między nami: Obsesje czytelnicze Lorelai

Między nami... czyli porozmawiajmy o tym, o czym mamy ochotę! Aż sama nie wierzę, ale tak – to będzie cykl! Nie skaczę od razu na głęboką wodę, wszyscy wiemy, jak u mnie jest z systematycznością, więc nie ustalam ilości postów w miesiącu, ich tematów czy długości tekstów.

Między nami narodziło się za sprawą Lorelai, z którą jakoś przy okazji wdałam się w dyskusję odnośnie zwyczajów i obsesji czytelniczych. Bo, Moi Kochani, muszę Wam wyznać, że jestem pisaczem książkowym. Tak. Robię notatki na książkach! Zdarza się, że DŁUGOPISEM! Tak, stawiam na swoich książkach kubki. Tak, zaginam rogi! Wreszcie to wyznałam! Na SWOICH, czyli takich, które zawsze już będą mieszkały na mojej półeczce, nigdy ich nie oddam, nie odsprzedam. Bo moje książki, są ze mną, w nich zostają ślady moich dni. Są jak dzienniki czytania, a każde zniszczenie dla mnie jest wspomnieniem. MOICH, więc nie tych pożyczonych – o te dbam wręcz obsesyjnie.

Robię to wszystko z moimi książkami i wiecie co, dobrze mi z tym. Z kolei Lorelai jest moją odwrotnością jeśli chodzi o tę kwestię.

***
A nasza rozmowa (nie wywiad) zaczęła się od tego, że Lorelai opowiedziała mi taką oto historię...

Lorelai: Kupiłam kiedyś "Romeo i Julię" na allegro. Używana, mała, w twardej oprawie. Ot, książeczka, ale miałam wtedy jakiegoś świra na punkcie posiadania małego wydania tej własnie książki, wiesz, by zawsze mieć ją w torebce. W każdym razie, udało się! Za kilka złotych kupiłam moją wymarzoną książkę!
Paczka w końcu przyszła, a ja, podekscytowana, otwierałam łapczywie! Wreszcie jest!  Przewracam pierwszą kartkę i co widzę???!!! OŁÓWEK! Ołówek! Wszędzie ołówek! Na każdej stronie! Notatki! Gryzmoły! Sama nie wiem co, bo nawet tego nie czytałam! Taka byłam wściekła! Zawsze sądziłam, że - po pierwsze, jak ktoś coś sprzedaje, to czyści!  - po drugie, jak się coś sprzedaje, to wypadałoby napisać, że książka popisana ołówkiem i wymaga gruntownego czyszczenia, prawda?

Ja: A po trzecie – tak, z perspektywy pisacza książkowego, jakim nie(stety) jestem, to dość osobiste! Nawet, powiedziałabym, intymne, co zostawiam w książkach. W życiu bym nie sprzedała zapisanej przez siebie książki! Ale dobrze, i co było dalej?

Lorelai: No cóż, dalej, to jest jak już gzzz wrrrr i bzzzy mi przeszło, jak doszłam do siebie po wielkiej wściekłości, to wzięłam gumkę i do dzieła! Mazałam, mazałam i mazałam... Ale po co, to ja już nie wiem...
Powiedz mi proszę, po co ktoś pisze ołówkiem w książce? Czy ludzie nie wiedzą, że innym czytającym, to może przeszkadzać!? No dobra, może książkom to nie przeszkadza, bo one są z nami, by żyć naszym życiem. Ale jak ktoś rysuje po całej książce -  strona po stronie - to chyba coś nie halo?!

