wywiad: Graham Masterton (w zasadzie 1/2 wywiadu)

Zmutowana truskawka atakuje! Bo jaka inna mogłaby być truskawka od Grahama Mastertona, jeśli nie zmutowana i przerażająca?! PS No dobra, to po prostu moje ulubione zdjęcie z tym pisarzem. Nie wnikajcie w szczegóły...
Graham Masterton nie pierwszy raz odwiedził Polskę, za to pierwszy raz przyjechał do Olsztyna. Co prawda - dla bardziej wtajemniczonych nie będzie to zaskoczenie - spore wrażenie zrobił na nim nasz Dworzec Zachodni - to poza tym inspirującym miejscem odwiedził jeszcze kilka w całkiem innym klimacie. A podczas swojego pobytu dwa wieczory spędził w towarzystwie Wiktorii z Przeczytaj mnie oraz moim. Cóż, nie co dzień mistrz horroru oddaje Ci swoją truskaweczkę z deseru (właściwie pół, bo druga połowa należy do Przeczytaj mnie) i nie co dzień ma się okazję pokazywać Olsztyn pisarzowi, który skradł serca i sny milionom na świecie. A przy okazji tego spotkania poznałam również niesamowicie pozytywną i otwartą dziewczynę, Agatę, z Wydawnictwa Rebis, która nie tylko służyła pomocą, ale sprawiała, że co kilka chwil wybuchały salwy śmiechu przy naszym stoliku. To była ogromna przyjemność spędzać czas w jej towarzystwie. 

Po owych dwóch wieczorach muszę przyznać, że tak, zdecydowanie to prawda – Masterton uwielbia polską kuchnię (kaczka królowała na stole każdego wieczoru). I tak, jest absolutnie przezabawny, niezwykle sympatyczny, ale też czujny i nieco… jakby określić ów zachowanie… wredno-śmieszny, co nie jest w żadnym razie zarzutem, a raczej dodaje uroku. Aha, i uważa, że lody waniliowe są nudne. Ja też tak uważam. Przepraszam wielbicieli lodów waniliowych. Kiedy więc przyszło do zadawania pytań, nie mogłyśmy z Wiktorią nie spytać czy... 

Wiktoria i ja podczas wywiadu z Grahamem Mastertonem
w olsztyńskiej restauracji Skarbiec, pod Wysoką Bramą
.

Kiedy piszesz, dużo jesz?
Nie. Raczej nie. Zwykle mam przy sobie jakiś jogurt albo jagody czy kanapkę. Robię sobie przerwę na szybki lunch i zazwyczaj ograniczam się przy pisaniu do herbaty i kawy.  No tak, ale i tu – jeśli chodzi o kawę, to jest to tylko jedna kawa. Mocna, poranna kawa.

Co lubisz jeść i dlaczego śledzie? A co jest dla ciebie obrzydliwe? Czy jest coś, czego byś  nie zjadł?
Z polskiej kuchni najbardziej obrzydliwa jest golonka. Ten tłuszcz. Okropne. Bardzo lubię mięso. I włoską kuchnię też. I uwielbiam gotować!

O! A jakie jest twoje mistrzowskie danie?
Moja specjalność to diabelskie curry. Nie z powodu nazwy – po prostu bardzo lubię jego smak.

Gotujesz, piszesz, rysujesz… Jak wygląda Twój plan dnia pracy?
Hmm… Wstaję wcześnie rano. Zawsze piję wspomnianą małą filiżankę bardzo mocnej kawy. Często zaczynam od odpowiedzi na Facebooku ludziom, którzy do mnie piszą.

Czyli tam po drugiej stronie łączy to Ty jesteś a nie żaden agent czy wynajęty marketingowiec?
(Hahaha) Tak, to ja jestem. Osobiście prowadzę swój prywatny i oficjalny profili. Uważam, że nie jest to żaden problem, by każdego dnia spędzić trochę czasu z czytelnikami. To przecież o nich chodzi w tym całym pisaniu.

Masz ulubione miejsce do pracy? W jakiś specjalny sposób stwarzasz przestrzeń wokół siebie?
(Hahaha) Od razu zaznaczam, nie piszę na stojąco. A poważnie, to czy ja wiem. Krzesło bywa pomocne. (Hahaha) Chyba przede wszystkim nie może być zbyt wygodne, żebym nie zasnął. Mam ulubiony pokój w domu, przyznaję. Mam tam książki i uwielbiam spędzać tam czas, ale nie lubię tam pracować. Nie idzie mi tam pisanie. I zdecydowanie wolę pracować w małych pomieszczeniach. Mam taki pokoik. Lubię też pisać przy oknie. Mogę wtedy obserwować, jak ludzie w ciągu dnia żyją, chodzą na zakupy, do pracy, spacerują. To inspirujące.

Piszesz cały dzień?
Czasem 6 godzin, czasem 8. Dla mnie to normalna praca. Może z tą różnicą, że większość ludzi pracuje poza domem, a ja w domu. Wcześniej mój świat dzieliłem z żoną.

Twoja żona była Polką, prawda?
Tak, była Polką, ale nie urodziła sie w Polsce, w zasadzie przez wiele lat nawet w Polsce nie była. Nie mówiła również po polsku. I ja też nie mówię. Pod koniec lat 90-tych dostaliśmy od mojego wydawcy propozycję wyjazdu do Polski. Przyznaję, że nie byłem jakoś wybitnie zainteresowany, ale moja żona bardzo wtedy nalegała i ogromnie się ucieszyła. Pojechaliśmy więc. I muszę przyznać, że Polska bardzo mi się podobna. Od tego czas często tu przyjeżdżam. To dla mnie ważne miejsce. Byliśmy w Gdańsku, Gdyni, Krakowie, w Poznaniu i nie tylko. A teraz jestem w Olsztynie. Moja żona, kiedy jeszcze żyła, zawsze powtarzała, że czuje się bardzo dobrze w Polsce. Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Polski po jej śmierci, czułem, że ona tu jest. Wciąż to czuję. Za każdym razem.

Była dla Ciebie bardzo ważna. Motywowała Cię też do pisania. Jak sobie poradziłeś po jej stracie?
W zasadzie też dzięki Polce. Zdarzyło się tak, że pewna dziewczyna z wydawnictwa, z którym współpracowałem zapytała mnie o to samo. Odpowiedziałem, że ciężko mi. Mieliśmy z żoną taki układ. Ja pisałem, a ona każdego dnia czytała i wypytywała. Chciała wiedzieć, co będzie dalej. Miałem motywację, by pisać. A później… W każdy razie, poczułem, że może ta dziewczyna, Marysia, mogłaby mi pomóc. Spytałem, czy jeśli będę jej przesyłał każdego dnia kolejny fragment powieści, to czy jest w stanie mi odpisywać. Chciałem, by recenzowała, pytała, wydawała opinię. I tak też się stało. Zaprzyjaźniliśmy się. Ona wtedy była po bolesnym rozstaniu z partnerem, a ja starałem się podnieść ją na duchu. Mijał czas i Marysia znalazł swoją miłość. Byłem na weselu, więc wiem, co mówię. Dobrze było zobaczyć ją szczęśliwą.

Na pewno dużo podróżujesz. Jakieś ciekawe wspomnienie z podróży?
Taką, którą wspominam, a przy okazji – zdaje się – najkrótszą, była podróż do Kansas. Pojechaliśmy tam z żoną na walentynki. Zjedliśmy lunch i chcieliśmy odpocząć w hotelu, właściwie chodziło nam tylko o jedno popołudnie, ale powiedziano nam z odpowiednim pomrukiem zgorszenia, że nie wpuszczają na godziny… takich gości…
Wróciliśmy więc. Z miejsc, które odwiedziłem, często wspominam Amerykę Północną, Singapur, dużo czasu spędziłem w Kalifornii. I byłem w Wenecji, ale nie podobało mi się.

