Zagadka śmierci Strufiego, Piotr Czubowicz

Musiał go pan zabijać? Przeszkadzał panu? Czym go pan załatwił? Niech się pan przyzna! Niech mi pan powie, czy cierpiał! Mógł mi pan powiedzieć, że Strufi panu przeszkadzał, to bym go zabrała! Nie ma pan serca!

Bo Strufi, tytułowy bohater – zdaje się, że można tak powiedzieć - Zagadki śmierci Strufiego poza tym, że jest (bądź był) kotem (szarym, dużym i podobno nie grzeszącym urodą) ma jeszcze jedną, dość znaczącą dla fabuły cechę… Jest martwy.
Tytuł: Zagadka śmierci Strufiego
Autor: Piotr Czubowicz
Ilość stron: 194
Wydawca: Novae Res
ISBN 978-83-7942-049-0
Jego zwłoki pewnego dnia odnajduje Juan, młody, obiecujący chirurg, który postanowił zrobić sobie dwa miesiące wakacji przed podjęciem pracy w barcelońskiej klinice i dzięki niejasnym, a zdaje się dość bliskim, koneksjom swojej nielubianej ciotki z pewnym multimiliarderem rosyjskim, wynajął po bardzo okazyjnej cenie luksusowy apartament na Lazurowym Wybrzeżu. Tylko pozazdrościć? Nooo… nie do końca…

Jak już wspomniałam, Juan ciało Strufiego odnajduje właśnie na balkonie owego apartamentu i tak zaczyna się seria niefortunnych zdarzeń a jednocześnie pojawia się pierwsze moje powieściowe ale. Bo przyznajcie sami, że wszystko brzmi zupełnie nieźle. Dość groteskowo i zajmująco. Dodam jeszcze, że Juan poznaje również piękną Oksanę i pojawia się subtelny watek romansowy. 

Jednak z przykrością stwierdzam, że, w mojej ocenie, autor nie wykorzystał szansy na rozpisanie świetnego i obiecującego wątku. Co prawda pojawia się policja, jesteśmy świadkami dość surrealistycznych scen związanych z dochodzeniem w sprawie śmierci kota, mamy możliwość poznania sąsiadki Juana, ekscentrycznej, histerycznej właścicielki Strufiego, która śmierć swojego ulubieńca postanawia pomścić za wszelką cenę (a ceny na Lazurowym Wybrzeżu bywają wysokie…), to jednak zdecydowanie zabrakło mi rozwinięcia tego wątku (bądź co bądź tytułowego), dopieszczenia absurdalności zdarzeń. Na to przede wszystkim liczyłam sięgając po książkę.

A skoro już przy tym, to muszę przyznać, że Zagadka śmierci Strufiego ma swoje plusy i minusy i bardzo trudno jest ją ocenić – o ile w ogóle mam takie prawo – bo to powieść z kategorii dziwnych, jeśli nie dziwacznych.

Zdecydowanie plusem jest mnogość ciekawych postaci… intrygujących. Poznajemy Amandę, autorkę powieści erotycznych, i jej córeczkę z piekła rodem. Mamy okazję do literackiego spotkania z MeliBoo z baru Alaska, utalentowaną pianistką oraz gośćmi Alaski, w tym chociażby Aurelianem i jego siostrą, możemy przyjrzeć się bliżej pannie Marii. Sporo przewija się postaci pobocznych. Wszyscy oni tworzą niezwykle barwne towarzystwo, które mogłoby zbudować intrygującą fabułę, ale potrzeba by było dla nich wszystkich nieco więcej niż 194 strony. Bo choć każdy z nich jest na swój sposób zajmujący, a ich historie zwracają uwagę, to minusem (w mojej ocenie) jest ich ogrom w tak niewielkiej objętościowo fabule.

Kolejnymi plusami są tytuł, okładka, która hipnotyzuje, pomysł na wątek kryminalno-absurdalny. Minusem zaś, że został tak brutalnie porzucony.

I niestety, czy jest to wina redaktora, korektora, autora… nie wiem, ale sporo w tekście potknięć, które mi bardzo przeszkadzały w odbiorze. Czasem na przykład brak słowa dopełniającego zdanie, czasem pojawiał się jakiś twór zdaniowy zupełnie pokraczny. Podejrzewam, że nie każdemu będzie to przeszkadzało, ale dla mnie język jest ważny.

Podsumowując… Zagadka śmierci Strufiego mogłaby być świetną powieścią sensacyjną w groteskowym, słodko-gorzkim sosie literackim. Mogłaby smakować wręcz wybornie. Niestety (bądź stety), jest jedynie (lub aż) smaczna. Ale smaczna, to i tak całkiem nieźle, zwłaszcza, że to debiut powieściowy… gdyby tak popracować nad kilkoma kwestiami, kto wie… jest szansa na całkiem niezłe danie.

4 komentarze:

  1. Słyszałam trochę o tej książce i jestem jej ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dziwna, acz ciekawa przygoda :) Z pojawieniem się jej w moim mieszkanku wiąże się zabawna historia, tym większy mam do niej sentyment.

      Usuń
  2. Pomysł bardzo ciekawy - coś innego, niż we wszystkich (a przynajmniej w większości) wydawanych ostatnio kryminałach;) Szkoda tylko, że książka nie została dopracowana. To zawsze psuje odbiór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że bardzo mnie to niedopracowanie raziło...Podejrzewam, że moja opinia byłaby bardziej entuzjastyczna, gdyby nie te potknięcia. Ale i tak ciesze się, że miałam okazję przeczytać tę książkę.

      Usuń