Ja: A widzisz, bo tu pojawia się elementarne moim zdaniem pytanie – po co i komu dana książka? Bo jeśli owa książka trafia do pisacza jak ja, to owszem zapiszę, wynotuję, pozaginam rogi, popodkreślam. Tak, zniszczę, w potocznym znaczeniu, ale też nie oddam! Nigdy przenigdy! A nawet jeśli pożyczę, to też z pełną świadomością tego, który pożycza, że będzie tę książkę czytał ze mną. To decyzja, którą ktoś podejmuje świadomie. Jeśli chce wejść w mój świat lektury, proszę bardzo. Jeśli nie, powinien pożyczyć od kogoś innego. Jeśli jednak ktoś bazgrze, strona po stronie, a później sprzedaje za parę złotych na allegro, to nie wiem, czy to był odpowiedni czytelnik dla tej książki. To chyba nawet w ogóle nie był czytelnik. Raczej musiał, niż chciał. I może, ale to oczywiście już moja teoria, ta książka po prostu została przez Ciebie uwolniona? Może właśnie dlatego mazałaś tą gumką i mazałaś, niby nie wiedząc po co, ale Twoja dusza czytelnika podświadomie czuła, że powinnaś uratować tę książkę i dać jej nowe życie? A masz jakieś swoje zwyczaje czytelnicze? Bo ja na przykład mam i to całkiem sporo...

Lorelai: Zwyczaje... hmm .. czy ja mam jakieś zwyczaje? Może to, że nie lubię, jak ktoś mi przeszkadza, kiedy czytam? Albo może to ta wieczna walka, kiedy czytam książkę,. Która mnie wciągnęła i z jednej strony chcę ją szybko skończyć, a z drugiej muszę zostawić coś na kolejny dzień, by wydłużyć przyjemność. Chociaż kilkadziesiąt stron.
O a może to, że zawsze przestaję czytać na stronie, która kończy się kropką. Poważnie! Inaczej mam problemy z przypomnieniem sobie wątku!
A, no i kawę piję tylko w filiżance. Często wącham książki... A jak książka mnie nie wciągnie i stale zerkam, ile jeszcze stron do końca rozdziału zostało, to w końcu nie doczytuję. Uważam, że czytanie to przyjemność i nie można się zmuszać, a czytanie na siłę jest najgorszym z możliwych.

Ja: Z tą kropką, to świetne! Widzisz, niby nie wiesz czy masz swoje zwyczaje, a jak się nad tym zastanowić, to całkiem tego sporo. Prawdę mówiąc też mam kilka swoich natręctw czytelniczych... Jeśli zaś chodzi o doczytywanie, to z jednej strony czytam głównie to, co sama wybiorę, więc zwykle dobrze trafiam, ale bywa, że – a przy okazji spotkania autorskiego, wywiadu czy zamówionej do gazety recenzji – muszę przeczytać wnikliwie coś, po co, być może, sama bym nie sięgnęła. Nie zawsze jest to "moja" literatura. I wtedy, wiadomo, doczytać muszę, nawet jeśli nie chcę. Przez te lata nauczyłam się innego podejścia do książek, z którymi mam coś zrobić, że tak powiem. Jeśli na przykład prowadzę spotkanie z autorem, to nawet jeśli mnie dana książka nie przypadła do gustu, to czytam ją zawsze z myślą o tych wszystkich, którzy ją cenią, kochają, którym w jakiś sposób pomogła. Bo przecież na spotkanie przyjdą ci, których ta książka przywołała do siebie, więc staram się z szacunkiem i uwagą wychwytywać te jej elementy, które być może są ważne dla tych właśnie ludzi. Tym sposobem, w wielu książkach znalazłam więcej niezwykłości, niż się po nich spodziewałam. To bardzo ciekawe doświadczenie.

Lorelai: O właśnie! Też nie lubię określania "dobra książka", "zła książka"... Każda książka jest czy może być dobra dla tego który ją czyta. Nie można innym narzucać swojego zdania i szufladkować książki. To, że ktoś nie czyta poezji, czy tzn. mądrych książek, to nie znaczy, że książka, która go interesuje nie jest dobra.

A oto moja rozmówczyni :)
Ja: A powiedz mi, liczysz swoje książki?

