w podróży: Gdańska Afera Kryminalna 2014

Plan był dobry. I los, tak mi się zdawało, sprzyjał... Zamiast trasę przemierzać pociągiem bądź autobusem, jechałam do Gdańska samochodem i to jeszcze w świetnym towarzystwie, co dodatkowo uprzyjemniało podróż. Jechałam raniutko, 7 listopada, bo razem z Małgorzatą, która jest właścicielką Poczty Książkowej (Nie słyszeliście? Nic dziwnego, bo ten portal dopiero startuje, ale wierzcie mi, jeszcze usłyszycie o tej inicjatywie!), bośmy miały do załatwienia parę spraw w Gdańsku. Miałyśmy tam być o 11:00. Najpóźniej. I nawet prawie byśmy były, ale...

No właśnie, nim przejdę dalej, tu nieco się wytłumaczę Małgorzatą, bo zna mnie już dziewczyna trochę, to i wiedzieć powinna, że nie prosi się Urszuli o wpisanie lokalizacji do GPS… oj nie prosi się… bo jak się prosi, to zamiast do celu zamierzonego, dojeżdża się do Pubu Pinezka na obrzeżach Gdańska… 

W każdym razie nasza podróż zakończyła się dobrą godzinę po umówionym czasie, co sprawiło, że wszędzie byłyśmy również dobrą godzinę po, co z kolei zaowocowało moim lekkim niezorganizowanie w czasoprzestrzeni... w każdym razie, kiedyśmy już wszystko pokończyły, co tam miałyśmy pozałatwiać, to Małgorzata (bo dziewczę to kochane) powiedziała, że podwiezie mnie do Pensjonatu Zosieńka (bardzo z resztą urokliwego, jak się okazało – znajdziecie namiary na niego TU), gdzie miałam nocować dzięki uprzejmości fantastycznego Wydawnictwa Oficynka, które to jest współorganizatorem Gdańskiej Afery Kryminalnej. Bo właśnie z tej okazji przede wszystkim odwiedzałam Gdańsk!

Plan (a jak wspomniałam, był dobry) zakładał, że o 16:00 będę w pensjonacie. I to się nawet prawie udało. Później miałam zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyć tramwajem nr 6 ku ul. Opata Rybińskiego 9, gdzie mieści się Filia nr 2 WiBP.

Dokładnie 7 minut po tym, jak auto Małgorzaty ruszyło spod pensjonatu, ja zamykałam za sobą drzwi pokoju, by wyruszyć. Nim doszłam do furtki na podwórzu wiedziała, że nie jest dobrze. Odczułam przejmujący brak. Nie miałam swojego telefonu! Przez moment łudziłam się, że nie wyjęłam go z torby, że jest gdzieś tam, że czeka samotny w moim pokoju w pensjonacie, ale nie… ślad po nim zaginął. Jak przystało na dziecko social media, zrobiło mi się słabo. Oczyma wyobraźni widziałam, jak obcy ktoś wchodzi na moje konto na Facebooku, zmienia mi statusy, komentuje w moim imieniu Wasze wpisy, zdjęcia… jak ZMIENIA MI STATUS ZWIĄZKU! Tak, to był horror! Po pierwszym wstrząsie, postanowiłam się jednak nie poddawać. Trochę mi to zajęło, ale cóż. nie było czasu na rozpacz!

Oczywiście że wszystko miałam w telefonie… oczywiście, że poza swoim, nie znałam żadnego numeru telefonu i oczywiście, że wszystkie adresy i plany spotkań miałam w telefonie. I oczywiście, że pomyślałam: eeee tam, co ja nie dam rady?!

Wiedziałam, że muszę wsiąść do tramwaju nr 6. Znalazłam więc przystanek dzięki uprzejmości kilku osób spotkanych na trasie, nie błądziłam dłużej niż pół godziny ale pewna nie jestem, nie miałam przecież zegarka.

Tramwaj przyjechał. Wsiadłam. Nie byłam pewna, czy jedzie w dobrą stronę. Nie wiedziała też gdzie wysiąć, więc wysiadłam gdziekolwiek. To gdziekolwiek okazało się być wyjątkowo daleko od celu, ale za to spotkałam na trasie przesympatyczną dziewczynę, która tak się przejęła moją opowieścią o poszukiwaniu biblioteki i stracie telefonu, że nie tylko sprawdziła u siebie gdzie, co, kiedy i na dlaczego w kwestii Gdańskiej Afery Kryminalnej (prawda, że afera jak się patrzy?), ale jeszcze zaprowadziła mnie na przystanek, powiedziała w co wsiąść, kiedy wysiąść i pytała ze mną kolejne osoby napotkane na trasie, czy dobrze myślimy z tym obranym kierunkiem. Była moim aniołem stróżem! Nie pamiętam niestety nawet jak miała na imię z tych emocji, ale jeśli to czyta, to chciałabym je (Ci) bardzo podziękować za ratunek i dobre serce!

Tak też, z kilkoma przygodami, o których już nie będę pisała, bo nikt i tak nie dotrwa pewnie do końca tego wpisu) znalazłam się w Bibliotece! W fantastycznej Bibliotece, którą odwiedzałabym chyba codziennie, gdybym mieszkała w Gdańsku! Ekipa, która tam pracuje to bibliotekarze, którzy mają w sercu prawdziwą miłość do książek i tyle pasji i pomysłów, że aż chciałoby się z nimi spotykać i czerpać z ich wiedzy każdego dnia! Przez to całe zamieszenie, kiedy w końcu dotarłam, to okazało się, że nie miałam okazji posłuchać ani Tomasza Białkowskiego, który opowiadał o „Powrozie“ ani Bernadetty Darskiej, która mówiła o kobietach w czarnym kryminale. Nie byłam też na otwarciu wystawy Anny M. Damasiewicz, świetnej graficzki, od której jakiś czas temu otrzymałam niespodziewany prezent – „Brak tchu“ Orwella, do której projektowała okładkę i aromatyczną herbatę!

