoło! Jest frywolnie! Jest dziecko… o, nie, nie – o dziecku może lepiej nie wspominać, przecież i tak mało kto je zapamięta, przecież nawet nie wyszło na scenę. No dobrze, ale jeśli już wspomniałam, to zwróćcie uwagę, że dziecko jednak jest. I to jest już od jakiegoś czasu w świecie Knuta i Kristiny, co może dać podstawę pod przypuszczenie, że i oni ze sobą są już trochę. I zdaje się, że nie do końca, mimo całej palety barw maskujących, udaje im się przykryć pewne symptomy zbliżającej się tragedii, bo to tragedia na ich własne życzenie, ale nie tylko z ich winy. Każdy rodzic też był kiedyś dzieckiem. Wszystko ma swoje przyczyny. 

Fot. Studium Aktorskie im. Aleksandra Sewruka w Olsztynie
***

Premiera: 24.01.2015 r.
Spektakle w styczniu: 25.01, 27.01, 28.01, 29.01, 30.01
Godzina: 18:00

ZABAWY Z OGNIEM według Augusta Strindberga

OBSADA:
Katarzyna Jędrychowska - Kristina / Gerda
Sylwia Krawiec - Adela / Matka
Szymon Kołodziejczyk - Aksel / Pastor
Przemysław Niedzielski - Ojciec / Frederick
Andrzej Popiel - Knut / Aksel

Przekład: Zygmunt Łanowski, Józef Jasielski
Opracowanie tekstu i reżyseria: Andrzej Majczak
Scenografia: Urszula Czernicka
Muzyka: Marcin Rumiński 

Spektakl dyplomowy studentów IV roku Studium Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka

***

Tekst napisany dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur, a znajdziecie go również TU

***

PS Jeśli się wybierzecie, dajcie znać, jakie będą Wasze odczucia?

8 komentarzy:

  1. Czyli polecasz?
    Bo mnie korci żeby się wybrać, ale nie wiem czy się uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam! Zdecydowanie polecam! Z pełnym przekonaniem polecam! Ważny, mądry tekst i do tego świetnie zagrany. Daje do myślenia i porusza.

      Usuń
    2. No mnie zapowiedzi zaintrygowały na tyle, że sięgnęłam po 'Historie małżeńskie' Strindberga i chyba wiem, czego mogę się spodziewać.

      Usuń
  2. W stu procentach zgadzam się z Tobą. Warto poświęcić trochę czasu i wybrać się na to przedstawienie, wzbudza wiele refleksji.

    OdpowiedzUsuń
  3. recenzja pojawiająca się przed premierą? komentarz potwierdzający wartość przedstawienia przed jego premierą? to jest niemoralne i pokazuje, że kto jest zainteresowany teatrem, zobaczy rzecz przed premierą, a potem musi usilnie lansować tę rzecz, żeby ktokolwiek - zainteresowany czy nie - chciał się wybrać do teatru i zapłacić za bilet.

    OdpowiedzUsuń
  4. Emocji nie brakuje, wżerają się w serce i właśnie o nie zapalają zapałkę. Boli. Ale czyż nie po takie emocje przychodzimy do teatru?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że właśnie po takie :) Ta druga część poruszyła mnie bardzo. Sylwia była świetna!

      Usuń
    2. Szczerze do mnie też jakoś bardziej trafiła druga część... chociaż jedna scena z pierwszej części...

      Usuń