ciekawostka: Jak zwabić dziewicę do łóżka?


W latach sześćdziesiątych XX wieku w Wielkiej Brytanii ukazała się pewna książka… Książka, w której cały rozdział poświęcony jest na przykład temu, jak zwabić do łóżka dziewicę... A wabi się ją zupełnie niewyszukanie (nooo powiedzmy), bo wystarczy jej zaproponować na przykład zupę z raków z maderą bądź gołębia zapiekanego z groszkiem i cebulkami. Ewentualnie – wersja dla tych dziewic bardziej fit – sałatkę z mniszka bądź truskawki z kremem chantilly. I proszę! Dziewica upolowana. 

Oczywiście najpierw trzeba ją spotkać i rzecz jasna rozpoznać, ale według autorki owej książki nie jest to aż tak trudne, gdyż dziewica powinna mieć od 19 do 23 lat. A teraz uwaga – tak, potwierdzam (bo podejrzewam, że już się domyśliliście), Mimi Sheraton napisała to wszystko w książce kucharskiej, a dokładnie w Książce kucharskiej dla uwodzicieli (Tytuł oryginalny to: The Seducer’s Cookbook). I o ile dziś by nas taka pozycja (mmmhhh…) na stole… księgarnianym nie zdziwiła (w zasadzie teraz, kiedy to piszę, to jednak brzmi nieco dwuznacznie i pozycja na stole księgarnianym mogłaby jednak zdziwić), to w czasach, gdy owa książka miała swoją premierę, była sporym zaskoczeniem!

Bo chociaż książka zamyka się w dwóch myślach – jak kobieta ma "złapać" męża oraz jak mężczyzna ma upolować sobie kochankę, to jednak znaleźć tam też można praktyczne wskazóweczki na przykład dla podstępnych podrywaczek a nawet porady małżeńskie (i nie tylko) z zakresu pożarnictwa (jak rozniecić żar w łóżku, czym gasić niechciane płomienie namiętności, a nawet jak ostudzić do cna kochanka, gdy chce się, by romans wygasł). Jak sami widzicie, to książka nawet jak na dzisiejsze czasy dość przydatna.

W tej publikacji najpiękniejsze zdaje się być to, że pierwszy raz o gotowaniu mówi się w kategorii przyjemności a nie obowiązku.

I cóż… nie ulega wątpliwości, że  „jeśli uwodzenie jest zręcznie zaplanowane, może zaostrzyć twój apetyt na seks w ten sam sposób, jak pikantna przystawka przygotowuje podniebienie na nadejście dania głównego“. Przyznajcie, trudno się nie zgodzić w tej kwestii z Mimi Sheraton...   

To jak, uwodzicie jedzeniem? Stara prawda, że przez żołądek do serca sprawdza się Waszym zdaniem, czy niekoniecznie? Mole książkowe – a jak tam z Wami? Gotujecie potrawy, o których czytacie w książkach (niekoniecznie kucharskich)?

8 komentarzy:

  1. Notka wypisz, wymaluj dla mnie :D Ula zrobiłaś to chyba specjalnie :D
    Po pierwsze primo: uwielbiam gotować to co jedzą bohaterowie literaccy :D
    Po drugie primo: w tym przez żołądek do serca chyba coś jest... ale o tym dokładniej będę mogła się wypowiedzieć za jakiś czas, bo chwilowo mam obiekt testowy do karmienia i ciekawe, co też z tego wyjdzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że rzeczywiście przyszła mi myśl o Tobie podczas pisania tego postu... ;)

      Usuń
    2. No bo ja jestem taka zawieszona między książkami a jedzeniem... ;) no i jeszcze wczoraj podrzuciłam Ci kilka smakowitych cytatów :)

      Co do przez żołądek do serca, to odnoszę nikłe wrażenie, że chyba to jednak odnosi jakiś skutek ;)

      Usuń
    3. Nie powiem, żebym nie była ciekawa postępów w Twoich poczynaniach ;) :P Także, kuś, kuś... A za cytaty dziękuję, bo są super! Na pewno je wykorzystam! :)

      Usuń
    4. Jak znajdę jeszcze jakieś cytaty to się podzielę :D

      Postępy określam jako powolne i mozolne ale są :D

      Usuń
    5. Powolne i mozolne, ale za to wiesz... im bardziej wypracowane, tym trwalsze :P

      Usuń
    6. Oby :D a póki, co jak słyszę komplementy odnośnie moich dań, to mam większą motywację do gotowania :D

      Usuń
  2. Książka naprawdę oryginalna. Nie sądzę, żeby te czary się sprawdzały, ale kto nie próbuje ten nie ma. :D

    OdpowiedzUsuń