#codzienność: Trzy radości - dzień 1

Kto śledzi profil Pełnego Zlewu na FB wiem, że dziś wymknęłam się z Olsztyna. W zasadzie wymknęliśmy, bo w trasę wyruszyłam z moim D. 


Bez przygód się oczywiście nie obyło, ale wreszcie dojechaliśmy kilka chwil temu do tej, dla mnie odległej choć pięknej, Warszawy. Ale o przygodach opowiem Wam o więcej jutro, ponieważ zamierzam za momencik wyłączyć komputer i udać się gdzieś w okolice brzegów Wisły i w jakiejś urokliwej knajpce napić się białego wina w tę piękną noc. Taki mam właśnie plan, więc sami rozumiecie... 

Ale nim to wszystko, muszę się wywiązać z pewnego zobowiązania… Otóż rano otrzymałam dość zastanawiająca wiadomość, że Karolina żąda ode mnie, bym przez najbliższy tydzień opowiadała Wam każdego dnia o trzech rzeczach/sytuacjach, które sprawiły mi radość. Pomyślałam więc, w zasadzie… dlaczego nie? Mam nadzieję, że wybaczycie mi ów natłok wpisów. Ale jak trzeba, to trzeba…

Dziś więc – a jest to dzień pierwszy – zdecydowanym faworytem w małych radościach było pewne spotkanie w przydrożnym barze… 

Wyobraźcie sobie, że stajecie gdzieś na trasie. Sami nie wiecie dokładnie gdzie, ale tak jesteście głodni, że w sumie wszystko wam już jedno. Skąd się wzięła w waszych głowach ta myśl, że nie ma co zajeżdżać na stację po hot-doga, że właśnie do tego baru, przy tej własnie drodze chcecie. Teraz. Nie wiem. 

W każdym razie, jesteście, rzucacie się do baru, a miły Pan Henryk opowiada, co też ma dobrego w menu. I nagle za Waszymi plecami odzywa się jakiś głos, jakby znajomy: cześć, o kurcze, jaki świat mały! Odwracacie się, a to, moi drodzy Krzysztof Jaworski z zespołu Harlem, który – tak dla odmiany z Warszawy – jedzie do Olsztyna. I w tym właśnie Barze Krokiet w Strzegowie postanowił zjeść rybkę i wypić kawę! 



On nie jest tam pierwszy raz, w przeciwieństwie do Was, i jego już tak nie poruszają (tu uwaga – radość numer 2) wielgachne ryby w barowym akwarium! A ryby są ogromniaste i ślepia mają takie piękne, że aż żal odrywać wzrok! Kiedy jednak nastaje czas na jedzenie rybi urok jakby blednie. Za to cukierek od Krzysztofa przepyszny dodaje smaku dalszej podróży. (Muszę zacząć kolekcjonować „prezenty“ od ciekawych ludzi, których spotykam na swojej drodze… choć ani połowa truskawki, którą oddał mi Graham Masterton ani ów cukierek od Krzyśka by nie przetrwały, więc może to jednak głupi pomysł...).


I wreszcie radość numer 3… ostatnia, ale nie wiem, czy nie najważniejsza! Otóż pod trójeczką kryje się uczucie. Bo, moi Kochani, ja wiem, że dla wielu Olsztyn nie jest taki znów najpiękniejszy, ale dla mnie jest i uwielbiam ten moment, gdy do niego wracam. Kiedy tęsknie i wiem, że chcę z ogromnej i pięknej Warszawy wrócić nie w niedziele późną nocą a właśnie skoro świt do mojego Olsztyna, bo o 11:00 czeka mnie śniadanie blogerów w Parku Centralnym (klik) i już się nie mogę na nie doczekać! A wieczorem, o 17:00 na Stadionie Leśnym koncert zespołu Harlem (klik)

Więc tak, z pełną świadomością wstaniemy w niedziele o bezwstydnie zbyt wczesnej porze i będziemy jechać tych kilka godzin, żeby być w Olsztynie na czas, bo jest do czego wracać. I to jest mój numer trzy, na dziś ostatni, ale nie najmniej ważny. To były moje trzy radości na dziś. 

Nim jednak niedziela i powrót do Olsztyna, to my dopiero z Warszawą się witamy. Na trasie czasem słońce, czasem deszcz, ale zawsze dobre humory. I nawet nie straszne nam warszawskie powitalne komitety. 




Jakoś przecież udało nam się dojechać, a to znaczy, że mamy kolejny powód do radości. A gdybyście chcieli wiedzieć, to z tego miejsce przez kilka najbliższych dni będę do was pisać. Albo z jakiegoś innego, bo w sumie, kto tam wie, co też mi przyjdzie do głowy. Nie przyzwyczajajcie się więc do tego widoku. 

Aha, tak dla mej egoistycznej radości muszę Wam zwrócić uwagę, że ha! pełne zlewy są czasem wszędzie! Powiało grozą? Zobaczcie sami... A dopiero przyjechaliśmy...


A jutro kolejna porcja szczęścia i relacja z dnia w stolicy. A Wy, jakie macie swoje radości z minionego dnia? 



2 komentarze:

  1. Hmmmm bardzo to lubię :) I tęsknię!

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Dziękuję za powitanie! I to "pisemne" i to "na żywo" :) Tak jest fantastycznie wiedzieć, że jesteś :)

    OdpowiedzUsuń