ciekawostka: Sgraffito i inne trudne słowa

Co dla jednych codziennością, dla innych może stanowić największą zagadkę! Prawda niby ogólnie znana… A jednak różnie to bywa. Czasem zwykłych kilka sekund sprawia, że znów w nas gości coś, o czym zapomnieliśmy. I mnie się ostatnio coś przypomniało. Ale, ale… zaczęło się od tego, że dostałam niedawno pewne czasopismo. Konkretnie „Renowacje i zabytki“ nr 4. Część z Was pewnie słyszała bądź widziała, że spora porcja informacji w tym akurat numerze dotyczy Olsztyna.


Piękne zdjęcia, ciekawe teksty, a wśród nich też taki o dekoracjach kamieniczek na Starym Mieście. Od jakiegoś czasu ten temat mnie porusza, więc zatrzymałam wzrok na tym właśnie tekście i czytam już w lidzie „Klimat olsztyńskiego Starego Miasta współtworzą wielobarwne sgraffita, zdobiące elewacje kamieniczek.” I myślę sobie: wszystko pięknie, ale co to w zasadzie są te sgraffita?! Kilka chwil później już wiem, że to specjalna technika zdobienia. Ekonomiczna, efektowna i trwała. Polega na nakładaniu na siebie kolejnych (dwu- lub wielo-) kolorowych warstw gliny czy tynku i na zeskrobywaniu ich nim materiał zaschnie tak, aby stworzyć piękne wzory zdobnicze.

Ta technika znana była już w starożytności, ale ta olsztyńska raczej sięga lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku niż zamierzchłych czasów. Ja jednak nie o tym. A może nie dokładnie o tym. Bo tak się składa, że ów impuls przypomniał mi, jak dawno temu (no dobrze, może nie aż tak dawno, powiedzmy jakieś 7 lat temu) udzielałam korepetycji mojemu bratankowi. I mieliśmy taką oto małą grę…. Na każde korepetycjach starałam się mieć przygotowane słówko z kategorii dziwacznych. Jakie to słówka? Coś w stylu: gargantuiczny, kordialny, dekapitacja. Wtedy wydawało nam się – mnie, raptem studentce i jemu, mojemu uczniowi – że to takie zabawne, uczyć się takich słów, a później patrzeć na reakcje ludzi, kiedy wreszcie się ich używa. dziś myślę sobie, że to był świetny sposób na odkrywanie świata słów.

Mijały lata. Mój bratanek zdał maturę, dostał się na studia i jakoś tak naturalnie nastała cisza między nami. Aż do chwili, gdy nam obojgu się przypomniała ta zabawa w słowa. A dziś, przyznaję, rządzą wiedzy, kiedy przeczytałam słowo: sgraffito, przywołała w moim umyśle właśnie tamten czas.

Warto się tak czasem pobawić w słówka trudne i dziwaczne. Dzięki tym naszym rytuałom mój świat się wzbogacił jakoś tak mimowolnie a suto! I każdy z tych wyrazów mieszka we mnie do dziś.

A co do słówek… podejrzewam, że te akurat już do łask po trosze wróciły, ale mimo wszystko nie potrafię się powstrzymać, dlatego:

Gargantuiczny – czyli tak wielki, tak potężny, tak ogromny, że aż sama nie wiem jak! Nadnaturalnie wielki, niesłychanie żarłoczny! I wciąż jest szansa, że usłyszycie to słówko – nie wierzycie? A kto z Was oglądał „Ratatuj“? Ooo więc właśnie, tam na przykład można było usłyszeć to słóweczko. A swoją drogą… mówi Wam coś „Gargantua i Pantagruel”?

Kordialny – o, ze słowem kordialny mam pewną przygodę jeszcze z czasów studenckich, ale… nie czas to i nie miejsce, by ja teraz opowiadać. W każdym razie kordialny, to nic innego jak serdeczny.

A dekapitacja oznacza odcięcie głowy od reszty ciała. Nie polecam robić tego w domu. Zdecydowanie nie polecam.

Minęło tyle lat, a ja te nasze słówka nie tylko wspominam z rozczuleniem, ale jeszcze wciąż pamiętam ich znaczenie. I teraz wiem, że ta zabawa wiele nam dała – i mnie i mojemu bratankowi. A może Wy, Kochani Czytający, znacie jakieś ciekawe słówka z kategorii dziwacznych?

 Fot. zbiory arch. Wikipedii, obraz Gustave Dore – Gargantua


Tekst napisany dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur, a znajdziecie go też TU 

1 komentarz:

  1. Ja lubię jeszcze: apoteoza, racjonalizator, sterylizacja, masakra i hiobowy. A... i jeszcze hedonizm.

    Pozdro. Beno

    OdpowiedzUsuń