Lorelai: Liczyć, nie liczę, ale... jeszcze kiedy mieszkałam z rodzicami każdą książkę podpisywałam ołówkiem. Później zamieszkałam z narzeczonym, ale wciąż każdą nową książkę podpisywałam starym zwyczajem ołówkiem, tyle że z nowym adresem. Mijał czas... kupiliśmy dom. To było jakieś trzy i pół roku temu. Raczej będziemy w nim mieszkać do końca życia - kredyt, sama rozumiesz. I mój mąż postanowił mnie obdarować piękną, okrągłą pieczątką do podpisywania moich książeczek! Co więcej, mój ukochany jest informatykiem z zamiłowania i znalazł mi darmowy program biblioteczny, dzięki któremu w końcu (po prawie roku w prawdzie, ale lepiej późno niż wcale) zabrałam się i wprowadzam wszystkie moje dzieciątka w katalog. Będę tam też wpisywać kto, co i kiedy wypożyczył.

Ja: Powiało grozą... (śmiech)

Lorelai: A tak! (śmiech) Nawet teraz prowadzę papierową czarną listę wypożyczonych książek i jak ktoś za długo nie zwraca mi moich skarbów, to się upominam ;-)

Ja: To mi byś pewnie nie pożyczyła książki (śmiech!), ale, ale... ja przyznałam się do grzechu, to teraz czas na Twoje wyznanie!

Lorelai: Dobrze więc... Kiedyś nie czytałam książek.  A później po prostu się w nich zakochałam. Nie miałam wielu przyjaciół – cóż, jestem osobą, którą albo się lubi, albo się nienawidzi, tak powiedziała mi kiedyś moja przyjaciółka i zgadzam się z tym. Miałam wąskie, ale ważne dla mnie grono przyjaciół. – a książki były mi towarzyszami w podróżach do miejsc, w których nigdy nie byłam, mogłam przeżyć uniesienie miłosne, którego nie przeżywałam wtedy.
Cóż, wciąż mam dość specyficzne poczucie humoru, nie odpowiadam na głupie pytania, a niektórzy tego nie rozumieją, że zawsze jestem po prostu szczera. Bo chyba o to w życiu chodzi, o prawdę.

Wiem, że to uczucie, kiedy kupię książkę i trzymam ją w rękach, to tak, jakbym na nowo zaczynała żyć i już się nie mogę doczekać, kiedy ją przeczytam. Może tu tkwi to moje szaleństwo dbania o książki, bo one jako pierwsze odwzajemniły moją miłość. Zawsze mam wszystko poukładane na półkach! Co więcej, książki stoją w określonych działach i nawet nie znajac tytułu, nie czytając danej pozycji, kiedy odkładam książkę na półkę, to już zawsze będę pamiętać, gdzie ona leży i czy mam w swoich zbiorach dany tytuł. Życie przez życie - to dają mi książki. Dlatego muszę o nie dbać. To mój obowiązek. Oj, trochę popłynęłam...

Ja: Jaki więc być początek tej miłości?

Lorelai: Wydaje mi się, że to było chyba w drugiej klasie podstawówki dodatkowa lektura. "Przygody detektywa Konopki". To była pierwsza ksiażka, którą czytałam po nocach z latarką, pod kołdrą. To ona pokazała mi, że kocham kryminały. Nigdy nie zapomnę tych kilku dni kiedy poczułam się jak moja mama... Bo wiesz, babcia opowiadała kiedyś, że mama czytała po nocach książki, i ja, taka głupia... nie lubiąca czytać, nie będąca wzorową uczennicą, wreszcie byłam, jak moja mądra wszystkowiedząca pani mgr. Nigdy nie zapomnę, że ta właśnie książka sprawiła, że kocham czytanie! Niedawno kupiłam tę książkę i będę ją czytała swoim dzieciom za kilka lat, o ile będą chciały słuchać.

***

A teraz lista pytań... do Was! Nie będzie łatwo... Po pierwsze i najważniejsze, podoba Wam się pomysł na cykl? Mielibyście ochotę ze mną porozmawiać, tak, jak zrobiła to Lorelai, albo poczytać więcej takich rozmów? To jak? Ktoś miałby ochotę zostać przepytany? Na dowolnie wybrany temat. Przecież wszystko jest do ustalenia.

