ciekawostka: Jest dom w Olsztynie...

Każdego dnia, idąc do pracy, przemierzam tę samą trasę. Mijam Mickiewicza, wchodzę w Dąbrowszczaków, przechodzę obok Ratusza, Wysokiej Bramy, przemykam pod arkadami, by skręcić w Rodziewiczówny, tuż obok Spichlerza. Zdarza się jednak, że mam ochotę na małą odmianę. Wtedy błądzę. Spaceruję Warmińską, Kajki czy Kościuszki. Zaglądam w bramy, studiuję elewacje budynków. Olsztyn nie jest moim rodzinnym miastem, to raczej miłość wybrana. Może stąd ten zachwyt, często mało krytyczny.


W dwudziestoleciu międzywojennym ulice, o których wspomniałam, miały mieć charakter reprezentacyjny. Zwróciliście może uwagę, że budynki, które stoją, chociażby przy Kajki, mają znacznie ciekawszą oprawę niż reszta miasta? Co więcej! Mają też swoje własne historie… Poza tym, że w jednym z nich działał Związek Wschodniopruskich Stowarzyszeń Żydowskiej Historii i Literatury, to w jego sąsiedztwie znajdował się jeszcze inny budynek, dla mnie znacznie ciekawszy…

Otóż, budynek przy Kajki 3, tam, gdzie dziś znajduje się siedziba banku i kilku mniejszych firm, był stworzony specjalnie z myślą o Kamieniu nad Łyną. A cóż to był Kamień nad Łyną? Była to, moi drodzy, loża masońska. Ponieważ miała charakter wysoce elitarny, krążyły o jej działalności oraz jej członkach niezwykłe historie. Podobno należący do niej wysoko postawieni, przedsiębiorczy ludzie, arystokraci zaprzedali swoje dusze czartowi w zamian za nadprzyrodzone moce. Podobno typowego masona rozpoznać można było po czarnym fraku, czarnym cylindrze. Poruszał się taki typowy mason lśniącym powozem – oczywiście koń powóz ciągnący również czarny być musiał. Krążyły opowieści o trumnie stojącej w obitym czerwonym płótnem pomieszczeniu.

Wierzono też, że oba budynki (siedziba Stowarzyszenia Żydowskiej Historii i Literatury oraz ten będący siedzibą Kamienia nad Łyną) są połączone tajemnym, podziemnym przejściem. Zdarzyło się tak, że zupełnie poważne służby przeczesywały teren wokół budynków, by przekonać się o prawdziwości tych wierzeń. Z tego, co wiem… niczego nie znaleźli, ale czy to rzeczywiście jakiś dowód? Odpowiedzcie sobie sami…

Wracając jednak do budynku… Ten surowy, skromnie operujący detalami i ozdobami elewacji budynek został zaprojektowany przez – Augusta Feddersena, który swoją drogą również należał do owej loży. A w ramach ciekawostki dodam, że jego autorstwa jest również Szpital Miejski oraz odnowiony niedawno Teatr im. Stefana Jaracza.

Ale, ale… skąd masoni przy Kajki 3? Skąd w ogóle masoni w Olsztynie!?

Otóż tak się składa, moi kochani, że w 1902 r. założono żydowską lożę masońską B’nai B’rith–Loge, która miała swoją siedzibę w budynku na rogu ul. Cesarskiej (dzisiaj ul. Kopernika 13) i ul. Moltkego (dzisiaj ul. M. Kajki), a dom typu willowego przy Kajki 3 to ostatnia siedziba loży. Loża działała w Olsztynie łącznie przez czterdzieści pięć lat z różnymi perturbacjami. Wielokrotnie zmieniała swoją siedzibę, by w 1913 roku przenieść się do własnego, wybudowanego z dedykacją dla potrzeb olsztyńskiej masonerii budynku właśnie przy Kajki.

Warto zwrócić uwagę na wejście główne. Przy oszczędnej architekturze sprawia niezwykłe wrażenie. Wysunięty fronton, dwie kolumny, wysokie schody i strzeliste, duże, trzyskrzydłowe okno stanowiące doświetlenie klatki schodowej w całym jej biegu.

I tak się zastanawiam… skąd ta oszczędność w stylu, skoro budynek wyrósł na ulicy mającej być wizytówką miasta w owym czasie? Co prawda w tamtym okresie architekta budynku rzeczywiście cechowała skromność projektowa, ale może budynek miał się po prostu nie rzucać w oczy, niknąć w tłumie innych, a może wręcz chować w ich cieniu? Ku czemu służyć miały owe zabiegi i czy rzeczywiście warto doszukiwać się niecnych w tym zamiarów? A może już snuję teorie spiskowe i nijak mi do prawdy? Kto wie? W każdym razie, z tym dreszczykiem tajemnicy, warto przyjrzeć się czujnym okiem budynkowi przy Kajki 3.

fot. Iza Treutle

fot. Iza Treutle
Tekst napisany dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur i znajdziecie go również TU

2 komentarze: