#codzienność: Tajemnice starej plebanii

Są miejsca, do których lepiej nie wchodzić. Są takie, w których lepiej nie mieszkać. I nawet jeśli wyrzuci się wszystko, co tam kiedykolwiek istniało, nie ma sposobu na pozbycie się zapisanego w ścianach losu, ukrytych odgłosów życia, oddechów dawnych mieszkańców. Cokolwiek zrobisz, nie staną się twoje. Możesz jedynie poddać się bezpiecznemu złudzeniu i pozostawić je w spokoju ich duchów. Być obok.

Nocami ludzie tylko przeszkadzają takim miejscom. I ci, którzy są wewnątrz i ci, którzy patrzą na nie spoza ich murów. Chociaż, wierzę również, pewnie dość naiwnie, że jest jednak szansa. Że te właśnie miejsca czekają na właściwych opiekunów, którzy otulą wszystkie bezpańskie wspomnienia i kołysanką z dobrych chwil i troski utkają nowe życie dla dawnych historii.


O Orzechowie – wiosce, której nie ma i o kościele pięknym jak poranek, wyrastającym pośród drzew już pisałam. Nie pisałam jednak o plebanii ani o cmentarzu, które sąsiadują z kościołem. Głównie dlatego, że poza szczątkowymi informacjami, niewiele wiedziałam. A też nie odważyłam się wcześniej zajrzeć w mury domu z czerwonej cegły z otworami okiennymi zabitymi deskami. Aż do teraz…

Kilka dni temu znów odwiedziłam Orzechowo. Kościół stał odważnie w majowym słońcu otulony zielonością, a dawna plebania w jego cieniu niepozornie drzemała. Tak mi się przynajmniej zdawało. Tamtego dnia weszłam do środka. Prawdę mówiąc, nie byłam przygotowana na wnętrze budynku. Pożar wybuchł tu kilka dobrych lat temu i od tego czasu, nikt tu podobno nie mieszkał…

Kilka dobrych lat, to znaczy jakieś trzy. To się wydarzyło jakoś pod koniec września 2011 r. Palił się dach budynku. Budynku, który niegdyś był plebanią przy kościele w Orzechowie, a później został zasiedlony, już jako budynek mieszkalny, przez lokatorów. Gdy wybuchł pożar, mieszkały tu dwie rodziny. Nikt nie ucierpiał. W zasadzie wiele więcej nie wiem. Może jeszcze, że straty oszacowano na 30 tyś. zł, ale to akurat nic nie wnosi do tej historii.  


Po pożarze okna plebani zabito deskami i Orzechowo znów straciło mieszkańców. Kiedy tam weszłam, w głowie wirowały mi słowa z początku tego tekstu. Napisałam je dawno temu, ale tamtego dnia wybrzmiały jakoś głośniej. Nie czułam strachu. Miałam wrażenie, że odkrywam krok po kroku świat, którego dawno nikt nie odwiedzał. Świat skrywający wiele tajemnic, ale nie niebezpieczny. A teraz, kiedy o tym miejscu myślę, nie potrafię się uwolnić o pytań… 

Ile lat mają teraz dzieci, które bawiły się pozostawionymi zabawkami? Kim byli mieszkańcy tego domu? Jak im się wiodło? Jakie nosili imiona? O czym marzyli? I co się z nimi stało? Czy ktoś z nich wrócił? Czy tęsknią? Czy obraz, który maluje się we wnętrzach dawnej plebani, to pozostałość ich ostatnich tam chwil, czasu i ognia, czy może przez tych kilka lat ktoś tam w ukryciu pomieszkiwał, nocami wypełniał oddechem pokoje? 

Takie miejsca, w których mieszkają historie, to cenny dar, który warto dostrzec. Dzięki nim mamy szanse na nowe opowieści. Może kiedyś ktoś zbłądzi, może zachwyci go porzucona na schodach lalka, może urzeknie filiżanka pozostawiona na drewnianej podłodze, może zaintrygują małe drzwi prowadzące do tajemniczego pokoju na poddaszu? Może ktoś postanowi, że opowie o życiu tych, którzy tam mieszkali. Pewnie nie będzie to opowieść prawdziwa, bo jaka też jest prawda? Czy ktoś obcy ma szansę się chociaż o nią otrzeć? Ale kto wie… może dzięki tej magicznej wiosce, której nie ma na mapach, murowanemu kościołowi pośród lasu, starej, opuszczonej plebanii i cmentarzowi, na którym odpoczywają ci, którzy skrywają kolejne historie, powstanie opowieść o czymś pięknym i wartościowym? 


Może właśnie dlatego, są takie miejsca, które nigdy nie staną się nasze, a zapisany w ścianach los, oddechy dawnych mieszkańców wciąż szepczą nam do ucha w nadziei, że ktoś usłyszy? 
















11 komentarzy:

  1. Robi wrażenie... nie powiem. Twoje opowiadanie wciągnęło mnie bez reszty. Jak dla mnie coś niesamowitego. Szkoda tylko, że takich miejsc jest stanowczo ZA DUŻO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafna uwaga. Jest ich za dużo :( Ale może jeśli zaczniemy słuchać, to będzie nieco mniej. Albo jeśli znajdzie się ktoś, kto się niemi zaopiekuje. Ta plebania to piękny dom, który powinien tętnić życiem. Mam nadzieję, że ktoś go kiedyś kupi czy wydzierżawi i przywróci do świetności. I będzie tam szczęśliwy :)

      Usuń
    2. Oby :) możemy mieć tylko nadzieję :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) To dla mnie cenne słowa :)

      Usuń
  3. Piękny tekst, cudowne zdjęcia ! Nic tylko słać smsy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Za przeczytanie i obecność :)

      Usuń
  4. Bywałam w tym domu bardzo często, przyjaźniłam się z młodzieżą tam mieszkającą. To był miły i otwarty dom, a teraz gdy tam wróciłam w lipcu 2014, łzy zakręciły mi się w oku :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem chyba w stanie nawet sobie tego wyobrazić. Ja tam nie bywałam kiedy dom żył, nie miałam nigdy styczności z żadnym jego mieszkańcem, a zawsze kiedy tam jestem, mam w sobie tyle emocji, że czasem aż się ich boję. A co dopiero, gdybym była w Twojej skórze... Dziękuję Ci bardzo za komentarz. To dla mnie ważne miejsce i to takie niesamowite, że trafiłaś tu, a byłaś tam...

      Usuń