#mojemieszkanie: po Końcu Świata


Moje Mieszkanie po Końcu Świata ma się całkiem nieźle i zamierza stworzyć nową tradycję. Od tego roku ustanawiamy wewnętrzne święto mieszkaniowe - Dzień Końca Świata przypadający na 21 grudnia.

Póki co jednak przed nami Święta Bożego Narodzenia, więc moje Mieszkanie już ubłyszczyło się świątecznie, zapełniło skrawkami kolorowych papierów i jakieś z siebie dziwnie dumne, że nie zauważyłam jak pod naszą choinką z koła od roweru pojawił się prezent od najlepszych sąsiadów na świecie. 


Istnieją plusy tego, że wiele istot na świecie ma klucze do Twojego mieszkania. A przynajmniej istnieją plusy tego, że wiele istot na świecie ma klucze do mojego Mieszkania. 

Poza oczywistym faktem, że dzięki temu ani ono ani Koty nie czują się samotni, to co jakiś czas zaskakuje mnie moje Mieszkanie niesamowitą zmianą wystroju, miłym zapachem prania, nagłą czystością w zlewie, wielkim czarnym kotem wymalowanym na ścianie czy upominkiem pod kołem w roli choinki.

Dodatkowo - jak każdy kto był w moim Mieszkaniu zapewne potwierdzi - dzięki takiemu a nie innemu rozkładowi sił i chwil w tych mieszkaniowych czterech myślach (to znaczy kątach) moje Mieszkanie jakby istniało samo. Jak mawia mój kochany Bratanek - to jedyne miejsce na świecie, które choć moje, to zupełnie jakby nie należało do mnie, a stanowiło byt odrębny. Dzieją się tu rzeczy, które każdego dnia zaskakują mnie bardziej i zawsze, gdy stąd wyjeżdżam, a dziś właśnie jest ten dzień, czuję, że tęsknie. 

Sporo się wydarzyło przez ostatni czas i o wielu rzeczach chciałam napisać. O szyciu Skarpeciaków z niezwykłą Gosią, która sprawiła, że w chłodnej sali Galerii Rynek zaciepliło się i zajaśniało uśmiechem. I że kiedy na nią patrzyłam, byłam taka szczęśliwa, że jest na świecie ktoś taki, kto mimo przeciwności losu sprawia, że tulu ludzi wokół się uśmiecha. 

I o naszym księgarskim spotkaniu świątecznym i o moich dziewczynach, które są niesamowite po prostu. I o moim dwumetrowym czarnym kocurze na ścianie i wizycie mojej siostrzenicy i... tak dużo tego, a ja w zasadzie nie wiem, czy chcę to zapisać sobie gdzieś w skrytości ducha, czy powiedzieć Wam o tym wszystkim czy po prostu zapamiętać. Bo nie zakładałam, że mój blog będzie dziennikiem, a jednak są takie dni, kiedy tak bardzo chciałabym się podzielić myślami. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. 

Póki co uciekam, bo jeśli ja teraz nie ucieknie, to mnie ucieknie pociąg, a tego byśmy nie chcieli... Uściski! I zaczarowanych Świąt!

*** 

0 komentarzy:

Prześlij komentarz