#mojemieszkanie: jeszcze się nie rozjaśniło


A już zmierzcha - tak przynajmniej dziś widzę świat za oknem... a moje Mieszkanie ociepla mi spojrzenie świecami i półświatłem lampki nocnej.

Choć nim się rozjaśniło już zmierzcha, to nie do końca jest obraz smutny i szary, jak można by się było tego spodziewać. Raczej zatopiony w dziwnym poczuciu, że tu, w tych moich czterech ścianach i kątach spokojniej mi jest i bezpieczniej niż gdzieś za jego murami. Doceniam dziś moje Mieszkanie bardziej. 


A jeśli już tak zderzamy rzeczywistość z rzeczywistością, to zdaje mi się też, że koty przygarnięte cieplejsze są od tych kupionych lub takich, które urodziły się w bezpiecznym zaciszu domostwa. 

To nie jest odkrycie na miarę Nobla, bo podejrzewam, że wiedzą o tym wszyscy ci, którzy kochają zwierzęta. I ja w zasadzie wiem o tym od dawna, a jednak za każdym razem kiedy moja kicia tuli się do mnie, kiedy kocur mruczy mi do ucha, zadziwia mnie ich obecność w moim małym świecie tak pełna oddania i przywiązania. Zadziwia i cieszy.

Życie z kotem, co więcej, życie z kotem wśród książek (właściwie z dwoma kotami), nie wygląda na co dzień tak, jak na ślicznych obrazkach czy fotografiach. Koty brudzą, gryzą, drapią. Biegają, łobuzują, wskakują tam, gdzie w moim poczuciu nie trzeba, a w ich, powinny. Koty bawią się w sobie tylko znane zabawy. I są wszędzie.

A jednak, kiedy zaczynam coś czytać, kiedy gotuję, zasypiam wieczorem, kiedy wracam po długim dniu pracy do domu, a one mruczeniem wypełniają mi przestrzeń, kiedy tulą się, że aż pełno ich w moich dłoniach, kiedy zasypiają snem nierealnym na moich kolanach, że aż wstępuje we mnie irracjonalny lęk przed oddychaniem, by nie zbudzić kota, by się nie poruszyć zbyt gwałtownie, to przepełnia mnie radość, że są i że mnie wybrały. 

Zapewne niekoniecznie interesuje kogoś jak głośno i o jakiej porze dnia lub nocy mruczy mój kot, pewno kolor ścian mojego Mieszkania, które do wtóru mruczeniu skrzypi drzwiami i burzy się wrzącą w czerwonym czajniku wodą nie stanowi tematu ciekawszego, niż te przykuwające uwagę w porannych gazetach. Ale dla mnie... dla mnie to cały świat, zamknięty w bańce mydlanej, jak powiada moja przyjaciółka, i marzy mi się, by ta bańka nie pękła. Bo dobrze mi, kiedy skryję się w uśmiechu sąsiadów, mruczeniu kotów, szeleście stronic książek, stukocie klawiatury. 

I cenne jest dla mnie to, by moi przyjaciele, kiedy przekraczają próg mojego Mieszkania czuli się jak w bezpiecznym schronieniu, gdzie nie mają dostępu troski i myśli, które ich trapią poza jego progiem.

***

4 komentarze:

  1. Oj jak ja wiem, co znaczy czytać z Twoim kotem... :P

    OdpowiedzUsuń
  2. wzruszyłam się...
    własny Kot, własny Dom, własne książki-tak chyba wygląda niebo :P
    kurcze- mam własne niebo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :):):):) ja też mam :) prawda, że to takie niesamowite uczucie, kiedy sobie to człowiek uświadomi? jakby w mroźną zimę ciepła herbata z sokiem malinowym rozchodziła się lawiną po ciele od wewnątrz :)

      Usuń