ciekawostka: Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle


O stosunkach damsko-diablich w baśniach, legendach i podaniach dziś słów kilka. No już tam, bez zbędnych rumieńców. Wbrew skojarzeniem co poniektórych nie taki diabeł straszny, jak go malują – przynajmniej na Warmii. A i babie niczego, jak się okazuje, nie brak. Taka mnie właśnie refleksja naszła, kiedy wróciłam po kilku latach do opowieści z Warmii i Mazur. Ale… do rzeczy.

Otóż, na podstawie wczesnych nauk kościoła judeochrześcijańskiego można wywnioskować, że kobiety z natury pozostają w ścisłej zażyłości z diabłem. Podejrzewam, że większość z Was wie doskonale, że na przykład mianem czarownicy określano kobiety, które zawierały podobno pakty z diabłem, odbywały z nim stosunki seksualne. Podsumowując, on był ich panem, a one jego sługami. Jeśli zaś chodzi o tę kwestię w świetle baśni, legend i podań z Warmii i Mazur rzecz ma się nieco inaczej…

W twórczości ludowej obok licznych utworów o diabłach oszukanych, znajduje się równie liczna grupa utworów obrazujących relacje damsko-diable. Opowieści te są głównie utrzymane w tonacji humorystycznej i przypominają bardziej swoją konstrukcja anegdoty niż baśni. Kobiety występujące w tych historiach można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczyłabym te sprytne chłopki, potocznie nazywane babami lub białkami, czasem gburkami. Sprytne tot o, oj sprytne, że aż strach! Ani chłopa się nie boi ani diabła. Rezolutne i pewne siebie nie raz swoich chłopów z opresji ratowały i diabły przechytrzały ot tak, dla czystej przyjemności.

Ale były i takie kobiety, co to za wsiami mieszkały, na moczarach, w gęstwinach puszczy. Te bardzo rzadko miały styczność z ludem, ale z czarcim nasieniem to już częściej. Ale żeby diabłu służyć?! Nic z tych rzeczy! To diabeł był sługą czarownicy! A panią zwykle była okrutną i biedaczysko myślał tylko, jak tu się od niej uwolnić, czmychnąć na jakąś wysepkę na jeziorach i kowalem zostać potajemnie, może nawet jaką żonkę sobie przygruchać.

Bo wyjaśnijmy sobie jedno. Baba w folklorze literackim Warmii i Mazur nie jest posłuszną kochanicą diabła. Nie oddaje mu czci i nie liczy się z jego zdaniem. Nie służy i nie adoruje! Baba, jeśli już, to wchodzi w konszachty, ale – dla jasności – nie o swoją duszę, a w celach czysto ekonomicznych. I diabła przechytrza.

Oczywiście zdarza się, że baba i żenić się z diabłem chce. No cóż – miłość nie wybiera. Diabeł na Warmii i Mazurach najczęściej też nie…

A jeśli chcecie przeczytać nieco więcej na podobne tematy… dowiedzieć się jakie były relacje na linii baba-czarownica i dlaczego diabłom marzyło się, by zostać kowalami, chętnie opowiem. Warto sięgnąć po opowieści Ireny Kwinto czy Jadwigi Tressenberg i wielu innych, którzy z literackim ukochaniem spisali dla nas opowieści o czasach dawnych a na Warmii i Mazurach dziwów pełnych. Dziś więc z głębi mazurskiego serca, które mieszka na Warmii zachęcam, byście czasem zerknęli do legend – cuda można tam odnaleźć i odrobinę dziecięcego zadziwienia.

Tekst napisany dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur, a znajdziecie go również TU

1 komentarz: