w podróży: Tajemnica Siódmego Nieba w pewnym elbląskim hotelu

Pokoje hotelowe… Nie ważne, czy eleganckie czy obskurne, zawsze kryją w sobie jakieś tajemnice. Hotele, niech to słowo wybrzmi w Waszych uszach… przystanki na trasie, łóżka na jedną noc, ściany pełne tęsknoty, myśli krążących wokół celu podróży lub sny o powrocie do odległego domu. Albo euforia, miłość, ekscytacja, pożądanie, które towarzyszą podróżom poślubnym, romantycznym a może i zakazanym weekendom we dwoje… czy ciepło i radość rodzinnych jasnych wycieczek wakacyjnych… Hotele… korytarze, sale jadalne, wypełnione obcymi, a pod jednym dachem, bliskimi na tych kilka chwil wspólnym adresem ludźmi.


Hotel pod Lwem od początku dopominał się uwagi. Gdy tylko zobaczyłam jego nazwę w mailu informującym o rezerwacji, wiedziałam już. W dobie Internetu szybko sprawdziłam z jakiego okresu pochodzi zabytkowa kamienica, w której miałam spędzić jedną lipcową noc. Na stronie hotelu łatwo było znaleźć, kto był właścicielem kamienicy i że nazwa hotelu pochodzi od rzeźby, która znajduje się na szczycie budynku. To wspomnienie po rekonstrukcji sprzed drugiej wojny światowej. Podobno kamienica nr 10, w której miałam nocować, istniała już w XIII wieku i zbudowano ją w stylu gotyckim, by w 1585 roku przebudować w stylu renesansowym, na zamówienie członka Kompanii Wschodnio-Indyjskiej Aleksandra Niesebetha, z pochodzenia Szkota.  To właśnie ów szkocki charakter podkreślono umieszczając w szczycie budynku lwa, herbową figurę Szkocji. Mogłabym snuć tak jeszcze długo opowieść o jej losach, bo przecież przez tyle wieków wiele się wydarzyło i pewnie o tym właśnie byłby cały ten tekst, gdyby nie śniadanie.


Otóż po nocy spędzonej w Elblągu, podczas której zamiast spać, wędrowałyśmy z moją towarzyszką podróży, Wiktorią, uliczkami miasta i zachwycałyśmy się każdym szczegółem, przyszedł czas na śniadanie. Zeszłyśmy więc, pełne emocji po nocnym zwiedzaniu, bo takich niezwykłości dawno żadna z nas nie widziała, a wciąż jeszcze tliła się w nas ciekawość, co też kryje w sobie za historię szyld na pięknym budynku z napisem Nasza Podświadomość. Autorska sprzedaż książek. Miałyśmy w planach odwiedzić to miejsce za dnia. Ale… to zupełnie inna historia, o której kiedyś też Wam opowiem. Nim więc gdziekolwiek miałyśmy ruszyć tego dnia, czekało nas hotelowe śniadanie. A że po nocnych wędrówkach naszła nas i lwia refleksja, postanowiłyśmy zapytać, nieświadome tego, co owo pytanie wywoła, o lwa w Elblągu właśnie…

I oto pani, która rozstawiała talerze i filiżanki rozsnuła nam opowieść… że w hotelu, w którym jesteśmy, jest pewien pokój… mówią o nim Siódme Niebo. I że w tym pokoju raz do roku mieszka Marie–Luise Salden, córka Rudolfa Salden, którego rodzice, Paul oraz Ida Salewscy z kolei prowadzili przez lata w tym budynku sklep z towarami kolonialnymi, winem, delikatesami, dziczyzną… Podczas II wojny światowej Rudolf Salden, dawniej Salewski, bo rodzina zmieniła nazwisko, był oficerem w marynarce wojennej, a pod koniec wojny został zmuszony wraz z rodziną do wyjazdu do Niemiec. Jednak zarówno on, jak i jego żona, a także urodzona jeszcze w Elblągu córka Mari–Luise byli bardzo związani z miastem i często do niego wracali.

No właśnie… Marie–Luise… została artystką, specjalizującą się w barwnym drzeworycie. Miała nawet w lipcu 2008 r wystawę swoich obrazów wykonanych w tej technice w Galerii EL. A jedna z jej prac wisi w recepcji hotelu. To właśnie od niej ta historia się zaczęła, ponieważ Mari-Luise, gdy odwiedza Hotel pod Lwem nocuje w Siódmym Niebie. Tak mówią pracownicy hotelu o niezwykłym pokój na poddaszu kamienicy, przestrzennym i soczyście zielonym. Jeśli wierzyć słowom pracowników, ten pokój w ciągu roku jest wynajmowany, ale potomkini dawnych właścicieli kamienicy ma prawo nieodpłatnie z niego korzystać, gdy przyjeżdża do Elbląga.





Zafascynowane to historią tuż po śniadaniu pobiegłyśmy do recepcji spytać o Siódme Niebo. Cicho marzyłyśmy, że istnieje i że nie jest teraz zajęte… że będzie nam wolno zobaczyć ten pokój i zrobić kilka zdjęć. Pani recepcjonistka była bardzo zdziwiona naszym pytaniem, ale poprosiła, byśmy poczekały i po chwili wróciła do nas z miłą młoda kobietą w ślicznej niebieskiej sukieneczce, która nie tylko opowiedziała o hotelu, o Siódmym Niebie i niezwykłości miejsca, w którym miałyśmy przyjemność nocować, ale też zaprowadziła nas do pokoju na poddaszu. Dzięki temu, będąc w Elblągu, udało nam się odnaleźć również Siódme Niebo.

Elbląg odwiedziłam dzięki zaproszeniu Centrum Spotkań Europejskich Światowid w ramach projektu Mediakacje, czyli wakacje z mediami.

Tekst napisany dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur i znajdziecie go również TU

4 komentarze:

  1. "pokoje hotelowe - to.... przystanki na trasie, łóżka na jedną noc, ściany pełne tęsknoty, myśli krążących wokół celu podróży lub sny o powrocie do odległego domu" - CUDNE!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach... tak jakbym przeżyła to jeszcze raz. Pięknie to napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się dużo bardziej podoba, jak Ty opisałaś spotkanie z elbląskim czarnoksiężnikiem! Aż mi żal, że nie usłyszałam chrobotania :( Może i mnie by się udało zobaczyć choć skrawek jego płaszcza :)

      Usuń