#mojemieszkanie: 8 maja

Dziś mija pięć lat odkąd odebrałam klucze do mojego Mieszkania. Pięć lat odkąd spędziłam tu pierwszą noc, odkąd poznałam moich fantastycznych sąsiadów. Wtedy nic tu nie było poza podłogą i ścianami. A dziś... dziś mnóstwo w powietrzu wspomnień, tysiące ukrytych między filiżankami i spodeczkami historii, tyle myśli. 

Patrzę jak zaczarowana na każdą z rzeczy, które mnie otaczają i pamiętam ich historię - pamiętam, jak podwieszałam lampy pod sufitem raczej na słowo honoru niż bardziej profesjonalny zaczep... a one nadal wiszą. Już pięć lat. A zdaje się, jakby to było wczoraj. Książek już nie mam gdzie trzymać. Przybywa ich z każdym tygodniem więcej. Ściany zmieniły kolor w jakiś magiczny sposób. Przybyło mebli. 

Na balkonie zagościły kwiaty - nie ma co ściemniać, dzięki mojej sąsiadeczce - przecież ze mną jest w stanie przeżyć jedynie Zośka... kwiat doniczkowy, który znalazłam na śmietniku jeszcze jak byłam na studiach. Pewnie jakieś 7 lat temu.


Przybyło mi kotów i lat. Przybyło kubków i łyżeczek, garnków, patelni, miseczek... Zbiera się na tych raptem trzydziestu metrach kwadratowych mój mały świat i w jakiś magiczny sposób przybiera na wadze. Dziś moje Mieszkanie będzie miało gościa, dziś zaśnie ze mną i ze mną znów się przebudzi. Dziś minie kolejny dzień. W zasadzie nic się nie stanie. A dla mnie to takie prywatne święto, dzień, w którym czuję, że mam swój kawałek podłogi, swoje miejsce, azyl, do którego mogę wrócić zawsze. Bo będę tu mile widziana. Mój mały, nierealny świat, a jednak pod adresem.

***

2 komentarze:

  1. Dobrze jest mieć własny kąt :)
    I na co ten kiciuś tak tam z ciekawością patrzy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda:) zawsze kiedy o wlasnych katach mysle przypomina mi sie moja Virginia Woolf i jej "Wlasny pokoj" - sadze, ze miala sporo racji. A kicius, w zasadzie kicia, z ciekawoscia zerka zdaje sie na golebie. Bo my tu prowadzimy regularna wojne podchodowa i ptaszyskami. Sily sa wyrownane :)

      Usuń