Po drugie... - no właśnie... TEMAT - może wcale nie śpieszno Wam do udzielania odpowiedzi, ale nurtuje Was jakieś ciekawe pytanie, zastanawia zagadnienie, coś zwraca Waszą uwagę? A może chciebyście dowiedzieć się czegoś o mnie/ode mnie? Jeśli tak, piszcie w komentarzach albo na pelenzlew@gmail.com  propozycję tematów.

I wreszcie po trzecie... zdradzicie, jakie macie obsesje czytelnicze? Zaginacie kartki czy może z namaszczeniem przekładacie stronice? Jestem tego bardzo ciekawa!



28 komentarzy:

  1. Ale się to dobrze czytało, hoho! Ja nie jestem pisaczem, ale czasem bardzo żałuję, bo bywają chwile, kiedy brakuje mi później tego odświeżenia dawnego spojrzenia na książki. A bez notatek i podkreśleń - cóż, nie wiemy, co nas ruszyło podczas pierwszej lektury.
    Ja jestem sprawdzaczem. To znaczy - kiedy widzę, że w książce jest jakaś literówka, poprawiam ją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jesteś sprawdzaczem, powiadasz :) Trochę Cię rozumiem, bo czasem też mam taki moment zawahania, że ooo, tu właśnie się coś wkradło, ale jakoś zwykle czytam dalej, jedynie przepełniona satysfakcją, żem w ogóle wychwyciła :P Nie poprawiam, nie zaznaczam - a później mi żal :P Ale to jest świetne małe "dziwactwo" :) Bardzo mi się podoba!

      Usuń
  2. Ja również podzielam zdanie pani powyżej - tekst czyta się bardzo dobrze! :-) przypadkiem do Cienie trafiłam,ale napewno będę częściej zaglądała :-) Twoja nazwa bloga - genialna sprawa 💜

    Myślę,że cykliczne posty to ciekawa sprawa - sama próbowałam :-) póki co skończyło się na trzech.

    Ja osobiście jeśli chodzi o książki to absolutnie nie zaginam rogów, ale notatki długopisem robie zawsze! :-) albo zakreślam markerem ulubione cytaty! :-)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również podzielam zdanie pani powyżej - tekst czyta się bardzo dobrze! :-) przypadkiem do Cienie trafiłam,ale napewno będę częściej zaglądała :-) Twoja nazwa bloga - genialna sprawa 💜

    Myślę,że cykliczne posty to ciekawa sprawa - sama próbowałam :-) póki co skończyło się na trzech.

    Ja osobiście jeśli chodzi o książki to absolutnie nie zaginam rogów, ale notatki długopisem robie zawsze! :-) albo zakreślam markerem ulubione cytaty! :-)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo właśnie! Moja Ty! Czyli jesteś pisaczem - według mej subiektywnej listy dziwnych zachowań... Tak jak ja! Jak dobrze! Bo do tej pory spotkałam jeszcze tylko jednego pisacza. No chyba, że znam więcej, ale się nie przyznają ;) A co do nazwy... nie ma co się oszukiwać... zmywanie naczyń... błędne koło... a u mnie, o ile pozmywane, to i tak w zlewie pełno kotów :P Ale niektórzy sądzą, że chodzi o zlewanie, a nie zlew :P Ale ja przecież niczego nie zlewam?! Ja tylko nie zmywam ;)

      PS Bardzo się ciesze, że tu trafiłaś :) Mam nadzieję, że do przeczytania!

      Usuń
  4. Świetny pomysł na cykl! Zgłaszam się do przepytania, ale termin rezerwuj na kwiecień, jak mi w pracy się poluźni :)
    Aż mi zazgrzytało, jak poczytałam o zaginaniu rogów i pisaniu DŁUGOPISEM, no ukatrupiłabym, jakby mi ktoś tak zrobił. Mam fioła na punkcie dbania o książki. Chętnie je pożyczam, ale osoba pożyczająca wie,że jak nie będzie dbała o mojego Skarbka, to zostanie poddana wymyślnym torturom. Każda moja książka ma zakładkę, by właśnie nie kusiło kogoś zaginanie rogów (brrrr, aż mną trzęsie!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz! A ja mam tak, że owszem, wiem, że jak ktoś tak ma, to ma i szanuję, wtedy dbam, aż obsesyjnie. Ale... kiedy pożyczasz książkę ode mnie, to spokojnie możesz z nią wyruszać w podróż, stawiać na niej kubek, możesz zaznaczać swoje fragmenty - dla odmiany innym kolorem czy coś... może Ci się przez przypadek okładka zagiąć lub podrzeć a nawet możesz rozlać niechcący na nią wodę, kawę, herbatę, wino, co tam się polało... to nic - dopóki tekst jest czytelny, a książka moja, to nic :) Najchętniej wtedy bym dostawiła datę, twoje imię i się cieszyła przez kolejne 10 lat, że tyle się przygód z ta książką wiąże :)

