Labirynt Śniących Książek, Walter Moers

Cień, który rzucasz, nie jest twoim własnym – wyczytał kiedyś w Krwawej Księdza Hildegunsta Rzeźbiarza Mitów, po czym zamknął ją z drżeniem. To było jedno z trzech zdań, które przychodziły mu na myśl w najmniej odpowiednich momentach, a które przez 200 lat, odkąd uratował Krwawą Księgę z płonącego Księgogrodu, zdołał w niej wyczytać. Kolejne dwa nie brzmiały mniej przerażająco… Pewnie dlatego właśnie przez owe dwa stulecia nie był w stanie zgłębić treści księgi… I chociaż zdawało mu się zawsze, że to przymusowe obcowanie z nią przypomina nieco współistnienie z dzikiem, niebezpiecznym zwierzęciem, to właśnie ją zabrał, kiedy po przeczytaniu pewnego listu (a sławni, smoczy pisarze otrzymują listów niezliczenie wiele, więc wyobraźcie sobie, jak wyjątkowy ten właśnie list był, że Rzeźbiarz Mitów mimo nieco większej wagi - nooo, nadwagi - i lekkiego – niech będzie, że jestem miła – rozleniwienia, wyruszył w niebezpieczną podróż!) postanowił udać się do, jak się okazało, odbudowanego po pamiętnym pożarze Księgogrodu! 


Bo list miał post scriptum… A brzmiało ono:  
Król Cieni powrócił. 

I tyle wystarczyło, by Rzeźbiarz Mitów porzucił bezpieczne ciepło i pozorne szczęście Twierdzy Smoków. Bo wiecie, co to Twierdza Smoków prawda? Jak to, nie czytaliście „Miasta Śniących Książek“? Nie wiecie, kim jest Rzeźbiarz Mitów? O nie, nie… jak bardzo Wam zazdroszczę, a jednocześnie… nie, chyba jednak nie zazdroszczę... bo przecież od tej chwili te książki zawładną Waszymi myślami... w takim razie przed Wami podróż! Przygotujcie się do niej dobrze. O ile jesteście na to gotowy. Cóż, muszę wyznać, że nie jest to takie łatwa droga. Czekać na Was będzie wiele niebezpieczeństw.   

Chyba jednak nie ma sensu, byście czytali dalej. Za wiele się dowiecie… może Was ta wiedza tak dalece zaintrygować, że oka nie zmrużycie, że rano nie zjecie śniadania, że spóźnicie się do do pracy, szkoły, na studia… że w Waszym umyśle rozleje się słodka trucizna o niewinnym smaku książkowego ciasteczka cynamonowego… aromacie waniliowej kawy… a świat za oknem wyda się Wam wyblakły… jedynie, o czym będziecie w stanie myśleć, to czytanie… to gargantuiczna wręcz potrzeba zdobycia „Miasta Śniących Książek“. A przecież jeszcze „Labirynt“… Tak, wiem… już to czujecie, już rozlewa się w Waszej krwi ta zaraza pożądania… Nie jest jeszcze za późno. Opamiętajcie się. 

Pomyślcie tylko, co będzie dalej?! Oczywiście, że dalej będzie gorzej, bo przecież nie jedna przed Wami książka, a dwie…  może po prostu przestańcie teraz czytać, zlitujcie się nad sobą. Zaklinam! Przykro mi nawet o Was myśleć. Czekają Was katusze oczekiwania na obie książki, a pragnienie czytania coraz silniejsze! Oszczędźcie ich sobie. Po co to wszystko? Po prostu darujcie sobie tej udręki, wróćcie do swoich teraz już jakoś wyblakłych żyć w prawdzie, światów bez możliwości przeczytania tych niezwykłych powieści, które odmienią Wasze losy… i bez nadziei na rozkosz czytania dalszych losów Rzeźbiarza Mitów po prostu pójdźcie spać. Jest jeszcze dla Was szansa. Jeśli nie spróbujecie, nie wciągnie Was, nie opęta myśli, nie zmusi, by owe książki wymieniać jednym tchem jako ukochane, ulubione, najważniejsze. To jest ta chwila. 

Po prostu wyłącz komputer!  

Pssst, to jak? Poszli sobie? To już jest ten moment, w którym w powieści Moersa zaczynałby się kolejny akapit zdaniem w stylu: No! A teraz wreszcie jesteśmy wśród swoich, moi dzielni przyjaciele!?

