#mojemieszkanie: ...


Już od jakiegoś czasu obiecuję sobie, że zapanuję nad moim światem. Że częściej będę oddychała, spokojniej łapała powietrze, że znajdę czas. Że będę więcej pisała, spontaniczniej gotowała, że w końcu pomaluje kolejną ścianę, pójdę do kina, że opanuję ten cały chaos mojego zabiegania. 

I nawet czasem mi wychodzi. Jeszcze nieśmiało i raczej nietrwale (cóż, z konsekwencją jak widać jest mi średnio po drodze) ale wierzę, że ta zmiana, ta wiosna, którą czuję od pewnego czasu w sobie, pomoże mi przy realizacji zamierzeń. 

W zasadzie nie jestem pewna, co chcę dziś napisać. Nie jestem więc pewna, czy powinnam pisać cokolwiek, skoro do końca nie wiem, co chcę napisać. Ale z drugiej strony, jeśli nie dziś, to kiedy? Bo przecież zmiany zaczynają się od teraz. 

Może więc napiszę o planach. O planach i o pociągu. Bo wbrew obiegowej opinii, te dwie kwestie czasem całkiem ściśle się ze sobą wiążą. Jeśli więc chodzi o pociąg, to często ostatnio z niego korzystam. Dwa razy w tygodniu pokonuję dwugodzinną trasę w zatłoczonym wagonie pełna rozterek, dlaczego PKP nie dołączy jeszcze jednego wagonu, skoro zawsze jest tak nas mnogo, że można by spokojnie wypełnić jeszcze dwa. I po kilku miesiącach takich podróży, wciąż na tej samej trasie, pojawiają się w moich myślach takie oto wnioski... 

Po pierwsze - ludzie czytają. Jakoś ich więcej, nas jakoś więcej z książkami, tabletami, gazetami. Czytamy siedząc, stoją w ścisku, wisząc nad współtowarzyszem podróży czy niedoli - jak zwał tak zwał. Czytamy zupełnie pochłonięci i wcale nie z przymusu. A w książkach są zakładki, pozaginane rogi i ślady współistnienia. 

Po drugie - podczas takich podróży dochodzi się do wniosków. Tak. Dochodzi się do wniosków a jeśli ma się szczęście i w czas upoluje się siedzenie, to można nawet uporządkować myśli. Teoretycznie można to zrobić i bez siedzenia, ale wtedy jest to nieco trudniejsze, więc rezultat mógłby nie być aż tak spektakularny. Tak więc - jeśli chodzi o dochodzenie do wniosków, w moim przypadku są to wnioski dotyczące zmian. 

Bo przecież idzie wiosna. I przecież chciałabym w końcu skończyć tę moją nieszczęsną powieść, którą pisze od wieków, do czego - i tu zaskoczenie - nie bardzo się przyznaję, więc dodatkowo chciałabym jeszcze zacząć częściej się przyznawać, że piszę. Bo jak powiada mój dobry przyjaciel artysta: możesz nie wierzyć w siebie, trudno - ale w to co robisz, musisz wierzyć zawsze.

I chciałabym nie odkładać pisania recenzji na temat książek, które przeczytałam i not na temat spotkań, które poprowadziłam na wieczne nigdy lub na czas, kiedy zostaje mi na zebranie słów raptem kilka minut i nie jestem w stanie napisać tego, co mi w duszy zagrało podczas lektury.
I chciałaby jeszcze wiele, wiele z tą piękną wiosną, której nie widać jeszcze pod warstwą pełnego zaskoczenia marcowego śniegu, ale czuć już, czuć wyraźniej z każdym dniem, myśli poukładać, jak książki w biblioteczce, by odnalazły miejsca im przeznaczone od dawien dawna. 

