#mojemieszkanie: przysypia

...kolejna niedoczytana książka leży w zasięgu ręki, a jednak za daleko. Sennie mi i jesiennie, a to dopiero początek września, jeszcze tyle przed nami... 

Nie czytam niczego konkretnego, raczej poczytuję. Już nawet nie na głos, bo mojemu Mieszkaniu uwierają dziś słowa. Nawet nie dało sobie opowiedzieć o najnowszym Allenie. Może dlatego, że to jednak gorzki film, choć dobry. Przynajmniej w mojej ocenie. To taki film, po którym wychodzi się w ciszy z kina. Nie ma się w sobie przejmującego smutku na granicy z rozpaczą - jak to czasem bywa po filmach lub książkach, których nie udało się jednak twórcy okiełznać do końca - ale wyważenie dawkuje emocje i kiedy ciemnieje ekran, tłoczą się myśli w głowie i temat za tematem podsuwa kolejne pytania. Blue Jasmine to dobry film. Film wart tego, żeby obejrzeć go w skupieniu.

I byłam jeszcze ostatnio na Wszystkich mężczyznach Weroniki. Jakże zabrzmiało dwuznacznie - aż strach!

I byłam też jakiś czas temu w naszym olsztyńskim Planetarium. Tym razem na Kosmicznym Ekspresie. Taki to był cudny seans, że aż zatęskniłam za niebem nad Maldaninem w sierpniową bezksiężycową noc, kiedy mleczne aż blaskiem jest sklepienie i żal zasypiać. Głównie dla tego uczucia tęsknoty, bywam czasami w tym naszym Planetarium. I jeszcze trochę dlatego, że jest. Trzeba je chyba nieco odczarować z tego naszego myślenia, że odległe jest takie i nieprzystępne. To przecież wyjątkowe, że je mamy. Więc się z niego ucieszmy i korzystajmy.

Zdaje się, mam dziś nastrój raczej ku refleksji. Może dlatego moje Mieszkanie nie chce ze mną gadać... Ono bywa czasami dość ordynarne i rozpasane. 

Nie po jego myśli jest, kiedy gdzieś znikam, w którymś z tych innych światów, tych do których mu za daleko, temu mojemu Mieszkaniu, co to po kątach koty rozstawia i czeka. Sama nie wiem na co. Bo przecież nie na mnie. O mnie wie, nawet bardziej niż ja, że wrócę. A ono wypatruje okna... jakby to coś dało. Przecież wie doskonale, że będziemy tu jeszcze przez jakiś czas tylko ze sobą. 

W każdym razie nie lubię, kiedy jest takie zadąsane to moje Mieszkanie, bo wtedy nawet czytanie mi nie idzie i myślę - najczęściej ciemną nocą - to nic, że od pewnego czasu takie te noce deszczem zapłakane - żeby wyjść poza jego progi, pooddychać miastem i czasem, żeby się zapatrzeć, zasłuchać, zatracić znów tak wietrznie, jesiennie, ale jednak w słońcu lub jego chociaż wspomnieniu.

W zasadzie nie wiem, z której strony świata, ale tak mnie naszły myśli jak chmury, więc postanowiłam, że zapiszę. Przecież mógłby je zbyt szybko wiatr przegnać z mojego nieba, a szkoda by było jednak odrobinkę. W końcu ze mnie są, więc coś powiedzą pewnie więcej o mnie samej, jeśli się wsłucham.

I na zakończenie tego mojego chwilowpisu z dziś, w zasadzie z teraz (więc chyba powinnam stworzyć mojemu Mieszkaniu własny system czasowy...) jeszcze słówko o kici i książce. Bo zdjęcia przy wpisie są, a są, ponieważ od dziś mieszka z nami Leon. Aparat z niego taki, że ho ho! Zawodowiec. 

Coś czuję, że jeszcze Was zaskoczy. I on i moje Mieszkanie, a kto wie, czy i nie ja sama... Bo że Koty Was zaskoczą, jest więcej niż pewne... Więc póki co, dobrej nocy. I ja umykam. Knuć i pisać. Bo czasu coraz mniej do końca roku, a ja mam przecież plan. Ale o tym póki co...szaaa... To znaczy ciiichoszaaa ;)

*** 

2 komentarze:

  1. Też byłam niedawno w olsztyńskim planetarium na tym samym pokazie, ale czułam się raczej rozczarowana. Efekty robiły na mnie wrażenie 10 lat, wtedy też wiedza którą mi przekazywali była dla mnie zupełnie nowa. Teraz już chyba za dużo wiem o wszechświecie :)
    Moje olsztyńskie mieszkanie, mój dom rodzinny nie wzbudza we mnie takich emocji. Zawsze wita mnie z otwartymi ramionami, tak jak jego domowniczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wiem wciąż za mało i za każdym razem dowiaduję się czegoś nowego. Wrażenie, tak mi się wydaje, zależy od stanu umysłu w danej sekundzie i od otoczenia, bo ten sam spektakl może stać się przygodą życia, kiedy sala wypełniona jest na przykład radośnie i spontanicznie reagującymi dziećmi albo udręką, kiedy tak jest ciężka atmosfera powagi, że aż oddycha się ciszej. Także, jeśli chodzi o wartości przekazywane, dla mnie były cenne a i atmosfera świetna. Lubię tam chodzić, 10 lat temu nawet nie śniłam, że będę mieszkała w mieście, w którym jest planetarium. A może inaczej... śniłam, bo o Olsztynie śniłam od dawna, ale nie śmiałam marzyć, że uda mi się tu żyć. Więc może nieco naiwnie, ale patrzę na ten mój już teraz Olsztyn oczyma obłędnie zakochanej pierwszą, szczerą miłością dziewczynki i lśni mi w nim wszystko nawet kiedy jest szaro.

      Usuń