Kobiety to męska specjalność, Łukasz Gołębiewski

Charles Bukowski… o, przepraszam, chciałam napisać Cyprian Bykowski poznał w życiu wiele kobiet… i to poznał, wierzcie mi, dogłębnie… Nic mu jednak z tych doświadczeń poza niezachwianą pewnością, że ta wielka, prawdziwa miłość w jego życiu ma na imię Muho i mruczy mu rozkosznie do uszka, gdy ten pieści jej futerko. Bo Muho to kotka. A kobiety dla Bykowskiego, to chwila. Aż do momentu, gdy na drodze naszego pisarza, znawcy alkoholi, konesera ziemskich przyjemności, miłośnika kotów, staje (to chyba jednak zbyt śmiałe określenie) Gabi. 


Brzmi jak początek zwykłego romansu z domieszką erotyki? Nie, nie… poczekajcie. Dopiero się rozkręcam. A właściwie nie ja, a Łukasz Gołębiewski, autor powieści „Kobiety to męska specjalność“, której to głównym bohaterem jest wspomniany wyżej Cyprian Bykowski. Chociaż… jeśli mam być szczera – tego też nie byłabym taka pewna. Ale, o tym później. Tak więc, skoro już przy Bykowskim jesteśmy, to chyba sam siebie przedstawi najlepiej…

„Jestem pisarzem. Średnio utalentowanym i średnio docenianym, ale korzystam, jak mogę, z tej części uwagi, jaką publiczność gotowa jest mi poświęcić. Jestem pisarzem zawodowym. Utrzymuję się z tego na poziomie adekwatnym do talentu – średnim. Niewiele jednak więcej potrafię. Nie mógłbym być urzędnikiem, bo się nudzę w biurze. Nie mógłbym być robotnikiem, bo brakuje mi krzepy fizycznej. Nie mógłbym być politykiem, bo brakuje mi zainteresowania. Nie mógłbym być rolnikiem, bo nie lubię się brudzić i schylać grzbietu. Nie mógłbym być górnikiem, bo mam klaustrofobię. Nie mógłbym być elektrykiem ani hydraulikiem, bo sprawy techniczne mnie przerastają. I jeszcze w wielu innych rolach społecznie pożytecznych nigdy bym się nie odnalazł. Lubię czytać, pisać, podróżować, lubię alkohol, muzykę i moją kotkę. To wcale niemało. W każdym razie wystarcza. Nie lubię niepotrzebnie gadać ani niepotrzebnie pracować. Jestem leniwy, gnuśny i dość narcystyczny. (…) Nie oglądam TV i nie czytam gazet, chyba że piszą o mnie. Nie stoję w kolejkach, nie odbieram listów poleconych, Nie byłem w wojsku, nie oddaję głosów w wyborach, nie kibicuję Legii Warszawa nie odwiedzam agencji towarzyskich, nie gram na giełdzie ani nawet w toto-lotka, nie inwestuję.“


Agnieszka… Barbara… Celina… Dorota…Edyta… Felicja…Gabi… h, i, j, k, l, m, n, o, p, r, s, t, u, w, aż po z. Bykowski opowiada o kobietach, które zwykle na chwilę, czasem na ciut dłużej pojawiły się w jego życiu. A opowieść to raczej smutna, przesiąknięta erotyzmem, czasem wręcz wulgarnością, ale wszystko w wyważonych proporcjach. A owa opowieść odsłania między słowami więcej niż Bykowski by chciał… bo w moim odczuciu tak, jak on opowiada o kobietach, tak one pośrednio opowiadają o nim, o zagubionym chłopcu, który wcale nie jest taki zły za jakiego się uważa, o naiwnym poczuciu kontroli, która w rzeczywistości jest grą pozorów. O upokorzeniu, o pragnieniach, o chłopcu, który  ukryty w ciele mężczyzny, nie chce zostać skrywdzony, więc chowa się jeszcze głębiej niż w sobie… chowa się w kobietach, które odchodzą. Tylko że miłość bywa ślepa. Bo ta powieść jest o miłości właśnie. I wbrew pozorom, o mężczyźnie, a nie o kobietach.   

Bykowski zasłania się przekonaniem, że „pisarz musi zbierać doświadczenia i wciąż doznawać rozczarowań. Bez doświadczeń literatura jest za mało epicka, bez wyobrażeń za mało liryczna. A czytelnik oczekuje pełnokrwistych postaci i wzruszeń.“ Twierdzi, że doświadcza zatem rozczarowań dla dobra literatury… No cóż, osąd tego stwierdzenia pozostawiam już Wam. I bardzo jestem ciekawa Waszego na ów temat zdania. 

W mojej ocenie „Kobiety to męska specjalność“ to powieść o ciekawej konstrukcji, irytującym, a jednocześnie hipnotyzującym głównym bohaterze i mgnieniach kobiet, które mimo ich ulotności zapadają w pamięć. A do tego epilog, który sprawia, że z pozornie zwykłej powieść erotycznej, książka staje się intrygująca i daje do myślenia. 

I jeszcze ten Patyczak... rozmowa telefoniczna z malowaniem mieszkania w tle to jeden z moich ulubionych książkowych dialogów. 

Mam jednak podejrzenia, że nie każdemu ta książka się spodoba, bo to taki typ literatury, który musi trafić albo w odpowiedni czas albo w ręce odpowiedniego czytelnika. Język jest mocny, opisy erotycznych przygód bohatera chwilami bardzo naturalistyczne a i od wulgaryzmów autor nie stroni. 

Moja Kota chyba wyczuła miłość autora do kocin, bo nie mogłam
się jej pozbyć z kadru...

I na koniec wyznanie recenzentki… Czytałam chyba wszystkie powieści tego autora, nie raz miałam przyjemność prowadzić z nim spotkanie autorskie i sporo rozmów w mniej oficjalnych okolicznościach było nam dane odbyć. Innymi słowy, prywatnie znam go, cenię jako świetnego analityka rynku książki oraz specjalistę „od literatury“ i najzwyczajniej w świecie lubię. Zawsze trudno mi pisać o książkach autorstwa osób, które znam, z którymi się przyjaźnie. I wcale nie chodzi o to, że traktuje je łagodniej. Jeśli mam być szczera, to właśnie zdaje mi się, że wręcz przeciwnie. Oczekuję od nich więcej już na starcie. 

Co zaś się tyczy prozy Łukasza Gołębiewskiego to sądzę, że potrafi zaskoczyć. Wśród jego książek, moją ulubioną jest "Krzyk kwezala".    

Kobiety to męska specjalność, Łukasz Gołębiewski, Burda Książki, ISBN 978-83-7778-612-3, s. 239, Warszawa 2014


14 komentarzy:

  1. Mmm smakowita recenzja. A książkę już dawno wypatruję. Przeczytam, na pewno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W to nie wątpię - pamiętam, jak zarzekałaś się już dawno, że tę książkę przeczytasz koniecznie, jak tylko ją dopadniesz w swoje łapki :)

      Usuń
    2. Fragmenciki mi już ktoś czytał :P

      Usuń
    3. Ty nie bądź taka niedyskretna :P

      Usuń
  2. Proza tego autora jeszcze przede mną. Ale mnie kusisz powiem Ci szczerze, bardzo kusisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ciekawa jestem, jak po nią kiedyś sięgniesz, Twojej opinii. Bo to taka proza, według mnie przynajmniej, kontrowersyjna. Ale "Krzyk kwezala" mnie przypadł najbardziej do gustu. To inna od tego, co zwykle pisze ten autor pozycja. Zaskoczył mnie nią wyjątkowo :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Prawda? ;) Też o tym pomyślałam. W kontekście treści książki nabiera nowego znaczenia :P

      Usuń
  4. Bardzo lubię Gołębiewskiego :) I tę książkę na pewno przeczytam :) Już niedługo na moim blogu opinia o "Złam prawo" i "melanżach z Żyletką" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to na pewno przeczytam! A jak opublikujesz, wrzuć mi proszę linka w komentarzu pod tym wpisem, żebym przypadkiem nie zapomniała :) Bo wiadomo, jak bywa z pamięcią - dobra, ale... :)

      Usuń
  5. Nie jestem przekonana do tego tytuły, chyba źle bym się z nim czuła. Raczej nie jest to książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podchodziłam z dość sporym dystansem, ale że już tak dużo jego książek czytałam, wiedziałam, na co się decyduję otwierając tę książkę... Ale jestem przekonana, że to specyficzny rodzaj literatury :)

      Usuń
  6. Witaj,
    w końcu z Instagrama dotarłam na bloga :)
    Nie znam tego autora, ale po tej recenzji bardzo chętnie coś przeczytam, lubię irytujących bohaterów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, instagramowa Deszczowa Mia :) Jak miło Cię widzieć :D to znaczy czytać :P I też masz bloga! Cudownie! Będę zaglądała!

      Usuń