Zebra z Mazur, Ifi Ude

"Zebra" to taka prosta a niebanalna historia. Taka niby oczywista. Taka potrzebna. Bo czy zebra jest biała w czarne paski czy może czarna w białe paski, tego nie wiem. I nie jestem przekonana, czy ma to jakiekolwiek znaczenie. Wiem za to, że ta z opowieści Ifi Ude urodziła się na mazurskiej wsi i trudno jej było zrozumieć skąd wrogość koleżanek i kolegów w stosunku do niej...

Zwłaszcza, że "dawno, dawno temu, gdy po ziemi wraz ze wszystkimi zwierzętami i ludźmi spacerował Bóg, zauważył, że świat nie jest ani biały, ani czarny." To potwierdza, że dostrzeganie takich oczywistości, bywa trudne, skoro nawet sam Bóg musiał nad tym chwilę pomyśleć. Dobrze więc, gdy czasem ktoś nam o owych oczywistościach przypomni...


Tak więc, różnimy się. Po prostu. Jak płatki śniegu, pięknie się różnimy. I skoro zachwycają nas śnieżne gwiazdeczki, skąd czasem taka wrogość do tych, co wyglądają inaczej, co mają inne zdanie, co mieszkają w innej części świata, a może po drugiej stronie korytarza w tym samym bloku, co my, ale z kimś, kogo my uważamy za niewłaściwego? Skąd u nas czasem przeświadczenie, że mamy prawo przypinać łatki i decydować kto z kim się może przyjaźnić, kto kogo kochać, kto gdzie pracować?

Dziś miałam ochotę na książkę inną niż zwykle. Przeczytałam więc "Zebrę" Ifi Ude, bo i Ifi jest inna i "Zebra" jest inna. Ifi Ude, autorka opowieści o mazurskiej zebrze, jest w połowie Nigeryjką z plemienia Ibo, a w połowie Polką. Jest śliczna i ani czarna, ani biała. Jak jej Zebra, która urodziła się wśród stada koni. Urodziła się z wielkiej miłości czarnego ogiera i białej klaczy. I kiedy poszła do szkoły, by uczyć się skakać i wyszukiwać te najsmaczniejsze kąski trawy, okazało się, że nie pasuje ani do tych, co mają długie grzywy, ani do tych, co mają piękne ogony, ani do tych, co... że nie pasuje i już! Więc nikt nie będzie się z nią bawił. Nikt nie będzie z nią rozmawiał. Jest przecież inna. Inna, to znaczy gorsza.

Jednak ta opowieść nie skończy się w tym miejscu. O nie – będzie miała swój niezwykły ciąg dalszy, który warto poznać, bo i dziecko zachwyci i rodzica skłoni do refleksji. Historia to nie taka znów długa, ale zdecydowanie warta przeczytania. A ilustracje Nezki Satkov dopełniają całości. Że można stworzyć świat z czterech kolorów tak magiczny, że aż namacalny, udowadnia ilustratorka książki na każdej stronie!

Na dobrą noc, niech za Wami podreptają te miłe słowa kończące opowieść...


"(...) a kiedy nadeszła pora na sen, przytuliły się do siebie – białe, szare, czarne i pstrokate – i smacznie wszystkie zasnęły." Jeśli przeczytacie "Zebrę", dowiecie się, jak do tego doszło... a póki co, sobie i Wam życzę, spokojnych snów...

"Zebrę" wydało Wydawnictwo Poławiacze Pereł... a to dopiero początek ;)


2 komentarze:

  1. przepraszam, ale zachwyciła mnie ta grafika :D cudo :D
    treść również ... ale grafika jest przepiękna :D

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, jest przepiękna!!!! to prawda! jestem zachwycona tą książką :D

    OdpowiedzUsuń