#codzienność: Olsztyńskie podwórka

Zaczęło się od tego, że dostałam maila od Czytelniczki... I ten mail mnie zainspirował, żeby opowiedzieć Wam o tym, dlaczego Olsztyn kocham miłością wybraną. Może stąd to moje nim zafascynowanie, że jest decyzją, jest spełnionym marzeniem i wynikiem konsekwentnego dążenia do celu. Bo tak, to był mój cel: mieszkać tu. Nie w Warszawie, nie w Londynie, nie na Wyspach Kanaryjskich, ale tu. W Olsztynie. Wybrałam to miasto tak jak, a ono najwyraźniej wybrało mnie.

Kiedy pierwszy raz zostałam z nim sam na sam, bałam się strasznie. Jeszcze nic nie było przesądzone. To był ten delikatny, drażliwy czas początku. Bywało różnie, ale kiedy było mi naprawdę źle, zawsze miałam olsztyńskie podwórka. Bo to właśnie urzekło mnie w tamtym czasie najbardziej i wciąż zachwyca...


Ten moment, ułamek sekundy, kiedy nagle trafia się do innego świat, do innego czasu. Olsztyn dla mnie zawsze był wielkim miastem. Możecie się śmiać. Rozumiem to. Dla kogoś, kto ma na co dzień kino, teatr, centra handlowe, restauracje i kawiarenki to pewnie nic szczególnego. Ale gdy ma się tych naście lat, a dotychczasowe życie kręci się wokół malutkich spraw w maleńkiej wioseczce, to tak, Olsztyn to wielkie miasto i wielkie możliwości. Niczego oczywiście wioseczkom nie ujmując, a wręcz przeciwnie, wychwalając. Z takiej wioseczki pochodzę i do takiej też tęsknie. Do poranków bez samochodów, do śniadań na trawie, do zapachu zieleni.




Ale Olsztyn połączył dla mnie dwie wspaniałości, bo ma w sobie mieszankę wielkomiejskości ciekawie splecioną z dozą prowincjonalnego wytchnienia. Jeśli chcesz, możesz się tu zgubić i odkrywać tajemnice miejskie, a jeśli zechcesz, możesz się tu odnaleźć. To miasto na to pozwoli, nie będzie się narzucało. Po prostu trzeba je dostrzec. Zaprzyjaźnić się. Spróbować zrozumieć.

W tamtym czasie, sama już nie wiem, jakieś 11 lat temu, kiedy było mi źle, bo przecież czasem bywa człowiekowi tak źle, że aż się chce płakać, wymykałam się na podwórka. Nie swoje oczywiście, bo skąd miałabym mieć swoje podwórko, kiedy nawet kawałka podłogi nie miałam. Wymykałam się na miejskie podwórka. Błądziłam po nich, zakradałam się, podglądałam. Do tej pory mi zostało to węszenie.

Zachwycał mnie ten moment, kiedy w jednej sekundzie znajduję się w tym innym, starym świecie. Gdzie ludzie suszą na sznurach pranie, obsadzają kwiaty, gdzie dzieci wciąż bawią się na trzepakach. W kamienicach, które mają dwa wejścia, te drugie, te od podwórka były zawsze bardziej magiczne. Tam, za nimi, zachował się inny świat. I wciąż jeszcze, kiedy mam ochotę na odrobinę magii, wymykam się w boczne uliczki przy Mickiewicza, przy Dąbrowszczaków, przy Warmińskiej… i wchodzę w świat olsztyńskich podwórek. Tam wciąż spotkacie introligatorów, szklarzy, tam wciąż barwnie jest od kwiatów, zielono od bluszczu i czas nieco wolniej płynie. W oknach siedzą starsi ludzie, pranie powiewa na wietrze i tylko jakby samochodów więcej. Psują widok i wołają o uwagę dla rzeczywistości. Taki już los. Trzeba się pogodzić. Przeszłość z teraźniejszością jakoś potrafią się dogadać. Mówcie co chcecie, jak dla mnie dobrze, że są te wszystkie olsztyńskie podwórka.







Tekst napisany dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur i znajdziecie go również TU

7 komentarzy:

  1. Jaki inspirujący post ;) A piąte zdjęcie jest po prostu śliczne! Z przyjemnością czytam takie relacje mieszkańców przepełnione sympatią do swojej małej ojczyzny. :) Sama też na swój sposób lubię moje rodzinne miasto (czyli Gdańsk), częściej jednak na nie narzekam, niż chwalę. Wiem, wiem, obiecuję poprawę w tej kwestii. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w Gdańsku kiedyś, zdaje się, całe trzy razy :) Raz, jeszcze w liceum. Raz na studiach, tak "przy okazji" i raz kiedy zaczęłam pracę w księgarni. Tym ostatnim razem miałam najwięcej przygód, bo też i czasu było więcej, żeby pobłądzić. To śliczne miasto. Ma w sobie wiele uroku :) A masz jakieś ulubione miejsce w Gdańsku?

      Usuń
    2. Park im. Jana Pawła II, chodzę tam od małego. :) W tym miejscu uczyłam się jeździć na rowerze.

      Usuń
  2. Przeczytałam, zobaczyłam, zrozumiałam, dziękuję, chowam głowę w pełen zlew. To urawalo moj dzien. Pozdrawiam ! Ela Mierzynska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dziękuję za pomysł i inspirację! Świetnie się bawiłam, kiedy wędrowałam po moim Olsztynie z aparatem, żeby zrobić zdjęcia do wpisu!

      Usuń
  3. I jeszcze raz dziękuję. Zdjęcia jak nie stąd!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że miasto w mieście? Czy może raczej mały świat w mieście :) Zupełnie inny, a dwa kroki dalej!

      Usuń