Zaklinacz słów, Shirin Kader

Są książki, które wiją w nas gniazda, a w nich wykluwają się myśli, marzenia i pragnienia, by później słowa ukryte między okładkami mogły opiekować się nimi jak pisklętami i dbać, by dorosły, by w końcu zerwały się do pięknego, pełnego wolności i radości lotu... Taką właśnie książką w mojej ocenie jest „Zaklinacz słów“ Shirin Kader.

I chociaż mam świadomość, że nie każdego zachwyci, co więcej, pewnie znajdą się i tacy, którym będzie przeszkadzał poetycki język, długie frazy czy spowolnienia akcji, snute opowieści o przedmiotach, które dla nas zdają się być tylko czymś z kategorii „codziennego użytku“. W pełni to rozumiem. Zdaje mi się nawet, że znam wyjaśnienie… Bo widzicie, ta powieść, to jest taka książka na odpowiedni czas. Ona sama zdecyduje, kiedy da się Wam przeczytać. I dzięki temu możecie mieć pewność, że jeśli przez ułamek sekundy pomyślicie, zerkając na okładkę, widząc ją kątem oka na księgarnianej witrynie, czy na półce u kogoś znajomego, w bibliotece, albo przez przypadek trafiając na jej recenzję w Internecie… jeśli w jakiejś chwili swojego życia pojawi się na horyzoncie wraz z myślą „hmmm, może bym przeczytała... może bym przeczytał“ to nie wahajcie się. To będzie właśnie ta chwila.

Nie potrafię napisać recenzji tej książki. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Na szczęście nie obiecałam tego żadnemu wydawnictwu ani żadnej gazecie. Nie potrafię, bo po przeczytaniu tej książki, mam ochotę opowiedzieć Wam o sobie, a nie o niej. Pierwszy raz zdarzyło mi się, żeby powieść stała się słuchaczem. Żeby wyzwoliła tak wiele myśli i wspomnień. Żeby sprawi mi tak dużo niespodzianek w realnym życiu, a nie tym czytelniczym. Mam wrażenie, jakbym spotkała Ninę i Gabriela, wędrujących przez miasto w poszukiwaniu historii. I jakbym, dzięki tej książce, stała się jedną z bohaterek, jakbym mogła opowiedzieć o czymś, co od dawna chciało zostać opowiedziane, ale nie potrafiło ze mnie wyjść w odpowiednich słowach.

Ta powieść pojechała ze mną do Wilna
Bo oto muszę Wam wyznać, że z „Zaklinaczem słów“ wiąże się i moja historia. Widać taką już ma w sobie moc, że czaruje rzeczywistość. Nim się poznałyśmy bliżej, książka i ja, tylko ją widywałam, mijałam przypadkiem. Przyznaję jednak, okłada od razu wpadła mi w oko. A i ja się chyba książce spodobałam, bo nie dawała mi spokoju. Tak mnie zahipnotyzowała, że nawet nie starałam się o egzemplarz recenzencki. Po prostu z miejsca kupiłam. Byłyśmy sobie pisane. Tylko tak potrafię to wytłumaczyć.

I zaczęłam wreszcie czytać… rozsnuła się opowieść… nowa, powinna być obca, bo nieznana, a jednak okazała się zaskakująco bliska. Bo przecież „od wczesnego dzieciństwa (i) mój pokój wypełniały książki, zarówno pachnące nowością, jak i stare, sfatygowane przez czas, na zawsze naznaczone śladami dawnych użytkowników. Prowadziły mnie przez magiczny świat słów, z których każde miało swój kolor, swą wewnętrzną melodię, rytm, niepowtarzalność. Najpierw dowiedziałam się, jak smakują. Mełłam w bezzębnych ustach strzępy papieru, a matka wyciągała je, przerażona, że zatruję się farbą drukarską.“ I ja, jak Nina, bohaterka „Zaklinacza słów“ rosłam w opowieściach, które snuł mi nad brzegami wtedy już bagna, kiedyś jeziora w mojej rodzinnej wiosce sąsiad moich rodziców, dziadek mojej Przyjaciółki, mój pierwszy bajarz. Co prawda w niczym nie przypominał powieściowego Gabriela, a i nasze relacje były zdecydowanie inne, ale moc opowieści tego mojego wujka/dziadka z wyboru miała w sobie coś z mocy głosu Gabriela. Dzięki tym opowieściom, dzięki niemu miałam siły, by podnosić się z kolejnych upadków na drodze życia, miałam pasję i poczucie, że chcę wiedzieć więcej, widzieć więcej, że jestem w stanie sobie poradzić w każdej sytuacji.

Czas mijał. Byłam coraz starsza. Dla rówieśników nieco dziwna, a dla siebie samej, o ironio, coraz bliższa. Aż nastał moment decyzji i wyborów. Wybrałam więc upragniony Olsztyn. On zawsze był dla mnie azylem. Przeprowadziłam się i zaczęłam nowe życie. „Moim domem było wtedy miasto, miasto przybierające różne kształty i formy. To nie ja mieszkałam w nim, ale ono we mnie, każdy nowy obraz wdzierał mi się w pamięć, wnikał w umysł tak jak krople deszczu w wysuszoną ziemie.“ Odkrywałam swój mały świat. I tak jak Nina zaczęłam dostrzegać magię codzienności. I też nie raz zastanawiałam się „ilu z nas zastyga bezwiednie na cudzych fotografiach, użyczając siebie jako tła. Utrwalona przez przypadek ręka, głowa, kawałek buta, stopa w pasiastej skarpetce, odwrócona bokiem sylwetka, gest nieopatrznie skradziony właścicielowi – wszystko to niespodziewanie wkracza w obcy świat i zostaje w nim, często wbrew własnej woli. Do ilu mieszkań trafiłam w taki sposób? Ile miejsc udało mi się odwiedzić, w ilu rodzinnych albumach znalazłam dla siebie kąt, będąc anonimowym, niczego nieświadomym przechodniem?“.

