#mojemieszkanie: czytam

Moje Mieszkanie otrzymało od losu nowy stolik, a od cudownych sąsiadów łapki do sałatki i około kilograma Kota, który je więcej, niż można się było tego spodziewać po jego wątłym ciałku. Mnie za to na jakiś miesiąc raczej straciło. Prawdopodobnie po to, by rachunek się wyrównał.


Kot odkrywa, zamiast mnie, zakamarki Mieszkania, wywleka jego mniej lub bardziej ukryte skarby, choć to pojęcie bardzo względne. Zdaje się, że lubią - i Kot i moje Mieszkanie - jesień. Dobrze się w niej czują wygłaskni słońcem zupełnie innym niż to narzucające się, to pełni lata. Może uszczknęli to ze mnie w chwili pierwszego spotkania.

Kilka chwil temu Kot tulał się do starych listów w pudełku, a teraz śpi na maszynie do pisania. To zwykle marginalizowany plus tradycyjnej korespondenci - przecież trudno by było Kotu przytulić się do e-maili...

A ja czytam. I jak echo pojawia się w mojej głowie ciche dopowiedzenie... jak zawsze.

Tym razem z obowiązku. Bo już za kilka dni będzie trzeba odetchnąć głębiej, zebrać się w sobie i wyjść przed tych wszystkich ludzi z poczuciem, że da się radę. Już tyle prowadziłam spotkań, a jednak wciąż każde następne jest wyzywaniem.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz