#codzienność: Miejsce bez czasu

Dwa lata temu trafiłam do miejsca bez czasu. Takiego, które wymyka się tykaniu zegara, ale robi to tak łagodnie, że czas nie ma mu tego za złe. Trafiłam tam, tak mi się zdaje, bo tego bardzo potrzebowałam. Widać to jedno z tych miejsc, które woła zagubione dusze, by je uleczyć, ukoić, wyciszyć. W jednej chwili przyjęłam to miejsce za swoje. Choć może raczej to ono mnie przyjęło. Wtedy miałam kilka dni, by stać się częścią pewnej historii. W tym roku miałam tylko kilka godzin. Ale to bez znaczenia na jak długo. Tam się po prostu jest. To wystarcza do pełni szczęścia. Jeśli tylko kiedyś tam zawitacie, przekonacie się dlaczego.


A więc tak, pierwszy raz odwiedziłam Wiatrak dwa lata temu i od tamtej pory, gdy przychodzi lato, myślę tylko o tym, by tam wrócić. W zasadzie myślę o tym dużo częściej i nie tylko latem. Piszę Wiatrak, bo tak właśnie mówimy, my wszyscy, którzy tam choć raz byliśmy. A być tam, to znaczy na nowo zacząć oddychać, to znaczy poczuć przestrzeń wokół i ciszę w sobie. To znaczy słuchać, rozmawiać, siedzieć przy ognisku, kąpać się w lodowatej wodzie, pod prowizorycznym prysznicem pośród brzóz. To znaczy być mile widzianym. Możesz przyjechać na dłużej, rozbić namiot, zostać na noc. Możesz być tam tylko kilka chwil. I tak będziesz chciał wrócić.



Gdzieś za Giżyckiem, w okolicy Wydmin, w Grądzkich, w centrum Mazur, nad jeziorem Gawlik stoi ten XIX-wieczny wiatrak holenderski. Wokół pola, stawy, nad nim ogrom nieba nocą mlecznego gwiazdami. Niedaleko gospodarstwo. Zwierzęta i zapach traw. To wbrew pozorom nie jest aż tak daleko. Gdziekolwiek jesteś, przekonasz się, to całkiem blisko.


Raz do roku to miejsce wypełnia się ludźmi z różnych stron Polski, czasem i zza granicy. Raz do roku Wiatrak staje się sceną, z której niesie się po polach muzyka. Niedawno, bo 19 lipca czarowały swoimi głosami Dzidka Muzolf i Basia Stępniak-Wilk, a przy fortepianie zasiedli Paweł Pierzchała i Jasiek Kusek.



Tak, przyznaję, trzeba było kupić bilet. Ale nawet on jest magiczny, bo gdzie indziej zamiast biletu dostaniesz słoik miodu z pasieki gospodarzy?


No właśnie, gospodarze, bo to przecież oni tworzą magię tego miejsca. Ona, Kasia, maluje i pisze ikony. Maluje tak, że kiedy patrzę na jej obrazy, układają się w mojej głowie opowieści. Mam już od dwóch lat ukryte głęboko na dnie szuflady opowiadania zainspirowane jej pracami, bo wciąż mieszkają w moich myślach. On, Zyga, kompozytor. A wokół nich niezwykły świat. Niby malutki, a jednak taki wielki!

Jeden z moich ulubionych Kasinych obrazów
Koncerty zaczynają się o 20.00. Przyjeżdżają i ci z daleka i ci z bliska. Każdy znajduje sobie miejsce – w wiatraku, przy ogniskach, na kocach, na drewnianych ławkach… gdzie dusza zapragnie. I słucha się, rozmawia, piecze się kiełbaski, chleb, cukinię… co kto woli nad ogniem, patrzy się w niebo, które skłania się ku zachodowi, spaceruje się. A im ciemniej, tym wyraźniej rysuje się droga ozłocona światełkami specjalnie na ten wieczór.





Wśród tych, którzy uczestniczą w Wietrznych Spotkaniach z Poezją są też Domownicy. To ci, którzy przyjeżdżają wcześniej lub zostają dłużej, którzy pomagają, dbają. I oni mają ten przywilej dostępu do Domu. A Dom jest niezwykły. Skrzypi drewniana podłoga. Na stole pod oknem w dzbanie stoją polne kwiaty. Piec kaflowy ugina się od różności na sobie, którym daje schronienie. Są tam instrumenty i mnóstwo unoszącej się w powietrzu magii.




Jeśli kiedyś ktoś z Was zapragnie wymknąć się światu i złapać głęboki oddech, niech odwiedzi Wiatrak i przyjedzie na Wietrzne Spotkania z Poezją. 

Znajdziecie tu jeszcze kilka zdjęć, takich po mojemu ważnych, takich, które zapisały to, za czym tęsknie przez cały rok. A nieco inne i nieco więcej znajdziecie TU.








Tekst napisany z potrzeby serca dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur i znajdziecie go również TU.

Uzupełnienie... Wiatrak Wiatrakiem, ale była jeszcze droga, bo tak się składa, że z Olsztyna do Grądzkich trochę przejechać trzeba, a jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, stąd jeśli macie ochotę, zerknijcie na relację z trasy Hannah z Gabinetu osobliwości i na Bajkę o Wiatraku Wiktorii z Przeczytaj mnie 

4 komentarze:

  1. Kusisz pięknym opisem i tajemniczymi zdjęciami:)
    Bardzo podoba i się Twój styl bycia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tam jest najpiękniej na świcie! :) Chociaż czasem, muszę przyznać, mam taką małą obawę, że może ten mój entuzjazm trochę szkodzi, bo co jeśli ja się tak zachwycam, a ktoś pojedzie i zamiast cudów i wianków zobaczy patyki i zwykłe pole z ruiną na środku? :P Dziękuję za miłe słowo i za komentarz, w zasadzie za kilka już, bo prawdę mówiąc, do blogowania wróciłam po długiej przerwie i to mnie tak cieszy i motywuje, jak ktoś zostawi ślad. To wcale nie jest takie proste wrócić. Niby już rok minął odkąd reaktywowałam moje pisanie, ale wciąż czuję taki... niepokój? Nie wiem, jak to nazwać :)

      Usuń
  2. Gdy przeczytałam wiatrak-znaczy Olsztynek/Skansen. Jednak widoki nie te. Widać, że to musi być magiczne miejsce :) Postaram się tam pojawić w najbliższym czasie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stary Holender od Olsztynka daleko, ale przyznam, że kiedy pierwszy raz usłyszałam o nim, tez się zdziwiłam, że nie o Skansen chodzi :) Dla mnie to takie miejsce, które mnie zaczarowało. Na tę jedną noc w roku czekam z utęsknieniem, trochę tak jak dawniej na piską Noc Świętojańską (bo pochodzę z Pisza, w zasadzie z Maldanina pod Piszem i to taka moja magia dzieciństwa).

      Usuń