#mojemieszkanie: dobrze mieć sąsiadów


To będzie raczej niebezpieczne stwierdzenie, a jednak prawdziwe - moje Mieszkanie i jego akt notarialny rozmijają się w podstawowej definicji. Gdybym jednak została zmuszona, by wybierać, bardziej skłaniałabym się ku zdaniu mojego Mieszkania.

Mianowicie, chodzi o powierzchnię. Bo tak się niefortunnie składa, że akt notarialny milczy o sąsiadach, powietrzu wspólnie roześmianym na korytarzu i balkonach, nic nie wspomina o niedzielnych śniadaniach i ani półsłowem o czekoladowych babeczkach. 

Tak właśnie, według aktu notarialnego moje Mieszkanie to tylko trzydzieści metrów kwadratowych i nic poza tym. A ja przecież wiem doskonale, że to wierutne kłamstwo! Bo moje Mieszkanie to żadne trzydzieści metrów kwadratowych! To raczej już 1815 dni i nocy, to niedzielne poranki, to system rozmów w elementarnym języku walenia w ścianę, to roześmiane "dzień dobry" lub "cześć!" kiedy mija się kogoś na schodach, to nocne tuptanie między piętrami już w piżamkach i z kubkiem herbaty w dłoniach, to moje cudowne Sąsiadeczki i nasze zaplatanie warkoczy przed snem, to ciche pukanie do drzwi coś koło 22:00 kiedy dopiero wróciłam i talerz pełen kanapek - bo na pewno nic nie jadłam. 

To lekarstwa, kiedy jestem chora i pomoc przy wiosennych porządkach - w zasadzie przy każdych porządkach. To wspólne koty mieszkaniowe i telefony z Biedronki, czy nie potrzebuję chleba albo masła, bo mogą mi kupić przy okazji. To nocne pogaduchy. To w końcu bajeczne czekoladowe babeczki na podstawie tajnej receptury, której nikt poza nami nie pozna. Takie pełne smaku i szczęścia z nutą świeżej mięty. 

Takie jedzone na gorąco, kiedy czekolada rozpływa się powoli i wypełnia tą czekoladową magią nasze już nie tylko moje Mieszkanie bez ścian i pięter. 



Bo w naszym Mieszkaniu jest inaczej niż gdziekolwiek indziej, a jednocześnie w każdym innym mieszkaniu mogłoby być dokładnie tak samo. Bo to nie miejsce tworzy nasze Mieszkanie, ale my sami i nasze dobre ku sobie nawzajem wędrujące myśli. To fakt, że z uśmiechem mówimy sobie "dzień dobry" na klatce, że znamy swoje imiona, że pomagamy sobie wynosić śmieci, że pożyczamy sobie klucze i dzielimy się. Moje Mieszkanie to urok miejsca, starego hotelu, który zasiedlony został przez nas wszystkich tak samo nie mających za wiele na początku i tak samo szczęśliwych, że ma się kawałek podłogi. 

Często opowiadam o moich cudownych sąsiadach, bo są jak skarb, którym chciałoby się pochwalić, bo zasługują na to, by cieszyć się z każdego dnia ich obecności. I często słyszę, że mam ogromne szczęście, bo zwykle ludzie nie znają nawet z widzenia tych, z którymi dzielą wspólny dach. 

O tym, że mam szczęście, wiem i wdzięczna jestem za nie każdego dnia. Ale od pewnego czasu nauczyłam się na takie słowa odpowiadać, że tak, mam cudownych sąsiadów i bez nich moje Mieszkanie nie miałby w sobie tak wiele uroku, ale zapracowałam sobie na nich. I nie jest to przejaw samolubstwa, ta moja odpowiedź. To raczej demonstracja. 

Znacie na pewno taki wierszyk... to leciało jakoś tak: Paweł i Gaweł w jednym stali domu? Tak trochę jest, że jak Ty innym, tak oni Tobie. Dobrze jest więc czasem uśmiechnąć się do mijanego na schodach sąsiada, oddać przez przypadek włożony do nie tej skrzynki list, czasem po prostu wynieść za kogoś śmieci albo zwyczajnie zagadnąć przy wspólnych drzwiach wejściowych. 

Może się okazać, że żyjemy wśród ludzi, którzy swoim istnieniem dopełnią radości posiadania własnego kawałka podłogi. Za naszymi ścianami mieszkają różni ludzie, warto czasem ich dostrzec.

***

6 komentarzy:

  1. zdecydowanie intryguje mnie ta mięta w babeczkach... będę musiała to przetestować przy najbliższej okazji ;D

    a do całej pozostałej reszty notki jedyne co mi przychodzi do głowy to taka jedna piosenka
    "Jak dobrze mieć sąsiada,
    Jak dobrze mieć sąsiada,
    On wiosną się uśmiechnie,
    Jesienią zagada"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, wersja muzyczna mojego wpisu :)a mięta jest cudna i do babeczek i do sałatek, taka nuta nagłej świeżości - mniam :)

      Usuń
    2. osobiście fanką mięty jestem taką średnią, ale eksperymenty w kuchni to jak najbardziej :D

      co do wersji muzycznej... to tylko moje skojarzenia... one bywają nieprzewidywalne :D

      i bym zapomniała... musisz mi kiedyś opowiedzieć coś więcej o tym elementarnym języku walenia w ścianę... :D

      Usuń
    3. oj, jest o czym opowiadać ;P zwłaszcza jakiś czas temu była taka zabawna sytuacja z tym naszym tajnym językiem hahaha :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. :) powiem Ci, moja droga Kasiu, że czasem sama sobie zazdroszczę, to skarb mieć blisko takich cudownych ludzi, jacy mieszkają w moim bloku!

      Usuń