#mojemieszkanie: czasem gotuje


Dziś będzie o jedzeniu... Bo moje Mieszkanie czasem gotuje. A ja razem z nim skwierczę i nabieram aromatu. Tak właśnie jest, kiedy po przygodach dni i szaleństwach nocy ja i ono zostajemy sam na sam z kotami i myślami. 

Trzeba poczuć się domowo, intymnie. I jakoś osmaczyć prawie osłodzić tę tęsknotę, która pojawia się, gdy cisza nagle zastępuje gwar dawno nieprowadzonych rozmów z kimś, na kogo długo się czekało. 

Trzeba więc  znów się zadomowić, a przecież nic nie oswaja lepiej gotowanie.

Więc postanowiłam dziś ugotować coś specjalnego dla samej siebie.  Właśnie dlatego kuchnia mojego Mieszkania pachnie teraz trochę jak włoska restauracyjka gdzieś skryta w uliczce wybrukowanej i nierównej, acz urokliwiej.

Bo pierś z kurczaka pokrojona w kawałeczki i skąpana w oliwie z oliwek przytuliła się do bazylii, czosnku, odrobiny papryczki chilii i kilku kawałeczków cytryny. 

Do tego – wiem, nie powinnam, ale tak mi jakoś zagrało w głodnej duszy – troszeczkę ziół ogrodowych do sałatkowego sosu. Wierzcie mi, że można z nim wyczarować o wiele więcej niż sądzą jego producenci. I oczywiście pieprz i sól do smaku. Tak po prostu. 

I na rozgrzaną patelnie. Niech poskwierczy i się zarumieni. W końcu takie tu bezeceństwa wypisuję, że aż w piersi gorąco… Mam nadzieję... Przecież liczę, że będę miała, co jeść. 


A kiedy już zapachnie mi cudnie, zaczynam czekać. Bo przecież za kilka chwil wymknę się memu Mieszkaniu posłuchać Basi Raduszkiewicz. Ale wrócę, a kiedy wrócę, znów mi zapachnie to moje gotowanie. Bo dorzucę makaron, odrobinę aromatycznego pesto z bazylią i czosnkiem i dosmaczę wyrazistą sałatką. Tak właśnie będzie. Więc wiem już, że mimo pokus miasta, dziś to moje Mieszkanie będzie mnie kusić najbardziej i kiedy do niego wrócę za kilka godzin, otuli mnie zapachem domu.


0 komentarzy:

Prześlij komentarz