I pamiętajcie... "Czarownice stoją zawsze między brzozami."
Tak było napisane w "Krwawej Księdze"...
Bo jeśli tak, jeśli są już wśród Was tylko Ci, którzy czytali „Miasto Śniących Książek“, a wierzę, że wielu z Was czytało, to prawdę mówiąc również możecie nie czytać dalej tej recenzji. Nie ma co tracić czasu na przekonywanie przekonanych, po prostu biegnijcie do księgarń, zamawiajcie przez internet czy szukajcie od kogo pożyczyć (ale prawda jest taka, że to nie opłacalne, o ironio!, bo i tak zapragniecie mieć tę książkę na wyłączność, a to pragnienie w pełni uzasadniono, bo szybko może się okazać, że nakład już wyczerpany, a po co cierpieć?) – tak! „Labirynt Śniących Książek“ już od 24 września w polskich księgarniach! 

I powiem Wam, że poza szokiem wywołanym końcówką książki, w którym wciąż trwam, to wiem jedno, "Labirynt..." to powieść, o jakiej pamięta się przez lata! Dla moli książkowych obowiązkowo! Dla tych, co jeszcze nie wiedzą, że są molami książkowymi też! 

Wydanie, jak przy „Mieście...“, zachwyca. Papier pachnie papierowo, jak powinien, okładka przyciąga grafiką, a gabaryty książki nie dają szans, by nawet pomyśleć, że ma się w dłoniach zwykłą opowieść. Miłośnicy Moersa nie pożałują sięgnięcia po „Labirynt Śniących Książek“. Tego jestem pewna! Ale uważajcie – „Labirynt...“ mimo, że urokliwy, to jednak różny jest od „Miasta...“. Nie popadajcie w rutynę myślenia, a czeka Was przygoda, hmmm, jakby to określić… poznawcza. I niebezpieczna… bo zapowiada… ale, może tego Wam nie zdradzę. 

Tak, najlepiej będzie, jeśli już nic więcej nie powiem. Cisza. Tajemnica. Koniec opowieści… no dobrze, tak w zasadzie, to tu rozpoczyna się historia

I macham Wam tym zdaniem na pożegnanie.



11 komentarzy:

  1. "gargantuiczne" - mam kolejne ukochane słowo :) I tam, książka zapowiada... Bardzo trafna recenzja. Przeczytałam do końca :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gargantuiczny, koincydencja, dekapitacja... mmmmm... jak ja lubię takie słówka... :>

      Usuń
  2. Muszę koniecznie nadrobić pierwszy tom tej historii i zabrać się za ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! ABSOLUTNIE! Tak!!! Bardzo polecam. I sądzę, że Wi z Przeczytaj mnie też będzie zachwalać, aż jej nie starczy tchu :D

      Usuń
  3. Nieee, no jak można tak zachęcać? Ja już się uginam pod stosem nowości, które teraz wydawnictwa przygotowały, a tu jeszcze taki rarytasik...Ech, życia nie starczy, by to przeczytać. Ech...
    A z innej beczki- bardzo fajoski blog, polecił mi go Pan Mariusz Sieniewicz. I dobrze, że go posłuchałam...ech...a miałam już nie dodawać żadnych blogów do listy ulubionych...ech :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, rety jak mi jest miło!!! I za ciepłe słowa i za polecenie Mariusza Sieniewicza! :) Bardzo się cieszę, że do mnie zajrzałaś i mam nadzieję, że będziesz częstym goście. A ja już tez zerkam na Twoje pisanie :D Widzę, że trochę tego masz :) I o jedzeniu i o książkach :D będzie co czytać!

      Usuń
  4. Rok temu czytałam i pokochałam "Miasto...", a na "Labirynt..." już od dawna ostrzę sobie zęby. ;) Ale gdybym nie znała tego autora, po twojej recenzji natychmiast poczułabym "gargantuiczną potrzebę zdobycia" tych książek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie przeczytaj! Ale muszę powiedzieć, że na końcu będzie zaskoczenie... oj będzie... i aż mnie korci, ale nie zdradzę :P Dziękuję za miłe słowa :D

      Usuń
  5. Wiadomo coś o premierze drugiej części Labiryntu? Niczego nie mogę znaleźć.

    OdpowiedzUsuń