Dlaczego?
Za dużo ludzi. Byli wszędzie. I musisz czekać przy przejściu przez każdy most. W ogóle wszędzie musisz czekać, bo wszędzie jest dużo ludzi. I japońscy turyści, którzy muszą sfotografować absolutnie wszystko. Za dużo ludzi, zdecydowanie.     

To dopiero 1/2 wywiadu! Drugą część znajdziecie na blogu Przeczytaj mnie. Trochę o bajkach, trochę o pisaniu, trochę o... ale co ja Wam będę zdradzała, przeczytajcie sami! 

Całość zaś znajdziecie TU, ponieważ wywiad został przeprowadzony dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur. Wystarczy kliknąć ;) 

PS A kto chce wygrać książkę Grahama Mastertona z autografem? Bo tak się składa, że mam taką specjalnie dla kogoś z Was...


Lody waniliowe... no cóż... ale z nich pochodzi truskaweczka ;)
Podczas spotkania autorskiego, które prowadził Andrzej Piedziewicz
w Centrum Książki w Olsztynie. 
O proszę, jak ładnie :) 

7 komentarzy:

  1. Żaneta Gołombiewska

    Pytanie do Pani Moniki Szwaji - która piszę z taką lekkością ksiązki, że czyta się w jeden wieczór, tak dla po prawy humoru. Pytanie które bym do niej zadała to skąd czerpie pomysły i jak udaje jej się za każdym razem, nawet z niesympatycznymi postaciami tak napisać książkę, że pojawia się uśmiech na twarzy i chęć sięgnięcia po kolejną książkę jej autorstwa???
    Nie wiem czy to wystarczy ale może :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Paweł Gołombiewski

    Interesuje się starą historią a dokładniej tym co było.

    Autor hmmmm pisarz Wołoszański Bogusław.

    A pytanie jakie bym zadał. hmmmm ciężko bo to historyk, pytania by były bardziej związane z historią niż z pisaniem.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) kiedyś miałam okazję poznać Wołoszańskiego. Był na spotkaniu w Olsztynie. Przesympatyczny i niesamowicie rozeznany w temacie. Bardzo miło wspominam to spotkanie, choć ze wstydem przyznam, że nie za bardzo jestem oczytana w jego publikacjach.

      Usuń
  3. A ja zadałabym pytanie Tess Gerritsen :D Dlaczego Rizzoli jest brzydka? No dlaczego??? Jedyna policjantka na komisariacie i do tego zaniedbana... Powinna być atrakcyjna! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Różnego rodzaju środki komunikacji międzyludzkiej (począwszy od nieco już zapomnianej tradycyjnej poczty, przez mejle, po twitty i wiadomości na innych portalach społecznościowych) dają możliwość kontaktu z niemal każdym z ubóstwianym przez nas, żyjącym (warunek absolutnie konieczny!) twórcą literatury. Dalej piłeczka leży po jego stronie i od czasu, chęci i dobrej woli owego zależy, czy zechce poświęcić swój cenny czas na interakcję z czytelnikiem.
    Jednak część znamienitych pisarek i pisarzy przeszła już na drugą stronę i komunikacja z nimi jest baaardzo utrudniona. Dlatego też zdecydowałem, że moje konkursowe pytanie skieruję właśnie do takiej osoby (a nuż ta droga okaże się skuteczna?), a mianowicie do Denisa Diderot.
    Skąd pomysł na akurat taką formę w dziele "Kubuś fatalista i jego pan"? A przy okazji... Dlaczego właśnie "Kubuś"?

    Pozdrawiam, szczerze wierząc w moc sprawczą tego bloga,
    Michał B.

    OdpowiedzUsuń
  5. I mamy wyniki! ;) http://www.pelenzlew.blogspot.com/2014/05/kto-otrzyma-ksiazke-z-autografem-mamy.html

    OdpowiedzUsuń