      Usuń
    2. Matko Bosko! W życiu bym czyjejś książki nie pokreśliła ołówkiem ,a co dopiero flamastrem! Nie mogę tego czytać! Profanacja normalnie! :P

      Usuń
    3. Eeee tam, moje możesz, ale innych to rzeczywiście nie radzę :P chyba, że po wyraźnym pozwoleniu :P No flamastry nie są najlepsze, fakt, przebijają :P

      Usuń
  5. O matko! Jak o mnie z tym pisaczem! :D
    A z racji wypadków jakie mi się z książkami zdarzają nie pożyczam, właśnie bojąc się reakcji pożyczającego... ;)
    Wiele książek mi spuchło, bo uwielbiam czytać w wannie, taka moja chwila wytchnienia i czasem książka wykąpie się ze mną... ;)
    Nie używam zakładek - wystarczy, że na głos powiem nr strony na której kończę i zapamiętuję. Mam też w zwyczaju czytać kilak książek na raz - lubię kryminały, ale potem boję się ruszyć z łóżka, żeby zgasić światło, więc dla zatarcia przykrych wspomnień czytam coś lekkiego co znam i lubię. No i jeszcze do jednej rzeczy się przyznam. Są książki które czytam od kilku lat rok w rok, bo kocham, bo to jakbym znajomych odwiedzała i nie umiem sobie tego darować... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo jakie to piękne! A wiesz, ja też mam takie książki, które czytam wiele razy :) I też czytam w wannie, i też, no... zdarzyło się, że książka postanowiła się również wykąpać :P hahahaha A to z czytaniem dla zatarcia strachu po kryminale też czy innej mrocznej opowieści też znam z doświadczenia :D hahahaha, ale mamy wspólnych dziwactw! A myślałam, że tylko ze mnie taki świr ;)

      Usuń
  6. Ula, jakie Ty masz w głowie projekty! bardzo mi się podoba pomysł wywiadów z czytelniczkami... może jak się rozkręci moja strona... o ile się rozkręci... w każdym razie chcę w tym momencie także zaprosić Cię i Twoich fanów do zaglądania na moją stronę http://woleteatr.pl/ Piszę o teatrze, jak nazwa wskazuje, ale nie tylko, bo i o książkach i będzie jeszcze o innych cudach. Oczywiście strona jeszcze nie jest doskonała. I choć na razie gości teatr warszawski na tej stronie, to w niedługim czasie pojawią się też wątki olsztyńskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, to ja "biegnę" czytać! Już mi się, co prawda jakoś tak o ślepka obiło na FB to właśnie "Wole teatr" ale jakoś nie skojarzyłam faktów chyba :P Rozkręcaj, pisz, podsyłaj linki! Będę u Ciebie stałym gościem :D

      Usuń
    2. Ale miło :-))) Dziękuję!

      Usuń
  7. Ranisz moje serce....pisać po książkach... o rany :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooj tam nooo... ale przecież w tym ranieniu jestem odrobinkę urocza, prawda??? :P A poważnie to... nooo wiem, ale tak mam :)

      Usuń
  8. Rozmówczyni jest piękną kobietą, a takie pogaduchy uwielbiam, uwielbiam dowiadywać się o zwyczajach i szajbach innych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że piękna?! Ma w sobie coś takiego Aga, że przyciąga wzrok i skupia uwagę :) A przy tym jak się fajnie z nią rozmawia! :D

