Donikąd, Konrad Czerski

Kiedy „Donikąd“ pojawiło się w moim pełnozlewowym świecie miałam w planach zupełnie inną lekturę. Chciałam tylko zerknąć, żeby poczuć klimat historii, bo okładka intrygowała. Niedługo później doczytywałam ostatnią jej stronę nieco zawstydzona swoją nielojalnością względem obranego wcześniej i porzuconego tak niespodziewanie planu czytelniczego… 
A gdy już ją doczytałam, czułam się z lekka zmęczona i pełna myśli. To była podróż, o której długo nie zapomnę, zwłaszcza, że bardzo mnie ta powieść zaskoczyła. Ale uwaga! Choć wciągająca, to jednak muszę przyznać, że z początku narrator lekko irytuje. Jednak w miarę czytania okazuje się bardzo dobrym przewodnikiem po zagmatwanym świecie powieści. Bo, jak wiadomo, pozory mogą mylić... 

Ale skoro już przy narratorze przez chwilę byliśmy, to warto dodać, że Bruno Werner jest młodym utracjuszem, który ma ambicje i pieniądze, ale nie do końca potrafi się odnaleźć w świecie, który go otacza. Nie skończył żadnej porządnej szkoły, nie ma pracy. Co wcale nie znaczy, że nie jest to osbnik ciekawy i inteligentny. Wręcz przeciwnie! 

A przy tym tak się złożyło, że odziedziczył okrągłą sumkę, nie musi się więc martwić jak przeżyje od pierwszego do pierwszego. Może spokojnie śnić swój sen o wielkości i zmagać się z twórczymi blokadami. Bo Bruno pisze. Pisze swoją pierwszą powieść, a podczas szukania inspiracji trafia na pewną tajemniczą książkę, której autorem jest nieznany ani jemu ani światu Daremo Inaia. Nie ma w niej informacji o wydawcy, a szperanie w Internecie i rozmowy z księgarzami na niewiele się zdają. Tym gorzej, bo książka jest dobra. Według naszego bohatera wręcz genialna. I nie ulega wątpliwości, że przecież Bruno ją ma, trzyma w rękach, czuje jej ciężar, więc istnieje. Tak rozpoczyna się niezwykłe poszukiwanie. Z jednej strony informacji na temat autora widmo oraz książki, o której nikt nigdy nie słyszał, a z drugiej czegoś o wiele ważniejszego… 

Żeby było ciekawiej, Bruno cierpi na, powiedzmy, pewne psychiczne dolegliwości, za które według niego winę ponosi Kaduk. Kim bądź czym jest Kaduk? Odsyłam do książki, warto do niej zajrzeć. Oprócz wyżej opisanego wątku, splatają się tu jeszcze inne historie: świat z tajemniczej powieści, której fragmenty czyta Bruno, pełna sekretów opowieść o Sophie Kavan i kilka pomniejszych. Jeśli chodzi o Sophie – muszę przyznać, że jej poświęcony wątek zwrócił moją uwagę szczególnie.

Powieść jest ciekawa. I ze względu na swoją konstrukcję i ze względu na poruszane tematy. Nie jest oczywista w przekazie i zmusza do podążania razem z bohaterami. Czy jest to lektura, którą mogłabym polecić każdemu – nie jestem pewna. To raczej książka z kategorii dziwnych. Ale podejrzewam, że jeśli lubicie prozę Zafona czy Murakamiego, jeśli podobają się Wam opowieści z lekka oniryczne, wymykające się czytelnikowi i nieco krnąbrne, to jest spora szansa, że „Donikąd“ będzie dla Was ciekawą lekturą. O zawiłościach fabuły, zaskakujących bohaterach jeszcze sporo by można napisać. 

Jak będą się zapętlać ich losy, czy Bruno odnajdzie tajemniczego Daremo, jakie tajemnice skrywa Sophie i co też jeszcze odnajdzie się na dziwnym ryneczku? O tym przekonają się ci, którzy sięgną po książkę. 

Donikąd, Konrad Czerski, Wydawnictwo Oficynka, s. 296, ISBN 978-83-64307-13-3

2 komentarze:

  1. Na pewno przeczytam. Zwróciłem już uwagę na tę książkę ze względu na okładkę, ale nie byłem przekonany, bo przecież tam po okładce nie wybiera się tylko. Ale czytam tu, że jednak książka w moim guście.

    Pozd.
    Kamil K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem oczywiście, jak widać, na bieżąco z komentarzami... pewnie już 10 razy przeczytałeś tę książkę :P Jeśli tak, i jeśli zaglądasz tu czasem, to daj znać, jak Ci się podobała :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń