ciekawostka: Muzeum Kolejnictwa w Olsztynie

W listopadzie ubiegłego roku napisałam swój pierwszy tekst dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur. Tak się złożyło, że był to tekst na temat Muzeum Kolejnictwa, które podobno w Olsztynie jest, ale którego nigdy nie widziałam. A że w Olsztynie życzenia spełniają się jakoś tak częściej, to kilka dni temu napisała do mnie Joanna Mariuk, że wie, że chcę zobaczyć to muzeum, a ona wraz z grupą z pewnego olsztyńskiego Stowarzyszenia (o którym Wam na pewno opowiem, ale innym razem) zamierza właśnie odwiedzić to miejsce. Nie mogłabym sobie odmówić spełnienia marzenia, więc grzecznie stawiłam się w umówionym miejscu o 18:10.


I poszliśmy. Potwierdzam, aby dojść do wieży trzeba złamać prawo. Nie ma innej drogi, jak tylko przez tory. I potwierdzam – Sebastian Marszał wie na temat eksponatów muzealnych absolutnie wszystko! Jeśli kiedykolwiek traficie do tego wyjątkowego miejsca i to on Was będzie po nim oprowadzał, to zdecydowanie nie wyjdziecie zawiedzeni!

A Sebastian, poza tym, że świetnie orientuje się w każdym muzealnym szczególe, jest też prezesem Warmińsko-Mazurskiego Towarzystwa Miłośników Kolei i powstało w 2008 roku, wcześniej był to Klub Miłośników Kolei, który należał do Stowarzyszenia w Gdyni. Muzeum Kolejnictwa mieści się w wieży ciśnień. Trudno określić, kiedy dokładnie ją wybudowano, ale najprawdopodobniej między 1910 a 1914 rokiem. Wtedy przebudowywano stację, wybudowano parowozownię i warsztaty. Wzór wieży zaś pochodzi z 1905 r. i jest typowy dla wielu stacji Warmii i Mazur z tego czasu. Gdy tylko było możliwe, by wynająć to miejsce, zaczęto zwozić powoli zbierane eksponaty. Tak rodziło się Muzeum Kolejnictwa w Olsztynie. Jego opiekunowie-twórcy mieli w planach z czasem udostępnić je dla zwiedzających. Większość eksponatów, które są na dole wieży pochodzi z nieistniejącego już Technikum Kolejowego (na przykład ława nastawcza, na której uczniowie technikum, przyszli dyżurni ruchu, uczyli się swojego zawodu).

Podczas transportu osoby zaangażowane w tworzenie Muzeum musieli z niektórych rzecz zrezygnować, ponieważ nie byli w stanie wszystkiego przewieźć. Jak mówi Sebastian (nie bez żalu w głosie) to nie są lekkie rzeczy, nie dali po prostu rady.

Pośród wielu innych eksponatów, w Muzeum znajduje się na przykład kolekcja szyn, gdzie najstarsza pochodzi z 1869 roku. Można też obejrzeć szynę z otworem na termometr. Dzięki temu można kontrolować czy na przykład latem szyny się nie rozgrzewają do niepokojących temperatur.



Jest też specjalna łopata do podbijania toru na piasku czy tablica kierunkowa z wymiennymi płótnami.

Jest też w zasobach Muzeum kapiszon. Nakłada się je na szynę, by oznaczyć miejsce robót na przykład. Maszynista jadąc, detonował ów kapiszon i wiedział, że jeszcze trzy kolejne, a będzie musiał się zatrzymać, bo coś się dzieje na torach. Czasem na pożegnanie maszynisty jest odpalany taki właśnie kapiszon.

W Muzeum znajdziecie też toromierz na przykład! To wszystko czeka w pierwszej sali, na dole wieży. Poza tym jest jeszcze jedno piętro udostępnione zwiedzającym. Tam zobaczycie kolekcję czapek kolejarskich, tablice, tabliczki i tabliczeczki, ławę PKP i koc z emblematami, telefony, klucze, sejf, medale, makiety… oj, cuda! Nie jestem w stanie wymienić wszystkich wspaniałości z takim oddaniem zbieranych!

Nad tym piętrem znajduje się jeszcze pomieszczenie o wysokości mniej więcej dwóch metrów i jego strop jest jednocześnie dnem zbiornika. Na szczyt wieży prowadzą dwie drogi. Pierwsza wewnętrzna - równolegle do rur po drabinie, a druga zewnętrzna – z boku przez cokół i po drabinie. Do konstrukcji zbiornika przynitowane są elementy trzymające, a do tych elementów wykonana jest cała otulina. Dach to konstrukcja stalowo-drewniana. Wysokość wieży to 29 metrów. Dawniej były w tych pomieszczeniach warsztaty.

Jedną z opowieści, która mnie ujęła, jest historia pewnej książki. Oczywiście… ale tym razem chodzi o książkę pojazdu. Otóż, tak się składa, że te książki są z pojazdem zawsze, ale ta trafiła do Muzeum jako przestroga. Związana jest z tablicą z pojazdu EP07107 (mogłam przekręcić, jeśli tak, przepraszam), który dokładnie 16 maja 2007 roku uległ wypadkowi pod Stawigudą. Lokomotywa uderzyła w samochód ciężarowy. Po tym uderzeniu przód lokomotywy skierowany był w stronę Olsztyna, a wcześniej kierował się w stronę Działdowa... Maszyniście nic się nie stało. Nikt nie ucierpiał z pasażerów, a i kierowca ciężarówki miał bardzo dużo szczęścia. Jest w tej właśnie książce ostatni zapis drżącą ręką poczyniony, w którym pojawia się już wzmianka o policji. Ta książka, klucze z pojazdu oraz tablica z literami i cyframi po zakończonym procesie trafiły do Muzeum.

Jak wspomniałam, to tylko jedna z niewielu historii, które skrywają eksponaty zebrane w Muzeum Kolejnictwa w Olsztynie… w muzeum, o którym prawie nikt nie wie, w którym niewielu było, a jest i czeka…

Jeśli macie ochotę odwiedzić to niezwykłe miejsce (a zapewniam, teraz już w oparciu o własne doświadczenia, że zdecydowanie warto) to pamiętajcie, że na zwiedzających Muzeum czeka w każdą pierwszą sobotę miesiąca. Zbiórka o 11:00. Gdzie? Czy można się umówić w innym terminie? Czy rzeczywiście w każdą pierwszą sobotę? Czy to Sebastian będzie oprowadzał? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź, jeśli wykorzystacie w wiadomym celu te oto dane: 

Warmińsko-Mazurskie Towarzystwo Miłośników Kolei
Ul. Dworcowa 65/116
10-437 Olsztyn
Sebastian Marszał
tel. 606-945-344, e-mail: sebastianmarszal@gmail.com

Bardzo dziękuję Joannie i członkom Stowarzyszenia Tartak za zaproszenie. To była wyjątkowa przygoda! Więcej zdjęć znajdziecie na Facebook/Pełen zlew a ten tekst i nieco inne zdjęcia są zamieszczone również TU.

A tu jeszcze filmik, na którym Sebastian oprowadza po Muzeum :)
 

1 komentarz:

  1. Ciekawy artykuł i zdjęcia. Mam nadzieję sam zobaczyć to Muzeum i rzeczy tam zgromadzone, z którymi moi dwaj pradziadowie stykali się codziennie w pracy.

    OdpowiedzUsuń