      Usuń
  9. Jeśli ktoś pisze po SWOICH książkach, to niech to sobie robi:P Sama używam zakładek indeksujących, jeżeli chcę zaznaczyć jakiś interesujący mnie cytat.
    Chyba też bym się wściekła, gdyby zakupiona książka okazałaby się cała popisana. Dobrze, że tylko ołówkiem;)
    Cykl mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, coś takiego już nie jest fajne, jak ktoś nawet słówkiem nie wspomni o zapisaniu... poza tym, trochę sobie nie wyobrażam, że mogłabym sprzedać książkę, w której są moje notatki! To jakbym sprzedała kawałek swojej duszy! Cieszę się, że cykl przypadł do gustu :D A może masz propozycję na jakiś ciekawy temat?

      Usuń
  10. Rewelacyjny pomysł z tymi rozmowami! :) Dziś kocham książki i dbam o nie, okładam, dotykam... Otaczam się nimi każdego dnia! Jednak pamiętam z dzieciństwa taka zabawę, jak z moimi siostrami wykradałyśmy książki z maminej biblioteczki i wykreślałyśmy literkę "g" z każdego słowa! I tak linijka za linijką, akapit po akapicie, strona za stroną... Ale to był cudowny czas. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahahaha boskie! Nie no, muszę tak kiedyś na jakiejś książce już nie do czytania spróbować :P hahahaha, aż sobie taka mała Olcię wyobraziłam jak perfidnie się zakrada i kreśli :D

      Usuń
  11. Rewelacyjna rozmowa! Dopiero teraz ją przeczytałam do samego końca, bo dotąd brakowało czasu. Pisacz książkowy brzmi ładnie, nawet bardzo... ale trochę się wzdrygam. Ja mam ogromne opory przed naznaczaniem nowych książek. Ze starymi chętnie postępowałabym podobnie - dają mi swoją wiekowością pewną niepisemną zgodę na "używanie" ich. Nowe książki tak pachną, tak świecą bielą.... Te dumnie spięte kartki, smukłe kształty, równiutki pasek tekstu. No za nic nie dałabym rady takiej książki oznakować swoją obecnością. Fakt, niepraktyczne trochę te noszenie notesików i zeszycików, z czasem się zapomina, zaniechuje i zapomina ważne rzeczy. Ach, chciałabym być takim pisaczem z natury! Może kiedyś się od Ciebie nauczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i tu dotykasz ciekawego tematu, bo ja zawsze przy nowych książkach opory, ale właśnie te opory mnie - o dziwo - przekonują bardziej do moich pisakowatych zapędów, bo jakoś tak bliżej mi do książek, które noszą już ślady użytkowania. To chyba z mojej strony skracanie dystansu między mną a książką :) Ale fakt, czas sprzyja bliższemu poznaniu ;)

      Usuń
  12. Ach, świetny temat i przedstawiony w bardzo ciekawej formie! Jak najbardziej, taki pomysł na cykl mi odpowiada. Można by porozmawiać o prowadzeniu blogów książkowych, o własnych próbach pisarskich, o tym, czy więcej się obecnie czyta, czy też pisze... No, z niecierpliwością będę czekać na rozwój tej rubryczki. : ) Pozdrawiam serdecznie!
    PS. Też jestem pisaczem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne tematy! Już sobie wynotowuję :) I bardzo mi bliskie :D Na lutową rozmowę mam już plan (i temat), ale na marzec... chyba wykorzystam któryś z Twoich!
      I proszę, kolejny pisacza :D Fantastycznie :D To już się zbiera powolutku grupka ;)

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak to dobrze, że i Ty jesteś pisaczem :) Dużo kiedyś notowałam na stronach, teraz stawiam często kropki w ważnych miejsach :) Od dawna się zbieram do nagrania swoich "Czytelniczych nawyków". Dawno temu zaprosiła mnie do tagu Bookinistka i jeszcze się z niego nie wywiązałam. Jest tyle odmiennych sposobów obchodzenia się z książkami! Ja raczej nie gloryfikuję swoich egzemplarzy, ale kocham je wszystkie.

    OdpowiedzUsuń