Za to trafiłam na końcówkę spotkania z Marcinem Wrońskim i bankiecik w bibliotece. Spotkałam masę znajomych, w tym świetną pisarkę Hannę Cygler.

Późnij zaczęło się wszystko powoli układać. Najpierw znalazł się telefon. Okazało się, że postanowił wrócić do Olsztyna beze mnie. Na szczęście był w samochodzie Małgorzaty, która dzwoniła do Bernadetty i Tomasza, by dać mi jakoś znać. Praktyczny zmysł Gosi sprawił, że nikt z moich bliskich się nie martwił, bo dała znać komu trzeba o moich przygodach jeszcze nim o tym pomyślałam nawet. 

Dzięki temu dziecko social media we mnie nieco się uspokoiło. Dostałam nawet telefon zastępczy! A później nastąpiła ta… no wiecie… ta nieoficjalna część pierwszego dnia festiwalu… not aka, co to kończy się gdzieś nad ranem.

I nastał dzień drugi...

Zostałam dowieziona (pewno, żebym się znów nie zgubiła w czasoprzestrzeni) do miejsca wydarzeń, gdzieś dla mnie wszystko zaczęło się od warsztatów kreatywnego pisania z Izą Żukowską. Tę pisarkę zapewne nie jeden z Was kojarzy. I bardzo dobrze, bo nie dość, że przesympatyczna, to jeszcze świetnie poprowadziła zajęcia! Jestem pod wrażeniem i jej i tych, którzy w tych warsztatach uczestniczyli. I zamierzam w najbliższym czasie sięgnąć po „Skazę“, powieść, która niedługo ukaże się na rynku nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Wiele książek tej pisarki znajdziecie również w ofercie Wydawnictwa Oficynka.

Po warsztatach przyszedł czas na spotkania. Najpierw z Piotrem Schmandtem na temat czarnego humoru w cyklu książek Sprawy Ignaza Brauna, później z wspomnianą już Izą Żukowską o tym jak pokazać nieistniejące, czyli o mieście w retrokryminale. A później przyszedł czas na Katarzynę Bondę i Marusza Czubaja. Energetyzujące, zabawne i ciekawe spotkanie, które dzięki świetnemu prowadzeniu Jolanty Świetlikowskiej i osobowościom pisarzy wprowadziło swobodną atmosferę.

Z sali padło mnóstwo pytań do gości, a po oficjalnej części ustawiła się do nich gigantyczna kolejka tych, którzy pragnęli, by otrzymać podpisy w książkach. I ja stałam dzielnie w owej kolejce. A stoją tam nawet nie śniłam, że Katarzyna Bonda może znać mój Pełen Zlew! A jednak! Wyobrażacie sobie chyba moją radość!?

A później zostaliśmy aresztowani… I to przez Garnizon z czasów napoleońskich! I zaprowadzeni siłą do Domu Zarazy. A tam czekało nas kolejne spotkanie autorskie. Tym razem z Markiem Adamkowiczem. Innym słowy… działo się, oj działo!



Wróciłam tego dnia do pensjonatu wyjątkowo późno, bo jak już wspomniałam spotkania po spotkaniach to bardzo ważny punkt festiwalowych atrakcji i przyznaję, że żal mi było opuszczać Gdańsk.

I chyba miastu było troszkę żal, bo spowiło się mgłą szczelnie, mlecznie…
Na dworcu spotkałam jeszcze Bernadettę i Tomasza, którzy wracali tym samym pociągiem, co ja do Olsztyna i tak dochodzimy do końca tej opowieści…


A do Gdańska, do Filii nr 2 i na Aferę na pewno wrócę! Bo ludzie, których tam poznałam mają w sobie mnóstwo dobrej energii!

PS Zdjęcia z Gdańskiej Afery Kryminalnej znajdziecie też na profil bloga (Facebooku/Pełen zlew), o TU

6 komentarzy:

  1. Wow..niesamowicie bogaty w wydarzenia wyjazd. Przygoda :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygoda i to jaka! :) Długo będzie wspominać ten wyjazd :) A w miniony weekend zdążyłam już być w Białowieży i Lublinie :P też w sumie dość literacko, bo śladami bohaterki "Zaklinacza słów" oprowadzała mnie autorka książki i o tym też niedługo na blogu :)

      Usuń
  2. Wpis przeczytałam cały, żeby nie było ;) Przygód można Ci pozazdrościć, spotkań również, nie wnikam co działo się na nieoficjalnej części imprezy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś niesamowita! Jak pisałam, to z przerażeniem stwierdzałam, że tekstu niebezpiecznie przybywa, a tu jeszcze zdjęcia miały dojść... w akcie desperacji zrobiłam kolaże :P A co do imprez po imprezach, głośno nie powiem, ale to zawsze najlepsze chwile festiwalowe :) Oj działo się, działo :D

      Usuń
  3. Nie wiedziałam, że powstała taka inicjatywa. Zazdroszczę takich wrażeń, to musiało być cudowne przeżycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było, przyznaję : To już trzecia edycja, z tego, co wiem, ale jak wiadomo przy takich imprezach trzeba trochę czasu, by się poukładały, wgryzły, rozpromowały. Tak samo jak my, niby drugi rok jest Festiwal do czytania w Olsztynie, a wciąż jesteśmy na starcie :) W każdym razie na pewno w przyszłym roku też będę się stała pojechać na Aferę :)

      Usuń