#mojemieszkanie: moim Przyjaciołom


Tak wiem - ci z Was, którzy znają mnie choć odrobinę z pewnością wstrzymają na krótką chwilę oddech, niektórzy może nawet siądą z wrażenie. To, co zaraz napiszę będzie absolutnie sprzeczne ze wszystkim, co do tej pory działo się w moim małym świecie. Po przygodach kilku ostatnich dni jestem w stanie w pełni świadomie, choć wciąż jeszcze nieśmiało, przyznać, że jest jednak jakaś magia w porządkowaniu mieszkania. Jest jakaś magia w sprzątaniu i wyrzucaniu śmieci, jakkolwiek szeroki byłby to termin... I nawet – nie wierzę, że to piszę – w zmywaniu naczyń.

W moim Mieszkaniu od kilku dni widać już podłogę. Przybyło koloru. Książki zyskały nowe miejsca do istnienia i łatwiej jest oddychać bez tych wszystkich wspomnień, które ciążyły w powietrzu.

Teraz zostało moje Mieszkanie i ja. Znów gotowe, by przyjąć w siebie nowe i jasne chwile. Już nie ma w moim Mieszkaniu zasuszonych kwiatów dawnych związków, nie ma nieczytanych od lat notatek, które z etykietą – jeszcze się kiedyś przyda – zajmowały przestrzeń tak potrzebną do nowych wyzwań.

I ubrań już nie ma zbieranych przez lata w obawie, że kiedyś znów nastaną te mroźne dni, gdy nie będzie się gdzie wtulić przed smutkiem. 

Już nic z tych rzeczy, które dodawały mi po gramie każda, nie zajmuje miejsca. I tylko Koty nie zmieniły siły swojej władzy nade mną i Mieszkaniem. I tylko te dobre wspomnienia i echa ciepłych chwil nie zostały wymiecione szczotką na długim kiju, nie zostały zmyte ciepłą wodą o cytrusowym zapachu płynu do podłóg, który kiedyś poleciła mi sąsiadeczka.

Na balkonie dwie noce temu zakwitł słonecznik, pachnie delikatnie maciejka, a gdy mam ochotę na moją herbatę, świeża mięta jest na wyciągnięcie ręki.

Lepiej mi się śpi i z pokorą przyznaję Wam rację, moi Przyjaciele, którzy wiele razy pomagali mi nieść te ciężkie wspomnienia, składali ubrania na wszelki wypadek i przekładali z miejsca na miejsce wszystkie te rzeczy, których wyrzucić nie byłam jeszcze gotowa. 

Dziękuję, że byliście i wciąż jesteście tak blisko, nawet jeśli czasem bardzo daleko. I że widzę w najtrudniejszych nawet chwilach w Waszych oczach zawsze ten wyraz troski i determinacji, by zrozumieć i pomóc, nawet jeśli czasem w Waszych światach moje małe dziwactwa są zupełnie nieracjonalne. 

Bo moje Mieszkanie jest najpiękniej umeblowane tymi właśnie Waszymi spojrzeniami, niespodziewanymi i spodziewanymi wizytami, herbatami, kawami, kolacjami i śniadaniami, wspólnym wyklejaniem czy malowaniem ścian, przesuwaniem biurka i przenoszeniem kanapy. Spacerami nocnymi, Waszą obecnością. Pocztówkami, które dostaję do skrzynki Mieszkania, listami i cichym pukaniem do drzwi o każdej porze dnia i nocy. 

Ono jest takie piękne, bo chowa mi Was w powietrzu między swoimi ścianami. 

*** 

5 komentarzy:

  1. A co się stało z Warzynową latarnią?

    OdpowiedzUsuń
  2. Wawrzyn, no ja Cię proszę... jak co się stało? Przecież Wawrzynowa latarnia to legenda tego mieszkania - oczywiście, że stoi, gdzie stała! I ma się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. pamiętaj, że ta miłość jest odwzajemniona :*

      Usuń
  4. zdecydowanie zbyt dłogo mnie u Ciebie nie było, ale tak to jest, kiedy zaczyna się w życiu budować zupełnie nową historię...
    Mam nadzieję, że już niedługo zawitam do Olsztyna, bo zaczynam usychać bez jego klimatu.

    OdpowiedzUsuń