Piszę to wszystko tu, bo mam wrażenie, że piszę sama do siebie, ale też trochę do Ciebie, nieznany Czytelniku, który będziesz świadkiem moich chęci. Piszę, żeby na głos powiedzieć, żeby trudniej mi było zrezygnować, żeby czuć, że poza tym, co myślę w swoich czterech ścianach, ktoś jeszcze może wiedzieć, ktoś może czekać na realizację moich planów. 

A że małymi kroczkami... zaczynam od kilku słów, może bez ładu i składu, ale jednak z głębi duszy. I postanowienia, że codziennie choć na kilka minut tu zawitam i postaram się, zostawić tu swój ślad. 

Należą Ci się, drogi Czytelniku, gdziekolwiek jesteś, jeśliś jest, też wyjaśnienia. Bo pewnie sobie myślisz - ale o czym w zasadzie jest ten blog. O książkach? O mieszkaniu? O kotach? O rozmyślaniach? O czymś czy o niczym. Chciałabym Ci odpowiedzieć, ale szczerze mówiąc, nie wiem. Na dziś jeszcze nie jestem pewna. Wiem tylko, że nim się obejrzysz, będzie o czymś ważnym. Słowa same wybiorą tematy i nagle się okaże, że mają sens i cel istnienia. 

Tymczasem muszę wracać do lektury książki, o której na pewno napiszę niedługo... 

7 komentarzy:

  1. jak już napiszesz powieść to bardzo chętnie przeczytam ;) [bo to czytania bardziej się nadaję niż do pisania] a jeśli ją wydasz ;) to się nieśmiało uśmiecham o trzynasty egzemplarz ;)

    a co do pociągów, to szykuje mi się wyjazd w weekend i już się zastanawiam jaką książkę najlepiej będzie zabrać na drogę ;)

    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) będę pamiętała - dla Ciebie będzie trzynasty - odliczony! Z tymi książkami na podróż zawsze jest trudno - znam to uczucie... oj znam... Uściski! Dziękuję, że napisałaś :) To takie motywujące, że aż i dziś popełnię wpis, a co! Skoro ktoś czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. u mnie chyba padnie na jakąś książkę, którą Wi mnie "skrzywdziła" ;) bo ona mnie ostatnio "krzywdzi" samymi dobrymi książkami ;)

    a czytam [w końcu] dość regularnie, bo sama zaczęłam pisać bloga i mam przypominajkę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo a czym tym razem Cię nasza Wi "skrzywdziła"? jestem wyjątkowo ciekawa! I gdzie, przepraszam, jest adres bloga? no słucham? dlaczego go tu jeszcze nie ma, a ja go nie mam w liście blogów odwiedzanych??? :)

      Usuń
    2. chwilowo mam "Bezduszną" i "Nasze rozstania" [bo się odpowiednio wcześnie wpisałam w kolejkę oczekujących] i w związku z tym, że skończyłam już czytać bajkę o Kościeju to mam dostać "Nieśmiertelnego" i mam zrobić duże WOW jak się pojawi Kościej i jego super wypasiony Koń ;)


      tu jest adres...
      http://kufer-z-niespodziankami.blogspot.com/
      proszę bardzo i zapraszam ;D

      Usuń
    3. a właściwie tak powinnam dać adres
      http://kufer-z-niespodziankami.blogspot.com/2013/02/dlaczego-kufer.html

      bo pierwszy post jest moim zdaniem dość istotny ;)

      Usuń
  4. dzięki! już nawet zajrzałam i ów pierwszy wpis przeczytałam :) ale wczoraj miałam sił wieczorem jedynie tyle, żeby zajrzeć tu na sekundę i wejść na Twojego bloga na dwie sekundy - Kufer jednak z pewnością wyląduje w zakładce "Blogów odwiedzanych" :D Cudownie, że go prowadzisz! Ja kiedyś też prowadziłam innego bloga, dość długo i bardzo to lubiłam, a później... cóż, praca, studia weekendowo, życie i gdzieś tam umknęło mi to, a teraz znów odkrywam przyjemność powrotu :)

    OdpowiedzUsuń