Drzewo morwowe, Tomasz Białkowski

Co może łączyć brutalne morderstwa z męczeńską śmiercią pierwszych chrześcijan? Jaką rolę w rozwiązaniu zagadki odegra młody dziennikarz warszawskiej gazety i ksiądz, który zrzucił sutannę? Jak daleko posuną się bywalcy pałacu Donhoffów z władczym Montalto na czele? I wreszcie, co oznacza motyl jedwabnik pozostawiany przez mordercę w ustach zabitych?

Miastem na północy Polski wstrząsa seria brutalnych morderstw. Choć może brutalnych, to za mało powiedziane. Nasuwa się jeszcze groźniej brzmiące słowo: rytualnych… Ofiarami padają starsi mężczyźni, szanowani obywatele.

Warszawska gazeta wysyła młodego dziennikarza, by zbadał temat i napisał artykuł. Nie od dziś wiadomo, że krew sprzedaje się prawie tak dobrze jak krew z domieszką seksu. Jednak Paweł Wernes nie jest zachwycony perspektywą powrotu do Olsztyna. Nie darzy rodzinnego miasta pełną zachwytu miłością. Mimo to podejmuje zlecenie. Początkowo sprawę traktuje po macoszemu, ale jak to zwykle bywa, pojawiają się nowe zaskakujące tropy, puzzle układanki zaczynają do siebie pasować, tworząc makabryczny obraz. Robi się coraz niebezpieczniej…

Powieść Białkowskiego ma w sobie wszystko to, co powinna mieć świetna powieść kryminalna, a olsztyńskie ulice odsłaniają swoje mroczne oblicze. „Drzewo morwowe” trzyma w napięciu, nieraz zaskakuje i sprawia, że nocą dreszcz strachu przebiega po plecach. Już nie tak bezpiecznie powinni się czuć mieszkańcy Olsztyna spacerując jego ulicami.

A do tego, poza przyjemnością czytania, której przecież od kryminałów wymaga się przede wszystkim, „Drzewo morwowe” daje czytelnikowi obraz współczesnego Olsztyna zderzony z tym z lat siedemdziesiątych, niepokoi pomrukiem grozy i makabry i doprawia tajemnicą masońskiej loży. To mieszanka z pewności godna polecenia.

Drzewo morwowe, Tomasz Białkowski, Szara Godzina, ISBN 978-83-933462-5-7, s.302, 2012.
Recenzja napisana dla Magazynu Literackiego KSIĄŻKI nr 7/2012(190), lipiec 2012

0 komentarzy:

Prześlij komentarz