Nie opowiem Wam o czym jest „Zaklinacz słów“, bo to książka, której się nie czyta, to książka, którą się czuje. Oczywiście, nie każda strona będzie Was zachwycać, nie wszystkie epizody Was poruszą, nie każdego bohatera będziecie darzyć sympatią. Ale jeśli dacie jej szansę i bez oczekiwań czy roszczeń po prostu pozwolicie ponieść się opowieści, spodoba Wam się, a może nawet zasieje kilka baśniowych ziaren w Waszych codzienności. By rozkwitły.
Książka trochę u mnie przężyła...

Zaprzyjaźniła się bliżej z Nefer... jak widać...
Pojechała ze mną do Wilna, ale miałam tylko kilka porannych chwil,
żeby z nią pobyć
Ale powędrowała ze mną troszkę po wileńskich uliczkach
Byłyśmy też razem w Toruniu


I mieszka oczywiście ze mną, choć w zasadzie we mnie
Znalazłam jej miejsce przy łóżku, żeby mogła czuwać nad moimi snami

Zaklinacz słów, Shirin Kader, Wydawnictwo Lambook, ISBN 978-83-63531-05-9, s. 316, Kraków 2013 
 *Wszystkie cytaty pochodzą z powieści "Zaklinacz słów"

6 komentarzy:

  1. Pięknie o niej napisałaś, mimo że książka może wydawać się trudna w odbiorze, czy nużąca przez te opisy, sprawiałaś, że sama chciałabym ją przeczytać, myślę, że gdy tylko zobaczę ją w bibliotece, zabiorę ze sobą, a okładka rzeczywiście niesamowita :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym elementem nużenia to chyba zależy też od owego czasu i nastawienia. Mnie się te spowalniacze bardzo podobały, bo sama trochę tak właśnie żyję zapatrzona w historie, które kryją się w szczegółach. To raczej mnie pociąga niż zniechęca, a w "Zaklinaczu" wszystko jest opisane przepięknie, zdaniami, których się już nie spotyka za często. Właśnie chyba za to cenię tę autorkę najbardziej, że odważyła się napisać coś, co tak odbiega od współczesnego postrzegania prozy w Polsce. Kiedy wielu dąży do maksymalnego uproszczenia, do skrótów myślowych, do szybkiej narracji, ona snuje opowieść. To mi się podoba :) Ma w sobie coś z dawnego bajania :)

      Usuń
  2. To prawda! Coraz bardziej brak mi tego bajania a bezpośredniość wchodzi nam z buciorami na strony książek. Wolę niedopowiedzenia, snucie opowieści, kluczenie między myślami, błądzenie i zapętlenie we wnioskach... mogłabym tak do białego rana!
    Pozdrawiam serdecznie, Urszulko!
    Alicja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak bardzo kocham... I nie wiem, czy wiesz, ale zdjęcie tej książki na stolikach jest moim ulubionym :)

    OdpowiedzUsuń
  4. znalałam kiedyś opis książki w internecie... i nawet nie wiem czemu tygodniami nie mogłam wyrzucić jej z głowy. Wielka więc była moja radość, gdy znalazłam ją w torebce pod tegoroczną choinką. Już okładka wprawiła mnie w zachwyt... Nie przeczytałam jej od razu. Leżała dwa dni w torebce nieruszona... Jak napisałaś trzeba wyczuć moment. Pewnego wieczoru po prostu wzięłam ją do ręki. I nie wypuściłam aż do rana. Czytałam, aż słońce powiedziało mi, że już ranek. Przyznaje dziwna była to noc... Odczuwałam lodowatwe zimno i myślałam, żę moje serce nie wytrzyma. Na przemian czułam szczęscie, wielki smutek, ekscytację... Ta książka w dziwny sposób wwierciła się w sam środek mojej duszy. Przez moment miałam ochotę wybiec, by schronić się w czyiś ciepłych ramionach. Po przeczytaniu chciałam jechać do Lublina by porozmawiać z autorką. Do tej pory nie wiem jak ktoś może za pomoca historii wywołać w człowieku takie emocje... Do tej pory jestem pod niezwykłym wrażeniem tej książki. I po przeczytaniu jej nieustannie myślę o przyszłości, o swoim życiu i dokąd ono zmierza. Juź kończę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej!
    Zbieram się do przeczytania tej książki, zachęciłaś ;) i wciągnęła mnie Twoja historia - te najprostsze opowieści, relacje ze swoich dni, nocy i wyborów czasami przypominają baśnie. I chciałabym poznać Twojego Bajarza :)

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie: taknamarginesie.wordpress.com
    Zajawka

    OdpowiedzUsuń